Homo Homini walczy o rzetelność sondaży, choć samo jest poza kontrolą. "To zabieg marketingowy"

Homo Homini martwi się o rzetelność sondaży i apeluje do branży o zmianę metod badań. Sam jednak nie poddaje się zewnętrznej kontroli. - Mówienie o tym, żeby standaryzować metodologię, świadczy o naiwności. Ktoś, kto to mówi, nie zna się na współczesnych badaniach - mówi w rozmowie z Tokfm.pl dr Michał Wenzel, socjolog z SWPS. - Rozumiem, że nie możemy ingerować w metodologię badań. To tylko kwestia rozliczenia niezdecydowanych respondentów - tłumaczy jednak Marcin Duma, szef Homo Homini.
Marcin Duma, prezes zarządu Instytutu Badania Opinii Homo Homini, zaapelował w zeszłym tygodniu do ośrodków sondażowych, by ujednoliciły sposób prezentacji wyników badań wyborczych tak, by nie było dużych rozbieżności, które wprowadzają w błąd odbiorców. "Sondaże polityczne być może nie stanowią istotnej części przychodów firm badawczych, ale za to są ich wizytówką. (...) Brak zaufania do badań może w perspektywie odbić się na rynku i zamówieniach dla firm badawczych" - pisał Duma w liście otwartym.

"Sondaże publikowane przez tę firmę należy opatrywać znakiem zapytania"

Jednak branżowe organizacje nie kryją sceptycyzmu względem propozycji Homo Homini. Organizacja Firm Badania Opinii i Rynku oraz Polskie Towarzystwo Badaczy Rynku i Opinii zgodziły się z propozycją ujednolicenia sposobów prezentacji sondaży. Jednak ich zdaniem sposób zadawania pytań to element know-how ośrodków badania opinii, którego unifikacja "nie służy jakości badań". Obie organizacje zaprosiły też Homo Homini do poddania się "niezależnemu audytowi procedur przy realizacji badań". "Konsekwentne odmawianie przez Pana Instytut udziału w tej branżowej samoregulacji utrudnia dyskusję o doskonaleniu standardów prowadzenia badań opinii" - czytamy w odpowiedzi na list Dumy.

Szef Homo Homini: Przeciętny Kowalski nie rozumie, co się dzieje w sondażach. Przestanie im ufać >>>

- Nie przykładałbym wielkiej wagi do tej propozycji, to zabieg marketingowy - mówi w rozmowie z Tokfm.pl dr Michał Wenzel, socjolog z SWPS. Naukowiec podkreśla, że Homo Homini nie jest członkiem branżowych organizacji, które kontrolują jakość przeprowadzanych badań. - Na dobrą sprawę nie wiemy, czy Homo Homini pyta reprezentatywne próby, czy wyniki pisze spod grubego palca. Zanim nie będzie tego wiadomo, wszelkie sondaże publikowane przez tę firmę należy opatrywać dużym znakiem zapytania - zaznacza socjolog.

"Cieszy się popularnością, bo stosuje ceny dumpingowe"

- Najgorsze, że ośrodki badania opinii wybierane są często na podstawie kryterium ceny - tłumaczy dr Wenzel. Tym należy tłumaczyć rosnącą popularność badań Homo Homini. Z ich sondaży regularnie korzysta choćby "Rzeczpospolita". Dlaczego? - Można się domyślać, że jednym z decydujących kryteriów była konkurencyjna cena - zastanawia się Jakub Rutkowski, koordynator zespołu Na Straży Sondaży przy Instytucie Socjologii UW.

Dr Wenzel nie pozostawia jednak wątpliwości. - Firma ta cieszy się popularnością na rynku, bo stosuje ceny dumpingowe - mówi o Homo Homini. - W jaki sposób te ceny osiąga? To słodka tajemnica tej firmy - zaznacza. - Łatwo wygrać ceną, jeśli nie weryfikuje się jakości dostarczonego produktu - dodaje po chwili.

- W przetargach widać, kto jaką cenę zaproponował. Wcale nie jesteśmy najtańszą sondażownią - kontruje Marcin Duma. - Oczywiście, nie stosujemy marży 200-300 proc., ale rzędu 20-50 proc. To jest tajemnica - dodaje.

"Mówienie o standaryzowaniu metodologii to naiwność"

Czy postulaty Homo Homini mają sens? - Mówienie o tym, żeby standaryzować metodologię, świadczy o naiwności. Ktoś, kto to mówi, nie zna się na współczesnych badaniach - podkreśla dr Wenzel. Jego zdaniem metodologia badań społecznych jest dziś zbyt szerokim zagadnieniem, by je standaryzować.

- Instytuty badawcze traktują sposób zadawania pytań oraz listę badanych podmiotów w badaniach politycznych jako swoją przewagę konkurencyjną i trudno oczekiwać, by miały z niej zrezygnować - dodaje Jakub Rutkowski, koordynator zespołu Na Straży Sondaży przy Instytucie Socjologii UW. Jednocześnie przyznaje jednak, że problem ujednolicenia sposobu prezentacji danych nie jest nowy. - Niestety do tej pory nie udało się instytutom wypracować wspólnego stanowiska - zaznacza.

- Rozumiem, że nie możemy ingerować w metodologię badań - tłumaczy jednak szef Homo Homini. Jego zdaniem kilka prostych ruchów wystarczy, by zniwelować problem rozbieżności w sondażach, nie szkodząc know-how ośrodków badawczych. - Często to kwestia rozliczenia osób niezdecydowanych. I niczego więcej - zaznacza Duma.

"Homo Homini szkodzi swojej własnej reputacji"

W tle całej sprawy pozostaje nie najlepszy wizerunek Homo Homini. Głośna była sprawa badania dla Stowarzyszenia "Republikanie". W sondażu wyborczym zajęło ono trzecie miejsce, zbierając niemal 19 proc. poparcia. Okazało się, że układ ankiety przygotowanej przez Homo Homini mógł wpłynąć na decyzje respondentów. - Jeśli chodzi o zarządzanie tą sprawą, mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Wydaje mi się, że wyjaśniliśmy, skąd się ona wzięła, nie kryjąc żadnych szczegółów. W imię rzetelności postanowiliśmy o niej powiedzieć, wystawiając się na strzał, który zresztą dostaliśmy - podkreśla Duma.

Natomiast w 2010 roku w pierwszych sondażach po zamknięciu urn w pierwszej turze wyborów prezydenckich Homo Homini i SMG/KRC błędnie oszacowały rozmiar zwycięstwa Bronisława Komorowskiego. Zamiast kilkunastu punktów proc. przewagi nad Jarosławem Kaczyńskim miał on jedynie 4,5 pkt proc. - Nasze sondaże przed wyborami w 2011 były bardziej trafne niż CBOS i porównywalne z Millward Brown. W 2010 i 2009 roku mieliśmy jeszcze lepsze efekty niż inne znane na rynku firmy - podkreśla jednak szef Homo Homini. I zaznacza, że dziś nie zgodziłby się na powyborcze badanie prowadzone telefonicznie. To właśnie wybór tej metody mógł wpłynąć na błędne wyniki sondażu.

"Homo Homini szkodzi swojej własnej reputacji"

Czy ostatnie apele Homo Homini nie zaszkodzą branży? - Homo Homini szkodzi swojej własnej reputacji - mówi socjolog. Przyznaje, że mniej zainteresowani tematem mogą stracić nieco zaufania do wszystkich badań sondażowych. - Ale do opinii publicznej zacznie docierać, że firmy są zróżnicowane. I po to istnieją organizacje branżowe, by tych standardów pilnować - kwituje dr Wenzel.