Prof. Binienda: W tym kraju moje zdrowie i moje bezpieczeństwo są zagrożone

Nigdy bym nie przypuszczał, że przyjdzie mi znaleźć się w sytuacji tych, którzy jeszcze tak niedawno byli poddawani prześladowaniom za prawdę katyńską. Dziś czuję się ich spadkobiercą - mówi prof. Wiesław Binienda w rozmowie z tygodnikiem ?W sieci?.
- Słyszymy, że jesteśmy egzotyczni i antypaństwowi, że jesteśmy jakimiś profesorami z trzeciorzędnych uczelni - mówi o sytuacji ekspertów z komisji Macierewicza prof. Wiesław Binienda w rozmowie z tygodnikiem "W sieci". Jak dodaje, wszędzie - poza Polską - jest przyjmowany z szacunkiem.

Czuję się spadkobiercą prześladowanych za prawdę katyńską

Prof. Binienda podkreślił, że w Polsce czuje się zagrożony. - To naganne i smutne, że ja, Polak, nie mogę spokojnie przyjechać do Polski, aby odwiedzić grób moich rodziców. Chciałbym pójść w Warszawie na Starówkę, napić się herbaty czy piwa. Niestety, nie mam takiej możliwości, ponieważ w tym kraju moje zdrowie i moje bezpieczeństwo są zagrożone.

Prof. Binienda porównał też swoją sytuację z tą, w jakiej w czasach PRL-u znajdowały się osoby mówiące prawdę o wydarzeniach w Katyniu. - Dziś czuję się ich spadkobiercą. To dla mnie tragiczny zaszczyt - podsumował.

Wojskowa prokuratura badająca katastrofę smoleńską przesłuchała naukowców forsujących hipotezy o zamachu. O sprawie pisała "Gazeta Wyborcza", która opublikowała też fragmenty zeznań. - Jeden z przesłuchanych świadków wskazał, że podstawą wniosków na temat katastrofy był "eksperyment myślowy" oparty na wiedzy pochodzącej z fotografii z miejsca katastrofy - powiedział gazecie kpt. Marcin Maksjan, rzecznik prokuratury wojskowej. Pozostali eksperci powoływali się na modelarskie pasje z dzieciństwa, obserwacje eksplozji w szopie i oglądanie skrzydeł samolotów z siedzenia pasażera. - Ten wielki smoleński śledczy, czyli Macierewicz, jest nagi! - mówił "Gazecie Wyborczej" prawnik rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.

Więcej w tygodniku " W sieci"

Więcej o: