Grupa policjantów ściga muzyków za zagranie kameralnego koncertu w restauracji. "Sąsiad prosił, żeby ich ukarać"

W wakacje zagrali kameralny koncert w jednej z restauracji w centrum Warszawy. Teraz staną z tego powodu przed sadem. Powód? Sąsiadowi przeszkadzała muzyka retro, więc wezwał policję - informuje TOK FM.
Muzycy są w szoku i nie do końca wiedzą, dlaczego za swój koncert przyjdzie im stanąć przed sądem. Napisali więc na adres reporterzy@tok.fm, a my ustaliliśmy, co zaszło.

- Policjanci otrzymali wezwanie od jednego z mieszkańców, że w centrum Warszawy przy Nowym Świecie dochodzi do zakłócania porządku. Pojechali więc na miejsce sprawdzić, co się dzieje - tak, na podstawie dość obszernych już akt sprawy interwencję relacjonuje nam komisarz Robert Szumiata z komendy rejonowej policji Warszawa-Śródmieście. Co zastali policjanci? Wiemy, że zakłócanie porządku brzmi tak:



Nie środek nocy, nawet nie późny wieczór, ale 19.10! Wykształceni muzycy w smokingach i przedwojenne dźwięki. Policja przerywa koncert. Pytamy więc policję, czy aby na pewno jedynie o grę zespołu chodziło. - Żadne wybryki chuligańskie czy burdy. Chodziło tylko o muzykę - dodaje policjant, a przy okazji zaznacza, że nie mogli sprawy zignorować, dostali zgłoszenie, więc musieli się nim zająć.

- Powiedzieliśmy, że nie będziemy się legitymować, bo nic złego nie robimy - relacjonuje interwencję kontrabasista zespołu Retro Band Zbigniew Kucharski i dodaje, że wtedy "zapachniało kryminałem": - Powiedzieli, że z instrumentami będą nas musieli siłą doprowadzić na komisariat, więc pokazałem dowód - opisuje zajście muzyk.

Policjanci podobno (tego nie ma w aktach sprawy) pozwolili muzykom wrócić do swojej pracy, posłuchali ich występu jeszcze jakiś czas i odeszli. - Powiedzieli, że słyszą, że nic się nie dzieje, ale muszą zebrać dane -relacjonują muzycy. Policja twierdzi jednak, że od razu poinformowała zespół, że skieruje wniosek o ukaranie do sądu.

Sprawa jest rozwojowa

- Może i było to śmieszne, dopóki nie przyszło wezwanie na przesłuchanie - mówi w rozmowie z TOK FM Kucharski. Skontaktował się z kolegami z zespołu i okazało się, że nie jest jedyny. - Wszystkich nas wezwano, każdego na inny komisariat - mówi Kucharski i dodaje, że od policjanta dowiedział się, że sprawa zakończy się w sądzie. Na razie wie jedynie tyle, że odpowie za zakłócanie porządku i że grozi mu grzywna, kara ograniczenia, a nawet pozbawienia wolności.

Policję pytamy: po co takie kroki? Nie dało się upomnieć, poprosić o zakończenie koncertu, nawet ukarać mandatem? - Osoba, która zgłaszała sprawę, powiedziała, że ta muzyka gra nie po raz pierwszy. Powiedziała, że będzie świadkiem i prosi o skierowanie sprawy do sądu - mówi komisarz Szumiata i powtarza, że policja musi przestrzegać przepisów i żadnej sprawy nie mogą zlekceważyć. Osoba zgłaszająca jednak nie chciała z nami na ten temat rozmawiać.

Dochodzenie z rozmachem

Obecnie sprawę prowadzi jeden policjant z komendy rejonowej Warszawa-Śródmieście. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że wszyscy muzycy mieszkają w innych lokalizacjach, więc potrzebna jest pomoc komisariatów w ich miejscach zamieszkania. - Mnie przesłuchano w Izabelinie pod Warszawą - mówi Zbigniew Kucharski - a koledzy mają się pojawić w innych jednostkach.

Co ciekawe, policja utrzymuje, że prowadzi postępowania wobec trzech muzyków. - Grało nas pięciu i wszyscy otrzymali "zaproszenia" na komendę - relacjonuje kontrabasista. Dlaczego policja ściga pięciu, a wie jedynie o trzech? Tego wyjaśnić nikt nam nie potrafi. Rozmawialiśmy też z właścicielem restauracji, w której odbył się koncert. Powiedział nam, że też tego wieczoru został spisany, ale nikt go nie ściga, mimo że to on wynajął zespół.

Pomijamy więc bałagan w dokumentach, bo chcemy podliczyć zaangażowanie stróżów prawa. Sprawą zajmuje się kilka jednostek, a w niej przynajmniej jeden funkcjonariusz. Wszystkie sprawy trafią do sądu, więc swój czas poświęcą również sędziowie. - Policjanci, którzy przeprowadzali interwencję, będą świadkami w sądzie - mówi Szumiata, a to znowu kilka godzin z życia policjantów, którzy patrolują ulice.

Sprawa rozpoczęła się w wakacje. Na razie udało się przesłuchać jedną osobę i nie wiadomo, kiedy "skomplikowane" postępowanie może się zakończyć.

--------------------------

Komentarz prawnika

- Policja może udać się do właściciela lokalu i zwrócić uwagę. Spisywanie muzyków, którzy grali, i uruchamianie procedury sądowej przeciwko nim jest dla mnie czymś absurdalnym. Policja nie ma obowiązku zgłaszania sprawy do sądu. Powinna zbadać sytuację i ocenić, czy doszło do popełnienia wykroczenia. W moim odczuciu do niego nie doszło - mówi mec. Rafał Koniecek.