Były mąż znów może ją straszyć, bo urzędniczki ujawniły adres. "Działały w dobrej wierze"

Kobieta latami ukrywa się przed byłym mężem, a urzędnicy z Centrum Personalizacji Dokumentów bezprawnie udostępniają jej adres. Życie kobiety zamienia się w horror i choć Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przyznaje, że złamano przepisy, to na tym sprawa się kończy.
Pani Agnieszka (prosi, żeby nie publikować jej nazwiska) od wielu lat prosiła sądy i prokuraturę, by utajniały jej dane. Twierdziła, że boi się byłego męża, który miał ją nachodzić. Zgłaszała to na policję. - Straszy, że mnie i córkę zabije, że nam zrobi krzywdę - mówi w rozmowie z TOK FM kobieta. Do niedawna miała spokój. Były mąż nie znał jej adresu, więc przynajmniej w domu mogła czuć się bezpiecznie. - Jakiś czas temu spotkaliśmy się w budynku sądu i uderzył mnie. Zgłosiłam tę sprawę organom ścigania - mówi kobieta i dodaje, że tym bardziej nie rozumie, jak urzędnicy z Centrum Personalizacji Dokumentów mogli tak skomplikować jej życie. Centrum zajmuje się m.in. nanoszeniem danych osobowych na dowody osobiste czy paszporty. Pojawił się tam były mąż pani Agnieszki i poprosił o wydanie adresu byłej żony. Co dziwne, bez żadnego problemu informacje uzyskał. - Jak tylko się dowiedział, gdzie mieszkam pojawił się pod drzwiami i zaczął znowu straszyć - mówi kobieta.

Trzeba mieć interes prawny

Przepisy jasno stanowią komu wolno udostępniać informacje. - Urzędnik ma prawo udzielać ich tylko tym, którzy mają podstawy prawne do jej uzyskania - mówi Wojciech Wiewiórowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych. Pani Agnieszka złożyła skargę. W odpowiedzi otrzymała pismo z Departamentu Spraw Obywatelskich MSW, któremu podlega CPD. Wynika z niego jednoznacznie, że były mąż nie miał podstaw żądać wydania adresu, a skoro go uzyskał, to znaczy, że doszło do złamania przepisów. Mężczyzna powiedział urzędnikom, że chce skierować do sądu sprawę przeciwko swojej córce i potrzebuje adresu jej zamieszkania. Nie przedstawił żadnych wymaganych dokumentów, a mimo to dane otrzymał. Warto też zaznaczyć, że były mąż dostał więcej, niż żądał. Urzędniczki przekazały mu również archiwalne dane adresowe kobiety.

MSW przeprasza, obywatel cierpi

W piśmie podpisany przez wicedyrektora Departamentu Spraw Obywatelskich MSW czytamy, że sposób postępowania urzędników odbiegał od przyjętych standardów, a swoimi działaniami "organ naruszył przepisy prawa". Wiemy, że przełożony ustnie upomniał dwie urzędniczki odpowiedzialne za sytuację. Dla ministerstwa na tym sprawa się zakończyła.

Prokurator nie widzi w tym nic złego

Pani Agnieszka skierowała sprawę do prokuratury. - Wszczęli śledztwo, ale zaraz je umorzyli, a uzasadnienie jest kuriozalne - mówi rozgoryczona kobieta. Złożyła zażalenie i czeka na jego rozpatrzenie. W uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu śledztwa czytamy, że to mąż pani Agnieszki źle postąpił, wymuszając informacje. Zdaniem prokuratury urzędniczki działały w dobrej wierze. Prokurator prowadząca sprawę podnosi, że osoby wydające informacje nie mogły przypuszczać, że relacje między byłymi małżonkami są złe, dlatego nie powinny ponosić kary za tę sytuację

Kto ma zapłacić za błędy?

Nie ma odpowiedzialności dyscyplinarnej i karnej urzędników, a konsekwencje ponosi pani Agnieszka. - Wypadałoby zmienić mieszkanie, ale za co? - mówi kobieta i dodaje, że chciałaby dochodzić swego, ale na prawnika też ją nie stać. Na razie próbuje korzystać z pomocy różnych organizacji. MSW deklaruje jedynie, że zrobi wszystko, by do takich sytuacji nie dochodziło w przyszłości.

Poprosiliśmy o dodatkowe szczegółowe wyjaśnienia w tej sprawie i prokuraturę, i MSW. Ciągle czekamy na ich stanowisko.

Jeśli i wy macie sprawę, którą powinni zająć się dziennikarze TOK FM, piszcie na reporterzy@tok.fm