152 dni niewoli u syryjskich rebeliantów. "To kraina zła"

Włoski dziennikarz Domenico Quirico został porwany 10 kwietnia, cztery dni po tym, jak przyjechał do Syrii. Przez kolejne 152 dni był przetrzymywany przez walczących z reżimem Asada rebeliantów. - Byłem zakładnikiem, własnością fanatyków i bandytów - pisze.
- Przyjechałem do Syrii, by zrelacjonować kolejny rozdział syryjskiej wojny. Zamiast tego spędziłem 152 dni uwięziony w małych, ciemnych pomieszczeniach, gdzie walczyłem z czasem, strachem, niekończącymi się upokorzeniami, głodem i brakiem litości - pisze włoski reporter w tekście opublikowanym na stronach "The Guardian".

Quirico wspomina, że w czasie swojej niewoli przeszedł dwie fałszywe egzekucje, a jego oprawcy śmiali się z cierpienia więźniów. - Zostałem zdradzony przez rewolucję, która utraciła swój kierunek, i stałem się własnością fanatyków i bandytów - pisze dziennikarza. - Syria stała się Krainą Zła. Miejscem, gdzie zło triumfuje (...) i ukazuje wszystkie swoje aspekty - dodaje.

"Podawali się za policjantów"

Włoch wspomina, że do miasta al-Kusajr, w którym został porwany, przybył w konwoju, który dostarczał zapasy od Wolnej Armii Syrii. W momencie opuszczania miasta konwój został zatrzymany przez grupę zamaskowanych mężczyzn. - Zabrali nas do budynku i pobili, podając się za funkcjonariuszy policji - relacjonuje reporter. - W kolejnych dniach zrozumieliśmy, że to gorliwi muzułmanie, przeciwnicy Asada. Stało się jasne, że byliśmy w rękach rebeliantów - pisze.

"Jutro wrócisz do domu. Jeśli Bóg pozwoli"

Domenico Quirico wspomina, że jego oprawcy dla żartu obiecywali mu, że spędzi w niewoli jeszcze "dwa, trzy dni, może tydzień i będzie wolny z powrotem we Włoszech". - Chcieli po prostu zobaczyć naszą desperację, gdy na końcu zdania dodawali słowo Inshallah (jeśli Bóg pozwoli). To był ich sposób na kłamstwo, które udaje prawdę - relacjonuje. - Zawsze dodawali "Inshallah" - podkreśla.

W pewnym momencie oprawcy przyszli po zakładników i kazali im wsiadać do samochodów. Potem, tuż przy granicy, wyciągnęli ich z pojazdów i rozkazali iść przed siebie. - Myślałem, że strzelą nam w plecy - pisze reporter. - Ale nikt nie użył kałasznikowa. Inshallah. To był moment naszego wyzwolenia - kończy swoją opowieść Quirico.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o sytuacji za granicą? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!