Katastrofa śmigłowca na Pomorzu. Nie żyją trzy osoby

W okolicach Starej Kiszewy na Pomorzu rozbił się rano śmigłowiec. Policja poinformowała, że zginęły trzy osoby. Maszyna spadła na pole i zapaliła się.
- Na miejscu jest grupa dochodzeniowo-śledcza, prokurator oraz biegli medycyny sądowej - powiedział Piotr Kwidziński z policji w Kościerzynie. - Nie określono jeszcze ani typu śmigłowca, ani tego, do kogo należała maszyna - dodał. Jednak jak informuje TVN24, był to śmigłowiec typu Robinson R44 Raven II.

Jak powiedział przebywający na miejscu zdarzenia komendant powiatowy straży pożarnej w Kościerzynie bryg. Tomasz Klinkosz, śmigłowiec uległ całkowitemu zniszczeniu. - Jego szczątki są rozrzucone na powierzchni około tysiąca metrów kwadratowych. Z pewnością to, czego nie zniszczył upadek, zniszczył pożar - wyjaśnił. Dodał, że straż pożarna została poinformowana o wypadku kilka minut przed godz. 10. Maszyna spadła na pole znajdujące się mniej więcej w połowie odległości pomiędzy miejscowościami Stara Kiszewa i Wygonin.

Marek Kaczor z Wojewódzkiego Stanowiska Koordynacji Ratownictwa w Gdańsku poinformował, że w gaszeniu maszyny brało udział osiem zastępów straży pożarnej. Z wstępnych informacji straży wynika, że maszyna należała do osoby prywatnej.

"Na szczęście helikopter nie spadł na ośrodek wypoczynkowy, bo tutaj wypoczywają dzieci. Straszny wypadek, śmigłowiec spadł z niewielkiej wysokości, leciał nad drzewami. Na pewno chciał lądować, bo ci, którzy byli niedaleko, mówili, że to był taki ogromny warkot, on schodził, schodził pomalutku, już mu tak niewiele brakowało. W tym czasie dzieci z zielonej szkoły akurat były na spacerze i szły drogą koło tego pola, na szczęście dzieci tego wypadku nie widziały" - mówi świadek zdarzenia.

Więcej o: