Siostry Polaka, pracownika PAH, odesłanego z Izraela: "Wyrok izraelskiego sądu to porażka"

- Jesteśmy rozczarowani wyrokiem sądu. Nie jest normalną praktyką w demokratycznym kraju, żeby niezawisły sąd ślepo słuchał służb bezpieczeństwa - komentują wyrok izraelskiego sądu Magda i Ala Qandil, siostry Polaka z PAH, który zostanie odesłany do Polski, bo ma rzekomo "stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa Izraela".
Kosma Zatorski: Jak zareagował wasz brat na wyrok sądu?

Magda i Ala Qandil, siostry Kamila: - Kamil po usłyszeniu wyroku powiedział, że jest to nie tylko jego porażka, ale także polskiego MSZ, którego program realizował, PAH oraz polskich podatników, z których środków organizowane są działania humanitarne. Przede wszystkim przegranymi są jednak mieszkańcy wsi, w której Kamil pracował. W ostatnim okresie wojsko bardzo poważnie ograniczyło dostawy wody, którą kupowali mieszkańcy. Kamil w tej wiosce budował cysterny na deszczówkę, które miały im stworzyć alternatywę dla dostaw bardzo drogiej wody przywożonej z zewnątrz. Kamil powiedział też, że nigdy wcześniej nie stanął wobec tak niesprawiedliwego systemu - systemu, w którym służby bezpieczeństwa mogą zarzucić komuś, cokolwiek chcą, i pozostawić go bez możliwości obrony.

Czy wasza rodzina ma podobne odczucia?

- Jesteśmy ogromnie rozczarowani wyrokiem sądu. Nasza wiara w wymiar sprawiedliwości okazała się naiwna. Nie jest normalną praktyką w demokratycznym kraju, żeby niezawisły sąd ślepo słuchał służb bezpieczeństwa i nie ujawniał materiałów dowodowych. Sąd powinien się do ich zarzutów odnieść. Sędzia natomiast powiedział, że służby przedstawiły pewne dowody i sąd nie może się w tę sprawę wtrącać. To przeczy temu, że to sąd ma ostatnie słowo.

Dlaczego służby specjalne zarzuciły Kamilowi kontakt z terrorystami?

- Sąd uznał, na podstawie tajnych materiałów, że "Kamil mógł być w kontakcie z kimś, kto mógł mieć powiązania z elementami terrorystycznymi". Kamil odpowiedział, że jest osobą niewinną: "Nie jestem zagrożeniem dla bezpieczeństwa Izraela. I nigdy moją intencją nie było stanowić takiego zagrożenia". Sędzia uznał, że Kamil "może nie jest świadom" i "że to nie jest takie proste". Sąd jednak nie ujawnił nic więcej. Warto jednak pamiętać, że większość Palestyńczyków ma założone tzw. teczki. Kamil mógł więc po prostu rozmawiać z kimś na ulicy i stąd pojawiło się to oskarżenie. To mógł być ktokolwiek. To okropne, że taki sam los może spotkać każdego innego pracownika humanitarnego. Dla nich codziennością jest kontaktowanie się z Palestyńczykami, bo przecież im służą. To paranoja.

Chcesz wiedzieć więcej i lepiej? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!