Dodatkowe zajęcia w przedszkolach nie są potrzebne? Nauczyciele: "To zrównywanie szans dzieci do zera i pozbawianie pracy setek wykształconych ludzi"

- Jaka będzie przepaść między dziećmi z przedszkoli niepublicznych, które będą organizować wszystkie zajęcia, a tymi z publicznych, które będą mogły liczyć tylko na ukryte talenty pań nauczycielek? - pyta nauczycielka rytmiki, od ponad 20 lat pracująca w warszawskich przedszkolach.
Ustawa dotycząca zajęć dodatkowych w przedszkolach w swoim aktualnym brzmieniu zabrania sytuacji, w której rodzice płaciliby więcej niż 1 zł za zajęcia dodatkowe. Część miast, jak np. Kraków i Poznań, zinterpretowały ustawę na korzyść dzieci i nauczycieli i wymyśliły kilka sposobów na obejście ustawy. - Po co tworzyć ustawę, którą trzeba obchodzić? - pytają zainteresowani.

Ministerstwo sugeruje, żeby zajęcia odbywały się przez podpisanie umowy między rodzicem a firmą, ale po zakończeniu zajęć dziecka w przedszkolu. Dzieci jednak kończą zajęcia o różnych godzinach, a sami nauczyciele odradzają przeprowadzanie zajęć popołudniowych. Zmęczone dzieci nie miałyby szans się skupić i chłonąć wiedzę. Ministerstwo wprowadzonymi zmianami chce wyrównać szanse wszystkich dzieci w wieku przedszkolnym.

"Dajmy rodzicom wybór"

- Wypowiedzi pani minister Krystyny Szumilas i premiera wskazują, że większość zajęć funkcjonujących dotychczas jako dodatkowe zawiera się w podstawie programowej, czyli jeżeli mamy zajęcia muzyczne, to już jest rytmika, a zajęcia ruchowe, to karate. W licznych dyskusjach pojawiają się argumenty, że kiedyś w studium nauczycielskim uczono gry na fortepianie, dziś tego nie ma. Nauczyciele są oczywiście przygotowani do realizacji podstawy programowej, czyli potrafią wybrać piosenkę, taniec, włączyć je do repertuaru, ale nie jest to to samo, co kształcenie muzyczne. Nie wszyscy nauczyciele posiadają umiejętność improwizacji fortepianowej, a jest to niezbędny element do prowadzenia zajęć rytmiki - powiedziała nam pani Katarzyna Forecka-Waśko, nauczycielka rytmiki.

Nauczycielka uważa, że mimo wszechstronnego wykształcenia nauczycieli w przedszkolach, jeśli rodzice chcą, aby zajęcia były prowadzone przez profesjonalistów, powinni mieć taką możliwość.

Tuż po naszej rozmowie, na spotkaniu dyrektorów przedszkoli z radą miasta udało się wypracować kompromis w Poznaniu, gdzie od wielu lat uczy. - Nie powinno się zakładać, że małemu dziecku wystarczy osoba bez kierunkowych kompetencji zawodowych (np. muzyka, anglisty), a dopiero w miarę jego rozwoju ma mieć zajęcia z coraz lepiej wykształconymi osobami. Nauczyciel wykwalifikowany w danej dziedzinie będzie w stanie dostrzec w dziecku pasję i ją rozwijać - mówiła jeszcze przed ogłoszeniem decyzji.

Forecka-Waśko zwróciła uwagę na to, że choć najwięcej stracą dzieci, to należy też pamiętać o nauczycielach, którzy zostaną bez pracy. - Moje koleżanki myślą o zmianie zawodu, a to nie jest tylko pięć lat studiów muzycznych, ale całe lata wcześniejszego kształcenia. Pojawiają się takie głosy, że my bawiłyśmy się z dziećmi, brałyśmy za to pieniądze i żyłyśmy w cudownym świecie. A to jest nieprawda. Te zajęcia wymagają przygotowania tak samo jak każde inne i tak jak inni nauczyciele odprowadzamy podatki i musimy zaoszczędzić na dwa miesiące wakacji, kiedy nie pracujemy w ogóle - dodała.

Zajęcia dla dzieci to tylko zabawa?

- Pan premier twierdzi, że zajęcia z judo czy rytmiki są w podstawie programowej. Przez ponad 20 lat pracy w przedszkolu nie zauważyłam, żeby rytmika była kiedykolwiek w podstawie programowej. Teraz panie nauczycielki będą prowadziły zajęcia z magnetofonem, a to jest uwstecznienie. Wiek przedszkolny jest najbardziej właściwy, żeby podać dziecku to, co najlepsze, bo to w przyszłości zaprocentuje - twierdzi natomiast nauczycielka rytmiki, która od wielu lat prowadzi firmę organizującą zajęcia dodatkowe w stołecznych przedszkolach.

- U dziecka jest tak, że jeśli jedna pani tym samym głosem mówi, śpiewa i uczy innych rzeczy, to dziecko w pewnym momencie się nuży i przestaje słuchać. Osoby z zewnątrz przynoszą do placówek coś nowego. Tancerka może być np. bardzo interesująca dla dziecka, bo tańczy na turniejach. Pan kurator powiedział, że przeprowadzić angielski z dziećmi to żadne wyzwanie, przecież to tylko zabawa. A dydaktyka nauczania dzieci w tym wieku jest bardzo skomplikowana - dodała.

"Ludzie chcą płacić, miasto nie chce pozwolić"

Zdaniem właścicielki firmy władze Warszawy chcą pokazać, że można zapewnić przedszkole za złotówkę i tym samym wyrównać szanse wszystkich dzieci.

W rezultacie jednak wyrównuje się te szanse do zera. - Jaka będzie przepaść między dziećmi z przedszkoli niepublicznych, które będą organizować wszystkie zajęcia, a tymi z publicznych, które będą mogły liczyć tylko na ukryte talenty pań nauczycielek? - pyta retorycznie.

- Dopiero co mieliśmy sytuacje z matkami pierwszego kwartału, które mówiły, że nie chcą być gorsze. Tu mamy sytuację odwrotną - ludzie chcą zapłacić za zajęcia, a miasto nie chce na to pozwolić. Może lepiej byłoby zastanowić się nad dofinansowaniem dzieci z uboższych rodzin? Choć tak naprawdę te dzieci i tak chodziły, bo nauczyciele zawsze pozwalali na to, by te kilkoro dzieci uczestniczyło w zajęciach bez uiszczania opłaty - komentuje nauczycielka, która z początkiem września musiała zwolnić kilkudziesięciu fachowców, których zatrudniała. Część z nich przeszło do przedszkoli niepublicznych, ale większość została na lodzie.

Więcej o:
Komentarze (12)
Dodatkowe zajęcia w przedszkolach nie są potrzebne? Nauczyciele: "To zrównywanie szans dzieci do zera i pozbawianie pracy setek wykształconych ludzi"
Zaloguj się
  • 4we

    Oceniono 12 razy -6

    mój syn w przedszkolu miał rytmike , karate , angielski i wszystko co chciał , DLA MNIE to głUPOTA i moda

    drugiemu synowi nie zamierzam już serwowac takich wrażen i robienie z niego szczura biorącego udział w wyścigu rodziców, ma w wieku 3 lat lepsze zajęcia niż naauka angielskiego , to są za małe dzieci ,

    ja wole żeby przedszkole było tanie a nie z 10 cioma dodatkowymi przedmiotami , rodzicom się w dupach poprzewracało i zamiast siedzieć z dziećmi to wyślą ich na 10 dodatkowych zajęć i mają dzieci z głowy , przecież tutaj chodzi tylko i wyłącznie o kase , czyżby każda przedszkolanka po studiach nie znała angielskiego w zakresie 3 latka , BEZ JAJ , u prywaciarza musiałłaby sprzątąc , uczyć angielskiego , rytmiki i rović wszystko dookoła a W BUDŹEtÓWCE tyM NYGUSOM się nic nie chce , tylko pić kawe i zz petem w 5tkę pogadac , już ja miałem z tymi przedszkolankami 3 lata doczynienie , nygusy a dzieci ciągle chore

  • cillian1

    Oceniono 15 razy -9

    niech mi ktoś wytłumaczy na ch...j złamany, w przedszkolu nauczyciel z licencjatem. np. angielskiego, czy rytmiki!

    Może ktoś wyjaśnić?
    Bo ja wolałbym, aby przedszkolanki nie znęcały się nad dzieciakami, a za to średnio umiały przeliterować alfabet, w kilku językach.
    No dobra, w jednym.....

  • razb1947

    Oceniono 13 razy -11

    biednych rodziców nie stać na dodatkowe płatne lekcje i dlatego ich dzieci będą czuli się dyskryminowane, z resztą nauczyciele w przedszkolach i tak za dużo zarabiają,zmniejszyć im pensje i zatrudnić dodatkowych nauczycieli.

  • monam1

    Oceniono 10 razy 10

    A ja gdy bylam mala w przedszkolach nie bylo angielskiego ale w wieku 5lat uczylam sie go bo rodzice uznali ze to dobra inwestycja, i co?? I teraz ja ucze angielskiego bo od zawsze bylo mi latwo go w szkole oswoic!! Wiec morał jest taki ze warto uczyc dzieci jezyka za młodu i to prawda ze dziecko chłonie go jak gąbka, a najlepszym przykladem sa małe dzieci dwujezyczne ktore naturalnie znaja 2 jezyki bo slysza je w domu!!! Moje dziecko tez tak bedzie kształcone!!

  • olkafas-olka13

    Oceniono 15 razy 9

    To jest chore. Zakazuje się zajęć dodatkowych dla dzieci w przedszkolach, a tym samym w gimnazjach przeznacza sie 8 godzin wf na tydzień w jednej klasie (4 godzin dla dziewczyn, 4 godzin dla chłopców). WF jest najdroższym przedmiotem nauczania w polskiej edukacji powszechnej; to jest dopiero horror, a nie ma kasy na rytmike czy zajęcia taneczne dla maluchów - natomiast wpiernicza sie przymusowy wf filozofom na studiach (bez zaliczenia fikołków nie możesz zostac uznany jako profesjonalista od "Krytyki czystego rozumu" Kanta. O co chodzi w tym absurdzie, bo on jest świadomy i celowy?
    czytajcie
    blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/677037,lekcje-wychowania-fizycznego-zmora-polskiego-ucznia-i-studenta-kto-naciaga-podatnikow-na-oplacanie-wuefistow.html
    WF stanowi z uwagi na kryterium nakładów finansowych drugi, pod względem wartości edukacyjnej, przedmiot nauczania w polskich szkołach powszechnych. Oznacza to, że na gruncie polityki edukacyjnej państwa polskiego wartość sprawności fizycznej obywateli jest wyżej ceniona, aniżeli wartości intelektualno-poznawcze. Postęp cywilizacyjny społeczeństwa nie jest jednak wynikiem „wyrzeźbionych bicepsów i siły pięści” wynalazców i naukowców. W tym świetle, polityka preferowania wartości sprawności fizycznej człowieka ponad wartości intelektualno-poznawcze jawi się jako manifestacja „kultury barbarzyństwa”.

  • sir_fred

    Oceniono 13 razy 9

    Jak możemy myśleć o modernizacji i przejściu do gospodarki innowacyjnej, skoro promuje się równanie w dół?

  • proteusz33

    Oceniono 17 razy 11

    Przepaść między biednymi i bogatymi powiększa się na całym świecie ale w Polsce przybrało to rozmiar katastrofalny

  • cillian1

    Oceniono 24 razy -14

    "i pozbawianie pracy setek wykształconych ludzi"

    to jest powodom, darmozjady wywęszyłu możliwość wyrwania kasy więcej.
    I już się zaczyna!

    Oglądałem w TVN 24 rozmowę z panią germanistką.
    I jestem tego pewien, że chodzi o kasę dla nich, a nie o dzieci!
    Coś jak z receptami - i lekarzami....

  • hare-hare

    Oceniono 11 razy 11

    od przedszkola do seminarium duchownego a rząd zapłaci

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX