Applebaum: Obama pragnie bronić pewnych wartości, ale kompletnie nie wie, jak to robić

Anne Applebaum krytykuje Baracka Obamę za brak konsekwencji w kwestii syryjskiej. "Głównym problemem jest to, że prezydent i najwyżsi urzędnicy sugerowali, że mogą użyć siły, potem wycofali się z tego, a następnie znów zaostrzają retorykę" - pisze publicystka w "Washington Post". Zdaniem niektórych analityków to działanie intencjonalne. "Jeśli tak, ten rząd jest bardziej cyniczny, niż utrzymywali jego przeciwnicy" - zauważa Applebaum.
Anne Applebaum przypomina w "Washington Post" Billa Clintona, który podczas kampanii wyborczej w 1992 r. mówił, że "zrobi wszystko, aby przerwać cierpienie cywilów" w toczącej się na Bałkanach wojnie domowej. Gdy został już prezydentem USA, przez długie miesiące uchylał się od odpowiedzialności za te słowa. "Co było przydatne dla kandydata Clintona, okazało się problematyczne dla prezydenta Clintona" - twierdzi Applebaum. Jak zauważa publicystka, do interwencji wojskowej w Serbii doszło dopiero, kiedy okazała się nieunikniona.

Obama szuka wsparcia. "Nie mógł wcześniej?"

Jej zdaniem minęło dwadzieścia lat, a administracja Obamy znajduje się w podobnej sytuacji. "Żeby była jasność: głównym problemem syryjskiej polityki rządu Obamy nie jest to, że prezydentowi nie udało się użyć sił wojskowych, ale to, że prezydent i najwyżsi urzędnicy sugerowali, że mogą użyć siły, potem wycofali się z tego, a następnie znów zaostrzają retorykę".

"Przez wzgląd na społeczeństwo syryjskie, nadszedł czas, aby prezydent Assad ustąpił" - mówił w sierpniu 2011 roku Obama. "Dla walczących Syryjczyków mogło to brzmieć jak obietnica wsparcia wojskowego" - zauważa Applebaum. To jednak nie nadeszło. Rząd nie wysyła nawet sprzętu syryjskim powstańcom, choć Biały Dom miał zezwolić na to CIA. Applebaum wypomina też Obamie głośne słowa o "czerwonej linii" w sprawie broni chemicznej. Zauważa, że dopiero gdy została ona przekroczona, prezydent zaczął zabiegać o poparcie swoich słów. "Nie mógł zapewnić sobie tego wcześniej, gdy składał tę obietnicę?" - pyta publicystka.

"Obama pragnie reprezentować wartości, ale nie wie, jak ich bronić"

Niektórzy analitycy twierdzą, że te retoryczne wolty są intencjonalne i mają na celu wyłącznie przedłużenie oporu ze strony rebeliantów. "Jeśli tak, ten rząd jest bardziej cyniczny, niż utrzymywali jego przeciwnicy" - zaznacza Applebaum.

"Źródła problemu są wciąż te same: prezydent USA pragnie reprezentować pewne wartości - sprawiedliwość, międzynarodowe standardy - których nie potrafi lub po prostu nie wie jak bronić w praktyce".

Cały artykuł przeczytasz w "Washignton Post".

Więcej o: