Polak aresztowany na lotnisku w Izraelu. Pracował dla PAH

Kamil Qandil, obywatel Polski i pracownik Polskiej Akcji Humanitarnej, został zatrzymany na lotnisku pod Tel Awiwem. Po ok. 6 godzinach oczekiwania i przesłuchaniu został poinformowany, że dostał zakaz wjazdu do Izraela i zostanie deportowany do Polski najbliższym samolotem. Dziś jego sprawą zajął się izraelski sąd. Informację o zatrzymaniu Kamila mediom przekazała jego siostra Magda.
- Proces już się odbył, sąd utrzymał decyzje zakazu wjazdu Kamila do Izraela. Nie wiadomo dokładnie, co jest powodem decyzji oprócz tego, że jest to kwestia bezpieczeństwa - mówi portalowi Gazeta.pl Marta Kaszubska z PAH. - Kamil ma ważną wizę pracowniczą, wydaną zaledwie 1,5 miesiąca temu. Podczas jej otrzymywania został dokładnie sprawdzony. Prawnik próbował dowiedzieć się, jakie były powody decyzji sądu, ale powiedziano mu jedynie, że chodzi o coś, co wydarzyło się ostatnio - dodała.

Okazało się, że izraelskie służby graniczne oskarżyły go o stanowienie "zagrożenia" dla Izraela. - Kamil zdecydował się na apelację w izraelskim Sądzie Najwyższym - wyjaśnia Alicja Qandil, siostra Kamila.

Kamil Qandil jest pracownikiem Polskiej Akcji Humanitarnej (PAH). Do pracy w projekcie remontowania cystern wodnych na palestyńskich terytoriach okupowanych został wysłany przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w ramach programu Polska Pomoc. Kamil wyjechał w zeszłym tygodniu na kilka dni do Polski.

Gdy wracał w poniedziałek rano, spodziewał się przesłuchania na lotnisku: pytań o pochodzenie etniczne jego ojca i dziadków oraz ich miejsca urodzenia. Dziadkowie Kamila są palestyńskimi uchodźcami z 1948 roku - wygnanymi z wioski, której ruiny notabene leżą tuż obok lotniska i centrum deportacyjnego, gdzie Kamil jest obecnie przetrzymywany.

Osoby o palestyńskich korzeniach często mają tam problemy

Strażnicy graniczni na lotnisku Ben Guriona profilują przyjezdnych pod względem ich wyznania i pochodzenia etnicznego. Osoby o palestyńskich korzeniach często spotykają się z długimi przesłuchaniami, złym traktowaniem i odmowami wjazdu. Izraelskie służby graniczne oskarżyły Kamila o stanowienie "zagrożenia" dla Izraela. Ten bardzo ogólnikowy zarzut nie daje mu żadnych szans obrony.

- Kamil nie zrobił nic poza remontowaniem cystern - wyjaśnia siostra Kamila, Alicja Qandil, która mieszka i pracuje w Jerozolimie od blisko dwóch lat. - Chyba że Izrael uważa dostarczanie wody palestyńskim społecznościom w potrzebie, za zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa - dodaje. Pracę w PAH Kamil rozpoczął jako wolontariusz w warszawskim biurze organizacji we wrześniu 2012.

W listopadzie zeszłego roku wyjechał na trzymiesięczny staż do biura PAH w Jerozolimie. W czerwcu tego roku wrócił do misji PAH w Jerozolimie w ramach MSZ-owskiego programu Polska Pomoc. Kamil realizował projekt remontowania cystern na wodę w najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących społecznościach na Zachodnim Brzegu, który jest częścią palestyńskich terytoriów okupowanych.