Z Syrii uciekło 10 proc. ludności. "To tak, jakby z Polski wyjechało nagle 4 mln" [ROZMOWA]

- Dwa miliony uchodźców to około 10 proc. ludności Syrii. To tak, jakby z Polski wyjechało nagle 4 mln osób. W ramach samej Syrii kolejne 4 mln stały się uchodźcami, ale wewnątrz granic swojego kraju. W sumie więc ok. 6 mln ludzi musiało uciekać ze swoich domów - mówi Wojciech Wilk, prezes Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM).
Anna Pawłowska: Z Syrii uciekło już dwa miliony osób. To dużo w skali całego kraju?

- Dwa miliony uchodźców to około 10 proc. ludności Syrii. To tak, jakby z Polski wyjechało nagle 4 mln osób. Poza tym trzeba pamiętać, że w ramach samej Syrii kolejne 4 mln stały się uchodźcami, ale wewnątrz granic swojego kraju. To są tzw. uchodźcy wewnętrzni. W sumie więc ok. 6 mln ludzi musiało uciekać ze swoich domów. To jest jedna czwarta ludności Syrii. Jest to dobry wskaźnik, jak destrukcyjna dla całego syryjskiego społeczeństwa jest wojna domowa.

Z danych UNHCR wynika, że rok temu uchodźców z Syrii we wszystkich krajach z nią graniczących było 218 tys. Teraz są to dwa miliony, co wskazuje na bardzo szybki wzrost. W samym Libanie, gdzie pracuje PCPM, liczba uchodźców w ciągu roku zwiększyła się 17 razy.

Jak wynika ze statystyk, blisko połowę stanowią dzieci, często jeszcze bardzo małe.

- Te liczby są odzwierciedleniem struktury demograficznej syryjskiego społeczeństwa. W Syrii, podobnie jak w innych krajach Bliskiego Wschodu, prawie połowa populacji jest poniżej 18. roku życia. Paradoksalnie jednak ucieczka z kraju może być dla nich ratunkiem od najgorszego, gdyż uchodźcy trafiają do stosunkowo bezpiecznych miejsc, mogą uniknąć traumy spowodowanej konfliktem zbrojnym i bezpośredniego zagrożenia. Mają też tam na kontynuowanie edukacji, a przynajmniej dotyczy to części uchodźców. Na terenach kontrolowanych przez rebeliantów państwowa edukacja w ogóle nie funkcjonuje.

Jak wyglądają warunki, w jakich przebywają uchodźcy? Gdzie trafiają?

- Warunki zależą przede wszystkim od tego, w jakim kraju znajdą schronienie. Około połowa z nich trafia do obozów dla uchodźców w Turcji i Jordanii. W Turcji są to obozy prowadzone przez władze, w Jordanii przez władze i organizacje humanitarne. Warunki są tam bardzo trudne, ale zapewniony jest dach nad głową, jedzenie, dostęp do leków i edukacji. Druga połowa uchodźców w Turcji i Jordanii nie mieszka w obozach i oni muszą radzić sobie sami. Ta o wiele trudniejsza sytuacja jest codziennością dla wszystkich uchodźców w Libanie, gdzie obozów nie ma i nie będzie.

Jak sobie radzą?

- Jest bardzo ciężko. Muszą sami znaleźć sobie dach nad głową. Wiadomo, że gdy ludność kraju takiego jak Liban podnosi się o 20 proc. w ciągu roku, bardzo szybko rośnie popyt na mieszkania rośnie, co przekłada się na bardzo szybki wzrost cen wynajmu. Coraz więcej trzeba płacić za coraz gorsze warunki. To często nawet nie sa mieszkania, a po prostu garaże lub piwnice do tego uchodźcy uciekają zwykle bez żadnych oszczędności, więc są zdesperowani, żeby zdobyć środki na życie i opłacenie wynajmu. Dochodzi więc do konfliktów z Libańczykami, którzy oskarżają uchodźców o zabieranie im pracy. Przy takim napływie nowych pracowników stawki za pracę dramatycznie spadają. Dlatego nasze działania skupiają się na zapewnieniu uchodźcom dachu nad głową poprzez pokrycie kosztów czynszu. Wtedy uchodźcy są pod mniejszą presją, by zarobić, co poprawia ich relacje z miejscową ludnością. Libańskim właścicielom mieszkań łatwiej jest zaś pokryć inne koszty związane z obecnością uchodźców syryjskich w ich domach, jak na przykład wyższe rachunki za wodę i kanalizację. PCPM działa w 12 wsiach położonych tuż przy granicy z Syrią i w większości z nich w ciągu ostatniego roku liczba mieszkańców zwiększyła się o ponad 100 - we wsiach tych jest więcej uchodźców niż miejscowej ludności.

Wojciech Wilk jest prezesem Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM), która od sierpnia 2012 roku prowadzi projekt pomocy humanitarnej dla 600 rodzin uchodźców syryjskich w północnym Libanie. W tym roku działania te są finansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o sytuacji za granicą? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!