"Jest różnica między depresją kliniczną a tą związaną z okresem dojrzewania" - psychiatra komentuje dane "Rz"

- Pamiętajmy, że u osób młodych pewna nierównowaga emocjonalna jest naturalna w tym okresie życia - mówił dr Sławomir Murawiec, odnosząc się do dzisiejszej "Rzeczpospolitej", gdzie podano, że co piąty uczeń ma problemy emocjonalne związane z nauką.
W audycji "Połączenie" Murawiec przyznał, że prof. Philip Zimbardo, na którego powołuje się "Rzeczpospolita", jest postacią szanowaną w kręgach psychiatrów. Dodał jednak, że nie słyszał, aby ten prowadził badania nad polską edukacją. - Powinno się podawać, na podstawie jakiego badania wyciągnięto takie wnioski. Możliwe, że milion młodych ludzi ma jakieś problemy emocjonalne, z nauką czy rówieśnikami, natomiast trzeba by to trafniej opisać - stwierdził. Według doktora artykuł "Rz" jest poszukiwaniem sensacji, ale problem z emocjonalnością młodzieży niewątpliwie istnieje.

- Nie wydaje mi się, żeby normą byli nauczyciele wyśmiewający swoich uczniów. Artykuł sugeruje, że właściwie tym polska szkoła stoi - powiedział prowadzący audycję Jakub Janiszewski. - Wyśmiewanie i wytykanie słabych punktów to według mnie nie jest podstawowy mechanizm edukacyjny - potwierdził wątpliwość prowadzącego Murawiec i dodał, że z badań wynika, że częstość depresji w krajach cywilizowanych znacznie wzrasta. - Natomiast jeśli chodzi o osoby młode, to pamiętajmy, że pewna nierównowaga emocjonalna, skłonności do popadania w stany depresyjne, jest właściwie fizjologiczna w tym okresie życia - zauważył psychiatra.

Kiedy zacząć się martwić?

Doktor zwrócił też uwagę na konieczność rozróżnienia depresji klinicznej od depresji wahającej się, związanej z okresem dojrzewania. Prowadzący zastanawiał się, czy można wyznaczyć granicę, za którą te naturalne dolegliwości związane z dorastaniem zaczynają przybierać patologiczną formę. - U młodzieży to jest trudniejsze niż u dorosłych, którzy epizod depresyjny przeżywają bardziej książkowo, doznając długo trwającego smutku, tracąc zdolność przeżywania przyjemności itd. U młodzieży może to mieć bardziej formę zachowań - buntowania się, picia alkoholu, agresji niż przeżyć i emocji - mówił Murawiec.

- Ten materiał stawia tezę, że szkoła zdołuje uczniów i wpędzi w depresję. Dyskusje o szkolnictwie jako instytucji totalnej i niszczącej kreatywność i psychikę trwają co najmniej od lat 70 i wpływają na to, co w szkolnictwie się dzieje. Jest teraz tendencja, aby tworzyć małe klasy i podchodzić do uczniów bardziej indywidualnie - stwierdził Janiszewski. Murawiec nie do końca zgodził się z wyjściową tezą prowadzącego - Nie wydaje mi się, żeby szkoła była instytucją totalitarną. Na młodego człowieka ma wpływ nie tylko szkoła, ale przede wszystkim środowisko rówieśnicze, kwestie kulturowe, rodzice. Szkoła jest tylko jednym z co najmniej czterech elementów - mówił.

Czas depresji?

Prowadzący uogólnił problem, zauważając, że żyjemy obecnie w epoce, gdzie jest mnóstwo kryzysów. Murawiec: Żyjemy w okresie przemian, gdzie stare modele już nie pasują, ale w różnych instytucjach próbują funkcjonować, a nowe modele jeszcze się nie wytworzyły. - I tu jest czas depresji - wtrącił Janiszewski. - To jest czas odbijania się od ściany do ściany. Pytanie, czy podejść do dzieci represyjnie, czy pozwolić im na wszystko. Jeśli jakiś rodzic to wie, to zasługuje na Nobla - żartował psychiatra.

Więcej o: