PiS nie weźmie udziału w manifestacjach "Solidarności". "Opinia publiczna powinna się cieszyć"

- Kaczyński nie ma politycznego interesu w tym, żeby wspierać Piotra Dudę, który wykreował się na trybuna ludowego - stwierdził w Poranku Radia TOK FM Michał Szułdrzyński z "Rzeczpospolitej". Publicyści komentowali zakaz udziału polityków PiS w planowanych manifestacjach "Solidarności". - Postrzegałbym to jako próbę sił - ocenił Paweł Lisicki, szef "Do Rzeczy".
Jacek Kurski ujawnił wczoraj, że Prawo i Sprawiedliwość zabroniło swoim członkom udziału we wrześniowej demonstracji "Solidarności". Taką informację członkowie partii mieli otrzymać SMS-em.

- Jeszcze niedawno duża część komentatorów narzekała na upolitycznienie "Solidarności". Teraz, kiedy Jarosław Kaczyński nie chce upolityczniać tej manifestacji, opinia publiczna powinna się cieszyć - zauważył w Poranku Radia TOK FM Michał Szułdrzyński z "Rzeczpospolitej".

Duda groził Kaczyńskiemu?

- Kaczyński nie ma politycznego interesu w tym, żeby wspierać Piotra Dudę, szefa "Solidarności", który wykreował się na trybuna ludowego - dorzucił dziennikarz. Zwłaszcza że w "Solidarności" zbliżają się wybory przewodniczącego i zdaniem Szułdrzyńskiego Kaczyński nie chce być wciągany w wewnętrzne rozgrywki.

Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Do Rzeczy", doszukiwał się przyczyn decyzji Kaczyńskiego w czerwcowym kongresie PiS. Wystąpił na nim Duda, który ostro krytykował nie tylko rząd, ale i pogroził samemu PiS. A później pojawił się na kongresie konkurencyjnej Solidarnej Polski. - Na zasadzie: każdy rządzący będzie się liczył z naszymi interesami. A jak nie, to popamiętacie - mówił Lisicki.

Związkowcy w polityce? "Absolutnie normalne"

- Nowy sposób prowadzenia "Solidarności" przez Dudę może oznaczać, że pojawił się konkurent dla dużej części wyborców - ocenił Lisicki. Zauważył także, że Duda stara się lawirować między PiS i SP, budując niezależną pozycję. I nie wiadomo, kiedy szef "Solidarności" postanowi ją wykorzystać. - Postrzegałbym to jako próbę sił - stwierdził publicysta.

Jan Ordyński dziwił się natomiast oburzeniu na kolejnych związkowych przywódców. Podkreślał, że na całym świecie związki zawodowe związane są z polityką. - To, że związki zawodowe są ideowo związane z pewnymi opcjami, jest absolutnie normalne - ocenił publicysta.

Więcej o: