Lis o sytuacji w Syrii: "Za nicnierobienie świat zapłaci cenę o wiele wyższą niż za sensowne działanie"

"Świat ma iracki kompleks" - pisze w najnowszym "Newsweeku" o ewentualnej interwencji w Syrii Tomasz Lis. Jednak zdaniem dziennikarza, "iracką lekcję" warto odrobić. "To doświadczenie nie powinno być jednak alibi dla bezczynności, ale impulsem do działań racjonalnych".
Lis podkreśla w komentarzu, że jest sporo argumentów, by świat nic nie robił w sprawie Syrii. Podkreśla jednak: "Bezczynność świata oznacza, że Narody Zjednoczone są w istocie wspólnotą oportunizmu, przyzwalającą na bestialstwo. Dziś korzysta z tego Damaszek, jutro Teheran, a pojutrze Pjongjang. To, że świat był bezczynny przez 30 miesięcy, powinno być częścią aktu oskarżenia, a nie pretekstem, by dalej nic nie robić" - pisze Lis.

Zdaniem dziennikarza, w niektórych miejscach, gdzie doszło do interwencji - sam podaje przykład Bośni, Kosowa i Libii - dzisiaj sytuacja jest "nieporównywalnie lepsza", niż gdyby do interwencji nie doszło. Zauważa jednak, że w tych miejscach akcja była ograniczona, nie na skalę wojny w Iraku. "Ludzie tacy jak Milosević i al.-Asad nie rozumieją słów, uznają je za argumenty słabeuszy" - pisze naczelny "Newsweeka".

Tomasz Lis podsumowuje jednak: "Należy uderzyć. Szybko. I mocno". Dlaczego? Powołując się na cytat z rosyjskiego pisarza Iwana Turgieniewa, dziennikarz tłumaczy: "nie można nie robić niczego tylko dlatego, że nie można zrobić wszystkiego".

Cały komentarz w najnowszym wydaniu "Newsweeka".

Więcej o: