Urzędnicy zdradzają kulisy: Obama w ostatniej chwili zmienił zdanie ws. konsultacji z Kongresem

- Barack Obama planował rozpocząć akcję wojskową przeciwko Syrii bez zgody Kongresu. Jednak w piątek w nocy, niecałe 24 godziny przed wystąpieniem, Obama zmienił zdanie - mówi agencji AP wysoki rangą urzędnik Białego Domu, pragnący jednak zachować anonimowość.
Obama w ostatnich tygodniach rozmawiał ze swoimi najważniejszymi doradcami w kwestii bezpieczeństwa. Wszyscy powiedzieli, że prezydent USA ma uprawnienia do podjęcia decyzji o ataku na Syrię bez konsultacji z Kongresem. Jednak - jak relacjonują urzędnicy w rozmowie z AP - przez ostatnie dni Obama mocno zastanawiał się nad tym, jaką rolę w planowaniu ewentualnego ataku powinien odegrać Kongres.

Ostateczną decyzję o tym, żeby poprosić kongresmenów o zgodę na atak, prezydent USA podjął w piątek w nocy po długiej rozmowie z szefem personelu Białego Domu Denisem McDonoughem.

Obama: Jestem gotów wydać rozkaz

W sobotę - ogłosił to podczas długo wyczekiwanego wystąpienia na temat Syrii. - Podejmiemy działania wojskowe przeciwko Syrii. Jestem gotów wydać rozkaz. Kiedy to nastąpi? Niebawem. Jutro, za tydzień, za miesiąc. Najpierw chcę jednak mieć zgodę Kongresu - oświadczył Obama.

- Mamy niezbite dowody na to, że reżim Asada zaatakował bronią chemiczną własnych obywateli. Dziesięć dni temu obserwowaliśmy z przerażeniem najstraszniejszy atak chemiczny w XXI wieku. Zamordowano ponad tysiąc osób, w tym kilkaset dzieci. Te dzieci zostały zagazowane na śmierć przez rząd własnego kraju - mówił w pełnym emocji przemówieniu.

Ten atak był zamachem na godność ludzką. Pokazał, że Syria stanowi zagrożenie dla międzynarodowego bezpieczeństwa. Syria złamała międzynarodowe postanowienia o zakazie stosowania broni chemicznej. Teraz może dojść do eskalacji. Syryjska broń chemiczna może też się dostać w ręce terrorystów - punktował prezydent USA.





"Nie wyślemy do Syrii sił lądowych"

Obama oświadczył, że szanuje poglądy tych, którzy nawołują do ostrożności w kwestii Syrii, ale podkreślił, że USA nie mogą przymknąć oczu na to, co stało się w Damaszku. - Nie będzie to jednak długotrwała interwencja - zapewnił Obama. Jak powiedział, będzie ona ograniczona w czasie i ma na celu odstraszenie reżimy przed dalszymi atakami chemicznymi.

- Nie chcemy wysyłać do Syrii sił lądowych. Nasze oddziały są ulokowane w strategicznych punktach i jesteśmy gotowi uderzyć w każdej chwili - dodał.

Chcesz na bieżąco śledzić sytuację w Syrii? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!

Więcej o: