Interwencja w Syrii nie rozwiąże problemu z bronią chemiczną. "Możliwa katastrofa ekologiczna"

Jeśli w Syrii dojdzie do interwencji sił międzynarodowych, najprawdopodobniej będzie to atak z powietrza. Jak przekonuje w rozmowie z tokfm.pl Grzegorz Cieślak z Centrum Badań nad Terroryzmem, nie rozwiąże to problemu broni chemicznej. Wręcz przeciwnie. - Możemy mieć do czynienia z największą na świecie katastrofą ekologiczną - zauważa ekspert.
Społeczność międzynarodowa jest już niemal zgodna, że jeśli reżim Baszara al-Assada użył w Syrii broni masowego rażenia, powinien ponieść tego konsekwencje. - Kiedy zaczyna się mówić o broni chemicznej w kraju, który ma największy zapas broni chemicznej na świecie i jest możliwość, że w przyszłości ta katastrofalna w skutkach broń może być skierowana przeciwko nam, to musimy upewnić się, że to się nie stanie - mówił w środę Barack Obama, prezydent USA.

Jednak czy atak rakietowy i lotniczy, który zdaniem ekspertów jest najbardziej prawdopodobny, faktycznie da Obamie pewność, że broń chemiczna zostanie unieszkodliwiona? Grzegorz Cieślak z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas przekonuje w rozmowie z tokfm.pl, że wcale tak nie jest.

"Możemy mieć do czynienia z największą na świecie katastrofą ekologiczną"

- Uderzenie w arsenały broni chemicznej jeszcze kilka lat temu obliczane na największe na świecie to nie jest kwestia tylko trafienia i zniszczenia możliwości jej rozprzestrzeniania. To kwestia tego, czy substancje, które stanowią zagrożenie, będą w dalszym ciągu aktywne, czy zostaną zniszczone. A nie wszystkie da się zniszczyć uderzeniem rakietowym czy pociskiem artyleryjskim - zaznacza Cieślak. - Jeżeli ten atak okazałby się niefortunny, możemy mieć do czynienia z największą na świecie katastrofą ekologiczną - dodaje.

Ekspert tłumaczy, że niektóre materiały, jak np. gaz duszący adamsyt, bez większych przeszkód rozkładają się do nieszkodliwych substancji. Jednak sarin lub iperyt w wyniku eksplozji tylko przedostałyby się do atmosfery. - Tylko obecność wyspecjalizowanych komórek militarnych, które zajmują się neutralizacją broni chemicznej, będzie w stanie poprawić sytuację - zaznacza Cieślak. Wątpliwe jednak, by Amerykanie zdecydowali się na wysłanie do Syrii jakichkolwiek sił lądowych.

"To poważny problem, poważniejszy, niż się wydawało"

Tymczasem trudno spodziewać się, by ataki z powietrza przyniosły wymierne skutki. - Mieliśmy do czynienia z sytuacjami, że reżimy lokowały broń chemiczną tak, żeby trudno ją było zaatakować, czyli w pobliżu dużych aglomeracji. Uderzenie w taki cel w gęsto zaludnionym terenie może spowodować skutki daleko większe niż sam atak chemiczny - zaznacza Cieślak. Co więcej, część broni chemicznej może być umieszczona w mobilnych zestawach rakietowych Scud typu C. Ich położenie nie jest znane.

Cieślak przypomina też, że magazyny z bronią chemiczną były zlokalizowane m.in. w pobliżu Homs, które w trakcie konfliktu wielokrotnie przechodziło z rąk do rąk. Nie wiadomo więc, kto mógł mieć do nich dostęp. - Reżim może powiedzieć: to nie my, ktoś już posiadł te magazyny. Przez niezabezpieczenie tych magazynów Al-Assad zafundował nam sytuację, w której nawet najmniejsza komórka terrorystyczna z bronią chemiczną może przedostać się w rejony obozów uchodźców, a stamtąd do Europy. To poważny problem, poważniejszy, niż się wydawało - zaznacza ekspert.

"Okoliczności wskazują na planowe działanie reżimu"

Jeśli nawet broń chemiczna nie wpadła w ręce rebeliantów, to wciąż nie wiadomo, czy nie dojdzie do kolejnych ataków. Nie wiadomo bowiem, jakie są zamiary reżimu czy wojskowych koterii, jakie zapewne tworzą się wokół niego. - Wątpię w zapewnienia Al-Assada, że to nie jego reżim użył broni chemicznej. Pozostałe okoliczności wskazują na to, że to było planowe działanie - podkreśla Cieślak. I tłumaczy, że miejsce użycia broni chemicznej zostało ostrzelane, a eksperci dopuszczeni do niego dopiero po dwóch dniach. Kiedy deszcz i chemikalia powstałe po eksplozjach podczas ostrzału dawno mogły zatrzeć ślady ataku. - Badając pacjentów można udowodnić, że był używany sarin. Ale to nie oznacza wskazania, kto tej broni używa - zastrzega Cieślak.