Rosyjskie okręty płyną na Morze Śródziemne. "Potrząsanie szabelką i propaganda"

We wschodni rejon Morza Śródziemnego, czyli w pobliże pogrążonej w wojnie Syrii, wysłane zostały dwa okręty rosyjskiej marynarki wojennej. - Nie należy tego odczytywać jako przygotowanie Rosji do bardziej zdecydowanego wojskowego wejścia w kryzys syryjski - zaznacza w rozmowie z tokfm.pl Łukasz Kulesa z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Rosja wysłała w rejon wschodniej części Morza Śródziemnego dwa okręty wojenne. Agencja Interfax podała za źródłem w rosyjskim sztabie generalnym, że siły morskie w tamtym rejonie "wymagały pewnych dostosowań". Dowództwo marynarki wojennej szybko zaprzeczyło jednak, by posunięcie miało związek z sytuacją w Syrii, zaznaczając, że chodzi o planowaną od dawna rotację okrętów.

- Nie należy tego odczytywać jako przygotowanie Rosji do jakiegoś bardziej zdecydowanego wojskowego wejścia w ten kryzys - stwierdza w rozmowie z tokfm.pl Łukasz Kulesa z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - Dużo bardziej istotny jest aspekt propagandowy i symboliczny niż jakiś głęboki namysł strategiczny - dodaje ekspert.

"Demonstrowanie rosyjskiej obecności wojskowej"

Kulesa przypomniał, że Rosja już kilka miesięcy temu zapowiedziała utrzymywanie stałej grupy kilku okrętów wojennych na Morzu Śródziemnym. Miało to być powrotem do praktyk marynarki radzieckiej, która operowała w tym rejonie. Dlatego obecne ruchy okrętów faktycznie mogą być standardową rotacją jednostek. - Rosja może wykorzystać rotację okrętów w kontekście eskalacji kryzysu syryjskiego, przede wszystkim jako sposób na zademonstrowanie rosyjskiej obecności wojskowej w tym rejonie świata i stworzenie sobie możliwości do obserwowania z bliskiej odległości tego, co się dzieje - mówi Kulesa.

- Warto zaznaczyć, że decyzja o powrocie rosyjskiej marynarki wojennej na Morze Śródziemne była krytykowana również przez część tamtejszych ekspertów, którzy wskazywali, że to potrząsanie szabelką i tworzenie fikcji, że Rosja poprzez swoją obecność wojskową może wpływać na sytuację w tym regionie. Zwracano uwagę, że bez sieci baz i okrętów wsparcia możliwość operowania rosyjskich okrętów jest ograniczona - podkreśla Kulesa.

"Zainteresowani uczynią wszystko, by nie doszło do incydentów"

Ruchy rosyjskich okrętów na Morzu Śródziemnym nie są niczym nowym. W zeszłym roku do portu w syryjskim Tartusie, gdzie znajduje się rosyjska baza morska, zawinęła potężna flotylla z lotniskowcem "Admirał Kuzniecow" na czele. Odczytano to jako gest solidarności z reżimem Baszara al-Assada.

Po dzisiejszych posunięciach nie należy więc spodziewać się zaognienia sytuacji w rejonie Morza Śródziemnego. Zwłaszcza że obserwowanie okrętów USA przez jednostki rosyjskie czy chińskie (na Pacyfiku) to często spotykana praktyka. - Zainteresowani uczynią wszystko, by do incydentów nie dochodziło. W interesie Rosji, USA i innych państw leży to, żeby sobie wzajemnie nie wchodzić w drogę - podkreśla Kulesa.