Stykają się z "podłymi charakterami". "Przemilczana prawda". Książka o polskich opiekunkach i niemieckich rodzinach

Publikacja pt. "Wstydliwie przemilczana prawda o opiece nad osobami starszymi" opisuje po raz pierwszy sposób rzeczywistość opieki nad osobami chorymi i starszymi w polsko-niemieckim kontekście. Są w niej historie, które opisują wielką życzliwość ze strony Niemców, ale i takie, gdzie Polki doświadczają "chwil zwątpienia i destrukcji", stykają się z "podłymi charakterami", są wyzywane i szykanowane, poniżane przez podopiecznych.
Zamiarem autorów tej dwujęzycznej książki (ukazała się w języku polskim i niemieckim) było pokazanie trudnych sytuacji, w jakich mogą się znaleźć opiekunki z Polski i zatrudniające je rodziny, ale także jakie mogą wystąpić po stronie podopiecznych. Historie umieszczone w publikacji przez Wernera Tiggesa oraz Michaela Gomolę nie są standardem. Autorzy, którzy od 2005 roku pośredniczyli w znalezieniu około 10 tysięcy opiekunek z Polski dla ok. trzech tys. rodzin w Niemczech mówią, że stanowiły one jedynie 5-10 proc. Tigges i Gomola reprezentują współpracujące ze sobą i cieszące się dobrą opinią firmy opieki całodobowej GKT Service i Carework. Pierwszy z nich był ponadto przez wiele lat prezesem Federalnego Stowarzyszenia Pomocy Domowej i Opieki Seniorów.

Bezwzględni krewni

"Hilfe, hilfe!" usłyszała Polka po przyjeździe do Niemiec od swej podopiecznej. Błagalne prośby starszej pani o pomoc przypisywała demencji. Tę informację o chorobie otrzymała od krewnych. "Starsza pani miała szczęście w interesach, nie miała szczęścia w życiu rodzinnym" - opowiada autorom Polka.

Niemka nie mając rodziny, zapisała wszystkie pieniądze bratu i bratanicy. Po 10 dniach Polka odkryła, że obydwoje chcą " jak najszybciej doprowadzić chorą do śmierci". Okazało się, że starsza pani była po wylewach i nie miała demencji. Kobieta zmarła po dwóch tygodniach pobytu Polki w domu na skutek przedawkowania leków, odwodnienia i niedożywienia. Opiekunka robiła, co mogła, żeby ją ratować. Nie mogła zareagować, bo była zatrudniona na czarno. "Oni dostaliby mandat, a ja nie wyszłabym pewnie z więzienia" - mówi.

"Są tylko ludzie dobrzy i źli"

O podopiecznych i ich rodzinach, ludziach "dobrych i złych" opowiadają w publikacji 23 opiekunki. Relacje te pozwalają zrozumieć, że Polki, przejmując opiekę nad osobami chorymi i starszymi w Niemczech, konfrontowane są przede wszystkim z ludzkimi charakterami, doświadczeniami, różnicami kulturowymi, uprzedzeniami, lękami.

Opiekunka, która po raz pierwszy przyjechała do Niemiec z duszą na ramieniu, ponieważ w Polsce usłyszała mnóstwo negatywnych opinii o Niemcach, o poniżaniu, złym traktowaniu przez nich Polek, doświadczyła wielkiej życzliwości od swych pracodawców.

Jednak polskie opiekunki doświadczają też "chwil zwątpienia i destrukcji", "podłych charakterów", są wyzywane i szykanowane, poniżane przez podopiecznych, których rodziny nie zawsze ingerują, trzymając się z daleka od nielubianych rodziców czy krewnych. Zdarza się, że Polki uciekają od nich wyczerpane nerwowo po kilkunastu dniach, a nawet po kilku godzinach.

Z relacji opiekunek wynika też, że w pracy, którą niektórzy z ich znajomych w Polsce określają jako "wycieranie cudzych tyłków za granicą", część z nich zbiera bezcenne doświadczenia. Między Polkami a ich podopiecznymi tworzą się głębokie więzi emocjonalne, także w kontekście niełatwych relacji polsko-niemieckich naznaczonych historią. Jedna z opiekunek opowiada, że starsza pani, którą pielęgnowała, była dla niej żywą historią. "Wspólnie przewędrowałyśmy przez historię Niemiec i rozprawiłyśmy się z przeszłością. Wreszcie mogłam uzupełnić luki ze szkoły - wypędzenie, sowiecka okupacja, zjednoczenie Niemiec... Istnieją rzeczy, które są po prostu bezcenne".

Nieufne rodziny

Relacje rodzin zatrudniających opiekunki zamieszczone w książce (jest ich 11) są, podobnie jak opowieści Polek, pozytywnie i negatywnie porażające. Rodziny opowiadają, jak trudno jest nagle zamieszkać pod jednym dachem z obcą osobą, jak trudno jest nabrać do niej zaufania. Nie zawsze wszystko układa się na początku dobrze. Ale z wielu tych doświadczeń rodzi się też dużo dobrego dla samych rodzin zatrudniających Polki.

W jednej z tych relacji kobieta opowiada o Helenie, która nadzwyczajnie opiekowała się chorą na alzheimera starszą panią. Zatrudniając Polkę, syn starszej pani i jego żona mogli spokojnie pracować i zajmować się dziećmi. Dzięki "Skarbeńkowi", jak nazywają Helenę, ich "małżeństwo stało się lepsze".

Inna rodzina "odważyła się" zatrudnić opiekunkę z Polski po siedmiu latach opieki nad chorą na demencję matką. Byliśmy "na skraju wyczerpania", mówią. "Lecz nic lepszego nie mogło nam się przydarzyć". Najpierw jednak spotkanie z Ewą nacechowane było wielką nieufnością. Na początku kontrowali Polkę, aż do chwili, kiedy któregoś dnia zastali ją płaczącą. Okazało się, że chciała, aby chora na demencję matka "na ile to możliwe uczestniczyła w codziennym życiu". Za to rugał ją "wybuchowy ojciec". Rodzina opowiada, że dopiero wtedy zrozumiała, jak mało czasu poświęcała na to, aby pomyśleć, jak wyobraża sobie dobrą opiekę. Od tej Ewa była przez nich pytana o opinię i rady. Spotkanie z kolejną opiekunką było już od początku lepsze i nacechowane większą otwartością - opowiadają.

Ale zdarza się też, że otwartość i zaufanie wobec opiekunek z Polski okazywało się zgubne. Negatywną bohaterką jednej z relacji jest Polka alkoholiczka. Nic nie wiedząc o jej nałogu, dwie siostry powierzyły Krystynie opiekę nad chorą matką. Kiedy pewnego dnia niespodziewanie odwiedziły matkę, zastały Polkę leżącą w przedpokoju na podłodze, pijaną do nieprzytomności. "Mama trafiła do szpitala z objawami skrajnego odwodnienia i zapalenia płuc. I z odleżyną na pośladku... Krystyną zajęła się policja" - wspominają siostry.

W służbie człowieka

Autorom tej unikatowej publikacji można oczywiście zarzucić przekraczanie pewnych granic. Ale to właśnie pozwala im zmierzyć się z tematami tabu związanymi z podeszłym wiekiem, takimi jak starzenie się, niedołężność i śmierć.

Książka może wywołać skrajne emocje. Ale to jest zamierzone, "żeby pokazać, czego się można spodziewać i jak sobie radzić" - tłumaczy Werner Tigges.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''