"Wprost": Armia kupiła pociski Spike za 1,5 mld zł. "Ciągną za sobą smugę dymu"

Polska armia zapłaciła około 1,5 mld zł za 2,5 tys. pocisków typu Spike. Miały być supernowoczesne, ale ciągną za sobą smugę dymu, a ich ulepszona wersja nie potrafi przebić pancerza o grubości 600 mm - donosi tygodnik Wprost. Eksperci potwierdzają. - To był najmniej korzystny z kontraktów zawartych przez naszą armię.
- Po wystrzeleniu pocisk ciągnie za sobą smugę dymu. To dekonspiruje stanowisko ogniowe. I pozwala przeciwnikowi w łatwy sposób zniszczyć wyrzutnie albo rosomaka, z którego odpalono rakietę. W przypadku realnej walki to dyskwalifikuje broń - mówi dziennikarzowi "Wprost" jeden z generałów.

Zakup pocisków nastąpił jedynie po testach na pustyni Negew, na której panują zgoła odmienne warunki niż w polskim klimacie. Mimo to polska armia zapłaciła za 2,5 tys. spike'ów aż 1,5 mld zł, a w planach są kolejne zakupy od izraelskiego koncernu Rafael. Według informatora producent miał zmienić silnik w pociskach, aby już nie smużyły. Pojawił się jednak inny problem. - Pocisk z nowym silnikiem nie przebijał pancerza o grubości 600 milimetrów - miał powiedzieć pracownik polskiej administracji. Ta wersja pocisków jest obecnie testowana, polska armia jeszcze jej nie zakupiła.

Ekspert potwierdza: Spike to porażka

- Pociski kierowane Spike do polskiej armii trafiły w 2004 roku. Prawie w tym samym czasie co Kołowe Transportery Opancerzone Rosomak i samoloty wielozadaniowe F-16. Ten sprzęt miał wprowadzić polskie wojsko w XXI wiek - mówi Edyta Żemła, redaktor naczelna portalu Polska-zbrojna.pl. Rosomaki sprawdziły się w Afganistanie, F-16 podczas dużych sojuszniczy ćwiczeń i szkoleń. A izraelskie pociski? - W swojej klasie jest to bardzo nowoczesny sprzęt. Ale już na polskich poligonach okazało się, że podczas złej pogody wytwarzają smugę dymu. Może ona zidentyfikować żołnierzy, którzy z nich strzelają - mówi Żemła.

Redaktor naczelna portalu Polska-zbrojna.pl przyznaje, że jest to problem. - Nie wiadomo, jakiej partii sprzętu dotyczy wada. Czy całej, czy jedynie poszczególnych egzemplarzy? Jak sądzę, pociski przed podpisaniem kontraktu nie zostały wystarczająco przetestowane, w każdych warunkach pogodowych. Problem należy jak najszybciej wyeliminować. Dlatego resort obrony narodowej, z tego, co wiem, prowadzi negocjacje z producentem pocisków - dodaje Żemła.

Co na to Ministerstwo Obrony Narodowej? - To, że pociski zostawiają smugę, nie jest powodem, by nie można było używać bojowo. Ich siła rażenia się nie zmienia. Są użyteczne - mówi Jacek Sońta, rzecznik prasowy MON. Dodaje, że kontrakt został zawarty w 2003 r. - W tym roku wygasa umowa. My już zażądaliśmy od producenta naprawienie tego problemu - wyjaśnia rzecznik.