"Skaleczyłeś się? Najlepiej przemyj ranę wodą utlenioną" [A JAK JEST NAPRAWDĘ?]

Chwila nieuwagi przy krojeniu warzyw na sałatkę i stało się - z palca cieknie krew. Co teraz? Przemyć ranę wodą utlenioną czy spirytusem salicylowym? A może użyć jakiegoś babcinego sposobu, np. posmarować ją miodem? No cóż, tak naprawdę żaden z tych środków nie nadaje się do dezynfekcji lepiej niż... zwykła woda z mydłem
O wyjaśnienie mitów związanych z opatrywaniem ran poprosiliśmy Jerzego Pondela, ratownika medycznego z 24-letnim stażem. Okazuje się, że wody utlenionej można się spokojnie pozbyć z domowej apteczki, a przekonanie o tym, że przy krwotoku trzeba obwiązać kończynę, można włożyć między bajki.

Olga Kołakowska: Jak to jest z tą wodą utlenioną? Wiele osób wciąż ma ją w domowych apteczkach, ale czytałam, że według najnowszych badań jest zupełnie nieskuteczna.

Jerzy Pondel: - To prawda. Obecnie nie zaleca się używania wody utlenionej w pomocy przedmedycznej. Nie stosują jej ratownicy, znika też z apteczek w zakładach pracy.

Nic się nie stanie, jeśli przemyjemy drobne skaleczenie wodą utlenioną, jednak w przypadku większych ran może ona wręcz opóźnić proces gojenia.

Bardzo często pacjenci skarżą się, że ta woda odparza ich skórę. Dziś zarówno przy pierwszej pomocy, jak i późniejszym odkażaniu ran używa się przeważnie środka o nazwie octenisept.

Można użyć spirytusu salicylowego?

- Nigdy w życiu. Spirytus także podrażnia skórę.

Niektórzy twierdzą, że ślina działa odkażająco.

- Większość ludzi ma taki odruch, że jeśli skaleczy się np. w palec, od razu wkłada go do ust. Ale z punktu widzenia medycyny ślina nie jest skutecznym środkiem dezynfekującym. Podobnie jest z moczem, choć według niektórych źródeł może on być skuteczny przy łagodzeniu stanów zapalnych ran. Jeśli nie mamy jednak pod ręką nic do dezynfekcji, najlepiej użyć po prostu wody z mydłem.

A jak prawidłowo opatrywać?

- Bardzo drobnych skaleczeń, np. takich, które powstają przez zacięcie się przy goleniu, najlepiej niczym nie zaklejać. One goją się przez tzw. rychłozrost. Rozcięcia skóry płytsze niż centymetr można zakleić sobie plastrem.

Natomiast rany szarpane (a więc takie z nieregularnym brzegiem, ubytkami tkanek) oraz cięte o głębokości powyżej centymetra trzeba pokazać chirurgowi. Nie wolno ich zaklejać żadnymi plastrami, watą ani ligniną. Zakładamy na nie opatrunek składający się z dwóch części: jałowej gazy i bandaża, który go podtrzymuje. Dzięki temu rana, jak to mówią chirurdzy, "się nie kisi", tylko oddycha. Poza tym widzimy, w jakim jest stanie - czy wypływa z niej dużo ropy albo krew.

Takie głębokie rany nadają się tylko do szycia?

- Niekoniecznie. To lekarz decyduje, co zrobić z taką raną, czasami wystarczy opatrunek. Często, zwłaszcza u dzieci, stosuje się takie plasterki o nazwie Steri-Strip, które przybliżają brzegi rany.

Zwlekanie z pomocą chirurga to poważny błąd. Ludzie robią dziwne rzeczy z ranami, smarują je jakimiś maściami, białkiem jajek, miodem. Po 2-3 dniach przychodzą do lekarza i chcą to zszyć. A lekarz mówi: no, przykro mi, ale jest już za późno. Ranę szyje się od 5-7 godzin po tym, jak powstanie. Starsza rana jest już zakażona i wymaga dodatkowych zabiegów.

W jaki sposób najczęściej kaleczą się Polacy?

- Do szpitala, w którym pracuję, zgłaszają się pacjenci z różnymi ranami. Ostatnio sporo jest wypadków z kosiarkami, narzędziami ogrodniczymi. Po weekendach często trafiają do nas ludzie pokaleczeni szkłem.

Które z tych ran są najgroźniejsze?

- Właściwie każda niesie ryzyko zakażenia. Ale szczególnie uważać trzeba na ugryzienia zwierząt, nawet nieduże. W naszym społeczeństwie nie ma dosłownie żadnej świadomości tego, jakie to niebezpieczne.

Co więc zrobić, gdy ugryzie nas zwierzę?

- Niezwłocznie zgłosić się na izbę przyjęć. Takie rany są od razu zakażone, więc ich się nie zszywa. Lekarz ogląda ranę, ewentualnie zaleca leczenie antybiotykowe, robi zastrzyk przeciwtężcowy. Jeśli właściciel zwierzęcia, które nas ugryzło, jest nieznany, od razu trafiamy na oddział zakaźny szpitala. Tam lekarze oceniają ryzyko zarażenia wścieklizną.

A jeśli zaatakował nas zaszczepiony na wściekliznę pies sąsiada?

- Każde zwierzę musi trafić na obserwację weterynaryjną, gdy kogoś ugryzie. Panuje przekonanie, że jeśli pies czy kot został zaszczepiony na wściekliznę, to na sto procent jest zdrowy. To nieprawda. Zwierzęta przyjmują różne szczepionki, ale żadna nie może zagwarantować, że na pewno nabędą odporność na daną chorobę - tak samo jest zresztą u ludzi. Dopiero gdy dostaniemy zaświadczenie od weterynarza, że pies jest zdrowy, możemy czuć się bezpiecznie.

Jakie jeszcze błędy popełniamy przy opatrywaniu ran?

- Wiele osób myśli, że przy krwotokach trzeba używać opasek uciskowych. Obwiązują kończyny, np. sznurkami od snopowiązałek, linkami do bielizny. To poważny błąd. Opaski uciskowe zakładamy tylko przy amputacji.

Przy krwawieniach i krwotokach należy się skupić na tamowaniu krwi. Opatrunek robi się następująco: do rany przykładamy gazę, kładziemy na nią coś twardego, np. portfel lub komórkę, i owijamy bandażem. Twardy przedmiot dociśnie gazę i zahamuje upływ krwi.

Więcej o: