Coraz więcej pacjentów poradni psychiatrycznych. "Za sukces płaci się cenę. Tą ceną jest zdrowie psychiczne"

Lawinowo wzrasta liczba pacjentów poradni psychiatrycznych. - Musimy sobie uzmysłowić, że co czwarta rodzina w Polsce jest doświadczona przez problem ze zdrowiem psychicznym - mówi w rozmowie z tokfm.pl dr Andrzej Cechnicki, psychiatra z UJ. - Żadne państwo nie uniesie ciężaru rozbijanych więzi, kryzysu zaufania społecznego, braku naturalnego oparcia bez programu ratunkowego - dodaje.
"Dziennik Gazeta Prawna" donosi, że w ciągu ostatnich 20 lat dwukrotnie wzrosło rozpowszechnienie zaburzeń psychicznych leczonych w przychodniach. W 1990 r. leczono 1629 pacjentów na 100 tys. osób. W 2010 r. było to już 3655 pacjentów. Liczba zaburzeń psychotycznych wzrosła czterokrotnie, natomiast zaburzeń związanych z używaniem leków i narkotyków aż siedmiokrotnie. To dane z raportu o realizacji Narodowego Programu Zdrowia Psychicznego.

Gazeta pisze też o zbyt niskich wycenach pomocy psychologicznej przez NFZ, co blokuje rozwój poradni, oraz brakujących 10 tys. miejsc w ośrodkach dla osób z zaburzeniami psychicznymi.

O kondycji psychicznej Polaków i kondycji systemu, który ma im pomóc, rozmawiamy z dr. Andrzejem Cechnickim z Zakładu Psychiatrii Środowiskowej Collegium Medicum UJ. Prowadzony przez niego ośrodek Zielony Dół oferujący pracę osobom z problemami psychicznymi, decyzją wojewody małopolskiego niedługo zakończy działalność.

Krzysztof Lepczyński: Z Polakami dzieje się coś złego?

Dr Andrzej Cechnicki: - Prawdopodobnie rośnie świadomość tego, że problemy związane ze zdrowiem psychicznym trzeba leczyć. Było tyle kampanii edukacyjnych na temat depresji, schizofrenii, uzależnień, że nastąpiła pewna destygmatyzacja tych zaburzeń, łatwiej podjąć decyzję o leczeniu. Istotna jest też rozwijająca się sieć gabinetów prywatnych, większa możliwość podjęcia leczenia w dyskretny sposób.

Te dane to wierzchołek góry lodowej?

- Może nie wierzchołek, ale dane na temat rozpowszechnienia zaburzeń psychicznych wskazują, że ponad 27 proc. naszej populacji ma różnego rodzaju problemy ze zdrowiem psychicznym. Z tego kilka procent ma poważne, głębokie zaburzenia. To jest bardzo dużo. Poważnej psychozy, czyli głębokiego zaburzenia, doświadczył milion Polaków. Musimy sobie uzmysłowić, że co czwarta rodzina w Polsce jest doświadczona przez problem ze zdrowiem psychicznym.

Te depresje i nerwice to koszt sukcesu gospodarczego?

- Jest to związane z nasilającym się stresem, rywalizacją, niepewnością jutra, koniecznością elastyczności, brakiem stabilności relacji zawodowych, sąsiedzkich i rodzinnych. Ze względu na indywidualizację życia i karierę odsuwamy w czasie budowanie rodzinnego zaplecza, które może stanowić źródło oparcia i być orientacją na wartości. Tu jest ogromny dylemat, jakie wartości chcemy w życiu realizować. W tej chwili dominujące są potrzeby konsumpcyjne.

Sukces wymaga ofiar.

- Za sukces płaci się cenę. Tą ceną często jest zdrowie psychiczne, zaburzenie więzi, relacji.

Spotkałem się z opinią, że Polacy dotychczas nie potrzebowali psychologów, bo mieli przyjaciół. Teraz przyjaciela powoli zastępuje opłacany psycholog, jak na Zachodzie. Zaczynamy naśladować ten model?

- Wszystko wskazuje na to, że tak. Coraz później decydujemy się na zawarcie związku małżeńskiego, coraz ostrożniej decydujemy się na zostanie matką czy ojcem, przedkładamy karierę czy poczucie materialnego bezpieczeństwa, a coraz mniej czasu mamy dla naszych bliskich, przyjaciół i dla siebie samych.

Wygląda na to, że te zinstytucjonalizowane formy pomocy pojawiają się w zastępstwie naturalnej sytuacji, jaką bywa rozmowa z przyjacielem, spędzanie czasu z rodziną. Jednak dla wielu Polaków ważne jest także oparcie we własnej parafii, głęboko i dojrzale przeżywanym życiu duchowym.

Teraz ten ciężar udźwignięcia psychiki Polaków zaczyna spadać na państwo. I ono chyba kompletnie nie jest na to przygotowane.

- Żadne państwo nie uniesie ciężaru rozbijanych więzi, kryzysu zaufania społecznego, braku naturalnego oparcia bez programu ratunkowego. Ten program to budowa i wspieranie lokalnych wspólnot, środowisk, organizacji pozarządowych, rodziny. Weźmy pod uwagę, że w dłuższej perspektywie będzie coraz więcej osób starzejących się, wymagających tej opieki.

Musimy sobie uzmysłowić, że w samych Niemczech pracuje, opiekując się starszymi ludźmi, 150 tys. polskich matek, które w tym samym czasie nie opiekują się własnymi dojrzewającymi dziećmi i starzejącymi się rodzicami. W samych tylko Niemczech. To alarm, żeby w odpowiedzialny sposób potraktować raport o Narodowym Programie Zdrowia Psychicznego, z którego wynika, że on jest realizowany w 5-10 proc.

Mamy jeden z najnowocześniejszych programów reformy opieki psychiatrycznej, który przesuwa tę opiekę z anonimowych, wielkich instytucji do lokalnej społeczności. Europa w olbrzymim stopniu ten program dawno już rozwinęła. A my mamy do tego lekceważący, arogancki stosunek.

Skoro brakuje pieniędzy na leczenie śmiertelnych nowotworów, schorzenia psychiczne się lekceważy.

- Nasza sytuacja z Urzędem Wojewódzkim w Krakowie byłaby nie do pomyślenia w Europie Zachodniej, w krajach cywilizowanych (wojewoda wbrew zapowiedziom nie przedłużył umowy najmu ośrodkowi prowadzonemu przez dr. Cechnickiego - dop. red.). Jak można niszczyć dobrą instytucję, prospołeczną firmę budowaną latami? Jak można posyłać na bezrobocie osoby chorujące psychicznie? Jak można konfliktować ze sobą organizacje społeczne?

Chyba nie dorośliśmy do tego, żeby sobie pomagać.

- Brakuje odpowiedzialnych polityków realizujących politykę społeczną. Polityków, którzy z uwagą pochylają się nad cierpieniem, słabością, starością, bezrobociem. Nad owocami sukcesu, o którym mówiliśmy.

Więcej o: