"Prawo nie może stać się dziuplą, w której złodziej ukryje swój majątek"

- Kiedy majątek zostaje przeniesiony, to można ustalić, gdzie dalej trafił. Natomiast gdy są dwie osoby i jedna popełnia przestępstwa, a druga jest właścicielem majątku, to jest dużo bardziej skomplikowane - mecenas Piotr Paduszyński w TOK FM tłumaczył, na czym polega odzyskiwanie majątków gangsterów, gdy ci lądują w więzieniu.
- Gangsterzy, upadający przedsiębiorcy, a w zasadzie każdy dłużnik może próbować przepisać swój majątek na kogoś innego, tak by ten znalazł się poza zasięgiem wierzycieli. Ten problem nie dotyczy tylko przestępczości zorganizowanej i istnieje od powstania prawa rzymskiego, z którego wywodzi się również prawo polskie - zastrzegł na wstępie Paduszyński.

Mecenas tłumaczył, na jakiej podstawie wierzyciel może dochodzić swoich praw w przypadku, kiedy sam dłużnik oficjalnie nie ma żadnego majątku. - Rzymianie wymyślili instytucję skargi pauliańskiej, która pozwala wierzycielowi dochodzić swoich praw co do majątku nie tylko od dłużnika, ale też od osoby, na którą dłużnik przeniósł majątek. Procesy z akcji pauliańskiej są procesami bardzo częstymi. Sąd Najwyższy z każdym takim procesem coraz bardziej liberalizuje podejście do akcji pauliańskiej i w coraz większym stopniu pozwala na sięgnięcie do majątku przeniesionego na osobę trzecią - mówił i dodał, że prokuratorzy, jeśli tylko mają zidentyfikowany majątek dłużnika, wnioskują o jego zajęcie.

Majątek zakopany na działce

Paduszyński mówił też o tym, jak gangsterzy zabezpieczają się przed zajęciem majątku. - Kiedy majątek zostaje przeniesiony, to np. w przypadku nieruchomości w księgach wieczystych jest zapisane kto, kiedy i za ile nabył nieruchomość. Jeśli chodzi o duże ilości gotówki, wyciąg bankowy pokaże, gdzie one trafiły. Natomiast gdy ktoś od początku żyje z małżonkiem w rozdzielności majątkowej i jedna osoba jest oficjalnie właścicielem majątku, a druga popełnia przestępstwo, jest to dużo bardziej skomplikowane.

Gość TOK FM podał też przykłady możliwości, z jakich korzystają przestępcy. - Mogą istnieć w spółkach od początku zarejestrowanych na inną osobę jako cisi właściciele. Udowodnić zmowę w takiej sytuacji jest bardzo trudno. Oczywiście mogą mieć klasycznie zakopany majątek - wymieniał Paduszyński. - Ale jak to? Na działce, pod ziemią? - pytał prowadzący audycję Przemysław Iwańczyk. - Z takimi rzeczami również się spotykałem. Mogą też mieć majątek gromadzony od początku na osobę, której lojalności są pewni, np. na rodziców czy małżonków - odpowiadał gość. Mecenas zaznaczył też, że na odzyskanie swojego majątku mają szanse zwłaszcza osoby, które działają w kręgach kierowniczych grup przestępczych, jako że są to zazwyczaj ludzie inteligentni i potrafią przewidzieć ryzyko swoich działań.

Pieniądze w nodze od krzesła

Paduszyński o powrotach z więzienia: - Gangsterzy na początku wierzą, że mają do czego wracać. A ja przypomnę pierwszą scenę z filmu "Wielki Szu", w której oszust wraca do domu, a żona oznajmia, że to wszystko jest jej i on nie ma tu czego szukać. Miał majątek zapisany na nią, teraz go nie ma. Inna scena, film "Vabank", gdzie pieniądze schowane są w nodze od krzesła. Pozostaje pytanie, ile tych pieniędzy można tam schować.

Mecenas zaznaczył, że mimo wszystko wiele osób wychodzących z więzienia po odbyciu wyroku ma zachowany majątek. - Ich przyszłość zależy od tego, jaką obiorą drogę. Jeśli będą chcieli tylko iść na "emeryturę", to najprawdopodobniej nikt im nie będzie w tym przeszkadzał. Natomiast jeśli będą chcieli odbudowywać wpływy, to mogą mieć problemy. Przecież przez ten czas, kiedy byli w więzieniu, ktoś zajął ich miejsce w świecie przestępczym. Znamy przypadki osób, które były zabijane, bo chciały odbudować swoje wpływy - stwierdził i pytany o to, co zamierza zrobić Andrzej Z., ps. "Słowik", po wyjściu z więzienia, odpowiedział, że oficjalnie miał być na utrzymaniu żony i pobierać tantiemy ze swojej książki.

Mecenas wspomniał też moment, w którym uświadomił sobie, że nie można pozwolić przestępcom na działanie w ten sposób. - Kolega mecenas zapytał mnie: "I co po naszej robocie, Piotrze, kiedy oni wyjdą z więzienia i będą mieli więcej, niż my kiedykolwiek widzieliśmy?". Ta rozmowa mną wstrząsnęła i zacząłem patrzeć na to w inny sposób. Zrozumiałem, że prawo nie może stać się dziuplą, w której złodziej ukryje swój majątek. Aczkolwiek pamiętajmy, że nie w każdej sprawie uda się ten majątek zabezpieczyć - zakończył mecenas Paduszyński.