Lis: "Gdy 'patrioci' i prawicowcy zachowują się wyjątkowo parszywie, towarzyszy temu formułka: kto sieje wiatr..."

"Oto od lat wielka partia stoi na fundamencie szczucia i przypisywania swym wrogom najgorszych cech oraz najbardziej podłych motywów" - pisze w najnowszym "Newsweeku" Tomasz Lis. "Tu też naczelni moraliści są gotowi popełnić każdą niegodziwość i każdą niegodziwość - oczywiście kogoś z własnej stajni - uzasadnić" - dodaje.
Lis komentuje w najnowszym "Newsweeku" reakcje polityczne na pobicie Grzegorza Miecugowa podczas ostatniego Przystanku Woodstock. Młody człowiek, który kilkukrotnie uderzył dziennikarza, wtargnął na scenę z tabliczką z napisem "TVN kłamie". Bardzo szybko pojawiły się głosy z prawej strony, że - właśnie - "kto sieje wiatr, ten zbiera burzę".

"Miecugow przesadził z Holokaustem, ale..."

"Siewcy wiatru, ciesząc się z burzy, sianie nieodmiennie przypisują innym" - punktuje Lis. Podkreśla jednak, że sam Miecugow w komentarzu po całym wydarzeniu przesadził ze wspomnieniem o Holokauście. "Ale mechanika instrumentalizowania podłości jest w istocie podobna" - zaznacza naczelny "Newsweeka". "Hitler powtarzał przecież w nieskończoność, że on naprawdę nie chce wojny, ale naprawdę nie można już nieść tego, co wyrabiają Żydzi. Kristallnacht była - jak wiadomo - uzasadnioną, spontaniczną reakcją ludu na zamordowanie w Paryżu niemieckiego dyplomaty przez młodego Żyda".

Lis zauważa, że oto w najbardziej katolickim kraju w Europie, ojczyźnie - tak wychwalanego w Polsce - Jana Pawła II, świetny biznes polityczny (i nie tylko) można zrobić na ludzkiej nienawiści. "O naprawdę najwyższe stawki można powalczyć, grając na naprawdę najniższych instynktach".

Cały komentarz w najnowszym "Newsweeku".

Więcej o: