Maciej Stuhr do tabloidów: Jesteście ludzkimi wszami, nienawidzę was

Popularny aktor Maciej Stuhr w najnowszym "Newsweeku" niezwykle ostro atakuje brukowce i plotkarskie portale, które od miesięcy rozpisują się o kryzysie w jego małżeństwie. - Z mojej żony zrobiono prostytutkę. Moja córka czyta "Party" i płacze. To, co działo się po premierze "Pokłosia", to były niedzielne igraszki - mówi w rozmowie z "Newsweekiem" Stuhr.
Aktor nie wytrzymał ciągnącego się od kilku tygodni tabloidowego prześwietlania jego życia prywatnego. Plotkarskie media dzień w dzień donoszą o mniej lub bardziej prawdziwych szczegółach dotyczących jego relacji z żoną Samantą, domniemanego ojca jej niedawno narodzonego dziecka czy domniemanej nowej partnerki samego Stuhra.

Kilka tytułów artykułów: "Maciej Stuhr da nazwisko cudzemu dziecku!", "Żona Stuhra odeszła do innego. Jest w ciąży!", "Jakub Krupski uwiódł żonę Macieja Stuhra, a teraz zabrał psa". Wszystko okraszone zdjęciami zrobionymi przez paparazzich.

"Ja tych ludzi po prostu nienawidzę"

Nic dziwnego, że w najnowszym "Newsweeku" Stuhr stwierdza: "Ja tych ludzi po prostu nienawidzę". "Tych, przez których płacze moja córka. Tych, co z plotek zrobili biznes. To wydawcy, właściciele pism oraz portali, którzy jeszcze próbują do tego dorabiać filozofię strażników moralności. Jesteście ludzkimi wszami, a nie strażnikami moralności" - uderza aktor.

"Pierwszym, naturalnym odruchem człowieka jest chęć wyjaśnienia: to nie tak, źle piszecie, przestańcie kłamać. Z mojej żony zrobiono publicznie prostytutkę, więc jako honorowy mężczyzna chcę stanąć w jej obronie. Dlaczego tego nie zrobię? Bo powtarzam raz jeszcze: nie będę publicznie spowiadał się ze swojego prywatnego życia!" - mówi w rozmowie z "Newsweekiem" Stuhr.

"Mamy nowe pokolenie donosicieli"

Kilka dni temu Stuhr zamieścił na profilu na Facebooku tekst, w którym poprosił internautów o poparcie swojego apelu o szacunek dla prywatności jego rodziny. W "Newsweeku" uderza w tych, którzy tę prywatność sprzedają na plotkarskich portalach i w tabloidach. Wydawców tych ostatnich nazywa wszami, piętnuje też autorów tekstów i anonimowych donosicieli - źródeł sensacyjnych wieści dla brukowców.

"No przecież ktoś w tym szpitalu, gdzie rodziła moja żona, poinformował paparazzich, o której godzinie było cesarskie cięcie. Tak, mamy nowe pokolenie donosicieli. A mnóstwo ludzi siedzi przed komputerami i czerpie ogromną radość z tego, że sobie grzebią w tym naszym życiu" - wymienia aktor. I podkreśla, że od roku próbują z żoną ułożyć życie na nowo, a plotkarski pościg za sensacją tego nie ułatwia.

Chcesz na bieżąco śledzić najnowsze wiadomości? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Powiadomimy cię o najważniejszych wydarzeniach!

Więcej o: