Trzy miesiące aresztu za nic? Zeznali przeciw szefowi Wolnych Konopi. "Policja nas zmusiła"

Czy Andrzej Dołecki bezpodstawnie spędził w areszcie trzy miesiące? Dwaj plantatorzy marihuany, którzy go obciążyli, twierdzą, że do mówienia nieprawdy nakłoniła ich policja. Plantatorzy to Łukasz W. i Grzegorz T. W Kajetanach pod Warszawą policja znalazła u jednego 66 krzewów konopnych, u drugiego 154 krzewy i 300 gramów suszu.
Następnego dnia funkcjonariusze stanęli w drzwiach mieszkania Andrzeja Dołeckiego, lidera stowarzyszenia Wolne Konopie, które walczy o legalizację marihuany w Polsce i sympatyzuje w tej sprawie z politykami Ruchu Palikota.

Policjanci zatrzymali go pod zarzutem "wprowadzenia do obrotu" znacznej ilości środków odurzających. Obciążyli Dołeckiego właśnie plantatorzy, przede wszystkim Grzegorz T., od którego, według policji i prokuratury, miał kupić łącznie 3 kg marihuany. Dołecki zaprzecza. Twierdzi, że niczego nie kupował. Łukasza W. zna, ale Grzegorza T. wcale.

Zeznania plantatorów od początku nie były spójne, ale prowadząca śledztwo prokuratura w Pruszkowie wzięła je za dobrą monetę. Podobnie tamtejszy sąd, który aresztował Dołeckiego na trzy miesiące. Plantatorzy dostali dozór policyjny i wyszli na wolność.

Cały artykuł przeczytasz w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"