List: Nieważne, czy ma się lat 20, czy 30. Nigdy nie jest się gotowym na bycie ojcem [NARODZINY OJCA]

- Jedno jest pewne. Nieważne, czy ma się lat 20, czy 30. Nigdy nie jest się gotowym na bycie ojcem - pisze w liście do redakcji nasz czytelnik. - Przed ciążą i porodem nasze życie było inne. Mieliśmy masę czasu, mogliśmy robić, co chcemy - dodaje.
Cykl materiałów "Narodziny Ojca" rozpoczęliśmy rozmową z Grześkiem. - Zrozumiałem, że nie mogę być pasożytem i oczekiwać, że ona przy dziecku będzie robić wszystko - mówił nam nasz rozmówca. Ojców pytamy, jak włączają się w wychowywanie dzieci i jak dzielą się obowiązkami domowymi z partnerkami.

Chcemy się przekonać, czy ojcowie młodego pokolenia wypracowują nowe wzorce, czy powielają schematy swoich ojców, i sprawdzić, czemu większość z nich nie bierze urlopów ojcowskich. Czekamy też na wasze historie, nasze adresy mailowe znajdziecie poniżej. Dziś publikujemy list Marcina:

Mam 32 lata, mój syn za tydzień skończy 2 latka. Przed ciążą i porodem życie moje i żony było zwyczajne. Poza pracą nie mieliśmy zobowiązań. Mieliśmy masę czasu na robienie wszystkiego tego, co chcemy. Zarówno razem, jak i osobno.

"Po urodzeniu młodego wszystko się zmieniło"

Od początku ciąża była dla mnie jedną wielką abstrakcją. Nawet kiedy młody ruszał się w brzuchu mamy, czułem jego ruchy, i tak nie umiałem sobie niczego wyobrazić. Gdy się rodził, musiałem jechać na ważny event. Wziąłem go na ręce dopiero 4 dnia życia. Wtedy dopiero zrozumiałem co się stało. Wtedy wszystko się zmieniło.

Od samego początku bałem się, że zrobię mu krzywdę. Że źle założę pieluchę. Że coś się stanie, gdy będę go ubierał... Pracowałem w innym mieście, moja żona została u swojej mamy. Dojeżdżałem tylko na weekendy. Wiedziałem, że dziecko jest nasze, od samego początku starałem się robić wszystko, co potrzebne.

Był tylko jeden problem. Młody okazał się ekspansywny - zajmował coraz więcej czasu, wymagał coraz więcej. Kiedy moja żona wróciła do naszego mieszkania, wszystko - oprócz mnie - zostało podporządkowane dziecku.

"Pracowałem do nocy, zostawiłem żonę samą sobie"

A ja? Zaangażowałem się w dodatkową pracę. Zajmowała mi wiele wieczorów, a przez to - niestety - zostawiałem żonę z młodym samą sobie. Niby pracowałem z domu, ale jakby mnie nie było. Moja żona znosiła to bardzo dzielnie i jestem jej za to mega wdzięczny. Bez niej nigdy nie bylibyśmy w miejscu, w którym teraz jesteśmy.

Niemniej jednak, moje mocne zaangażowanie w pracę utrzymywało się przez kilka ładnych miesięcy. W końcu, po wielu dyskusjach, sam zacząłem dostrzegać, że muszę pomóc żonie, bo sama nie da sobie rady. Bałem się, że młody nie będzie wiedział, po co ma tatę.

Nie zrozumcie tego źle! Pomagałem, jak mogłem: kąpałem, lulałem, przewijałem, prałem. Ale na przykład rzadko bawiłem się z synem. W pewnym momencie dostrzegłem, że to mi sprawia przyjemność.

Może to młody, który zaczął się z nami komunikować, a może coś we mnie dojrzało - zrozumiałem, że z tym ojcostwem jest jak z miłością. W obu przypadkach chodzi o kompromis. Dla mnie kompromisem jest zrozumienie, że poświęcenie swojego wolnego czasu (np. ograniczenie hobby czy pracy) owocuje czymś równie wspaniałym, a może i lepszym.

"Młody zwraca wszystko z nawiązką. Jest najlepszym, co mi się przytrafiło"

Młody zwraca wszystko z nawiązką. Jest najlepszą rzeczą jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła. Mówię to, pamiętając o nieprzespanych nocach, permanentnym zmęczeniu, złości, kłótniach, poczuciu utraty możliwości decydowania o sobie...

Facet ma zarobić na rodzinę, ma iść do pracy i przynieść kasę. Kiedyś to wystarczyło, ale teraz nie chcę ograniczenia mojej roli tylko do tego. Dziecko mnie uzupełniło. Bagaż codzienny się zwiększył, ale nie wyobrażam sobie życia bez niego. Teraz staram się jak najwięcej czasu spędzać z synem. Jak najwięcej rzeczy robić razem: bawić się, uczyć, spacerować.

Martwię się, kiedy choruje. Martwię się, kiedy widzę jak bawi się w piaskownicy i przepycha o zabawki. Chętnie bym mu pomógł, ale wiem, że musi radzić sobie sam. Nie darowałbym sobie, gdyby coś mu się stało.

"Nikt nie potrafił mnie przygotować. Nie powiedział niczego mądrego"

W tym wszystkim brakuje czegoś, co przygotowałoby mnie do bycia tatą. Nikt nie potrafił powiedzieć mi czegoś mądrego. Może powinienem poszukać w internecie, poczytać książki. Sam nie wiem. Wydaje mi się, że każdy z nas przeżywa ojcostwo inaczej. Jedni lepiej, drudzy gorzej. Kiedy myślimy o przyszłości, nie patrzymy już tylko na siebie, ale na NAS. Na to, co najlepsze dla rodziny.

Dziecko przewraca życie do góry nogami. Nic i nikt nie jest w stanie nas do tego przygotować. Chciałbym móc mocniej zaangażować się w to wszystko od samego początku. Na szczęście nie wyszło źle, skoro młody obraża się na mnie jak czasami nie wrócę wieczorem po pracy, żeby go wykąpać i ululać. Nie chce potem przyjść i się ze mną pobawić czy pogadać. Na szczęście szybko mu przechodzi

Ty też jesteś ojcem? Od początku uczestniczyłeś w zajmowaniu się swoimi dziećmi, czy zostawiłeś to wszystko ich matce? Czułeś, że przerastają cię wyzwania ojcostwa, czy świetnie odnalazłeś się w tej roli? Rozważałeś wzięcie urlopu ojcowskiego czy w ogóle nie brałeś tego pod uwagę? Czekamy na wasze historie. Piszcie do autorek: agnieszka.wadolowska@agora.pl i anna.pawlowska@agora.pl