Jawne pensje? Żakowski: "To nas wyzwoli z polskiego piekła". Wołek: "Wepchnie w jego głębszy krąg" [SPÓR PUBLICYSTÓW]

- Mnie to się podoba. To nas wyzwala z polskiego piekła - mówił w Poranku Radia TOK FM Jacek Żakowski, oceniając pomysł ujawnienia zarobków wszystkich pracowników. - Kręgów piekielnych u Dantego było wiele - mówił Tomasz Wołek. Publicyści ostro starli się w kwestii pomysłu związkowców.
OPZZ, jeden z największych w kraju związków zawodowych, przygotowuje ustawę wprowadzającą jawność płac wszystkich pracowników i pracodawców. Choć została już storpedowana przez wielu komentatorów i ekspertów, włącznie z generalnym inspektorem ochrony danych osobowych, temat nie znika.

"Totalna aberracja". Dyrektor w PKP o fortunie wydawanej na działaczy związkowych >>>

Jacek Żakowski przyznał w Poranku Radia TOK FM, że jest zwolennikiem tego pomysłu. - Mnie to się podoba. To nas wyzwala z polskiego piekła - mówił publicysta "Polityki", wskazując, że wiele plotkuje się o zarobkach, choć wiedza o ich wysokości jest często żadna. - Każdego można zdewastować takim przeciekiem - stwierdził. - Kręgów piekielnych u Dantego było wiele - ripostował Tomasz Wołek. - Ten pomysł z jednej strony nas wyzwala, a z drugiej wpycha w jeszcze głębszy krąg piekielny - powiedział publicysta.

"Składamy się z lewaków, wszyscy wiedzą, ile kto zarabia"

Żakowski poszedł dalej i tłumaczył, że jakkolwiek nie był zwolennikiem lustracji, to ucięła ona spekulacje na temat agenturalnych związków różnych ludzi. Podobny efekt może mieć ujawnienie zarobków. - Lustracja załatwiła problem barbarzyńsko, ale gdyby to zrobić porządnie, nie po partacku? - zastanawiał się prowadzący Poranek Radia TOK FM.

Związki zawodowe niepotrzebne? "Oderwane od rzeczywistości, tworzą własny świat" [EKG] >>>

Tymczasem Agnieszka Wołk-Łaniewska, redaktor naczelna "Dziennika Trybuny", podkreśliła, że jej redakcja jest finansowo absolutnie przejrzysta. - Ponieważ składamy się z lewaków, wszyscy wiedzą, ile kto zarabia. Nie ma tej tajemnicy, każdy każdemu mówi otwarcie - zaznaczyła. - Ile pani zarabia? - zapytał Żakowski. - Pięć netto - powiedziała Wołk-Łaniewska. A dopytywana dodała: - Szeregowy dziennikarz, z tego, co kojarzę, jakieś półtora plus wierszówka.

"Wił się nie jak piskorz, ale jak anakonda, pyton"

- Jednak Guz z OPZZ nie jest lewakiem - stwierdził Wołek. - Bo zapytany, ile zarabia, wił się nie jak piskorz, ale jak anakonda, pyton i nie odpowiedział - mówił publicysta. I dalej gromił pomysł związkowców. - To prosta droga do piekła zawiści, donosów, złodziejstwa. Zarobki funkcjonariuszy państwowych nie są tajemnicą. Ale w firmach prywatnych? Jakim prawem? - wskazywał. - Nie sądzę, żeby ujawnienie zarobków oczyściło atmosferę. To demagogia - zgodziła się z Wołkiem Renata Grochal z "Gazety Wyborczej". Jej zdaniem każdy pracodawca ma prawo wedle uznania nie tylko oceniać, ale i wyceniać kompetencje pracowników.

- Ale w jakim systemie tak jest? - denerwował się Żakowski. - W Niemczech tak nie jest. Są układy zbiorowe i każdy wie, ile zarabia. W Skandynawii tak nie jest. Gdzie tak jest? W dzikich krajach, które nie radzą sobie z gospodarką - podkreślił. - Jakby to miało technicznie wyglądać? - kontrowała Grochal. - Skandynawowie umieszczają PIT w internecie. W czym problem? - dziwił się publicysta "Polityki". - Problemem są same związki, szczególnie w prywatnych firmach. Ten problem jest tylko po to, żeby zamieszać w polskim piekiełku - skwitowała Grochal.