"Zrozumiałem, że nie mogę być pasożytem i oczekiwać, że ona przy dziecku będzie robić wszystko" [NARODZINY OJCA]

- Jedyny stały obowiązek, jaki miałem, to było pranie pieluch. Resztę ogarniała Gośka. Właściwie przez te pierwsze lata to miałem dość mało kontaktu z Tomkiem. Teraz mogę mieć pretensje tylko do siebie, że jest bardziej związany z mamą, a mnie nie słucha - opowiada nam Grzesiek, tata 10-letniego Tomka. To pierwszy odcinek cyklu "Narodziny Ojca".
Rozmową z Grześkiem zaczynamy cykl materiałów "Narodziny Ojca". Ojców pytamy, jak włączają się w wychowywanie dzieci i jak dzielą się obowiązkami domowymi z partnerkami. Chcemy się przekonać, czy ojcowie młodego pokolenia wypracowują nowe wzorce, czy powielają schematy swoich ojców i sprawdzić, czemu większość z nich nie bierze urlopów ojcowskich. Czekamy też na Wasze historie, nasze adresy mailowe znajdziecie poniżej.

Agnieszka Wądołowska: To prawda, że bałeś się zajmować swoim synem, jak był mały?

Grzesiek, 30 lat: Szczerze? Wolałem, jak zajmowała się nim Gośka, moja dziewczyna. Bałem się, że zrobię mu krzywdę. Wiesz, małe dzieci mają takie delikatne stawy czy to ciemiączko na główce. Obawiałem się, że mogę go uszkodzić, że mi gdzieś wypadnie czy się wyśliźnie. Wiesz, dziecko urodziło się, kiedy mieliśmy po 20 lat. Zupełnie nie byłem na to przygotowany.

Ale chyba brałeś go na ręce?

- Nie no, brałem. Chociaż też najlepiej przy kimś. A jak się zdarzało tak, że Gośki nie było, bo wyjeżdżała w weekendy na studia, to miałem obawy, żeby go sam kąpać. Może to zabawne, ale prosiłem moją mamę o pomoc.

A jak ustalaliście podział obowiązków?

- Ustalenia? Nie mieliśmy na to czasu. My naprawdę nie byliśmy przygotowani na dziecko. I wyszło tak, że na początku właściwie nie dzieliliśmy się opieką. Większość rzeczy robiła Gośka. Teraz mi nawet czasem wyrzuca, że ciągle mnie nie było w domu, że ona musiała wszystko robić. A wiesz, ja miałem studia, potem pracę. Ale ma trochę racji, bo to ona siedziała z nim cały dzień: karmiła, on trochę spał, to chodziła z nim na spacery, robiła zakupy, zajmowała się domem.

Dużo było konfliktów na tym tle?

- Całkiem bez konfliktów się nie obeszło, ale nie było źle. Gośka była na tyle cierpliwa, że nie stawiała spraw na ostrzu noża. Choć gadaliśmy o tym nieraz. Zwracała mi uwagę, że muszę jej pomagać, ale to jakoś tak się nie działo. Zawsze jej powtarzałam: "Jak będę miał czas, to się tym zajmę". Na pewno długo była niezadowolona, że to ona musi wszystko robić.

Zupełnie w niczym jej nie pomagałeś?

- Jedyny stały obowiązek, jaki miałem, to było pranie pieluch. Używaliśmy na zmianę pampersów i tetrowych. Nie było to super, ale dawałem radę. Wiesz, teraz syn ma już 10 lat, więc wszystko wygląda zupełnie inaczej. Rozkręciliśmy swój biznes, Gośka więcej pracuje poza domem, a ja częściej jestem w domu. Więc teraz to ja więcej zajmuję się dzieckiem. Ale potrzebowaliśmy paru lat, żeby do tego dojść. Teraz, jak o tym myślę, to przez te pierwsze kilka lat miałem z nim dość mało kontaktu. Trochę tego żałuję, bo widać, że Tomek jest bardziej przywiązany do mamy. Do mnie ma taki, jakby to powiedzieć... dystans.

Nie przychodzi do taty, jak ma problem?

- Problemy? No on jest jeszcze w takim wieku, że nie ma za wielu problemów. Ale faktycznie, jak coś się dzieje, to idzie z tym do mamy. Cóż, mogę mieć pretensje tylko do siebie, że jest mniej ze mną związany i nie zawsze chce mnie słuchać. Zresztą Gośka mu też na więcej pozwala, zawsze jest dla niego łagodniejsza.

Czy to znaczy, że macie różne podejście do tego, jak go wychowywać?

- W niektórych kwestiach tak. Gosia mi zarzuca, że jestem zbyt ostry dla syna, a ja uważam, że ona często nie jest konsekwentna. Niestety, czasami nie mówimy jednym głosem.

Na przykład, ja się wkurzam, że Tomek znowu ciągle siedzi przy kompie albo przed telewizorem. Ustaliliśmy z nim limit, ile może dziennie tak siedzieć, ale on go ciągle przeciąga, prosi: "jeszcze chwilę", "jeszcze chwilę". No i tak siedzi godzinami. To w końcu dostaje szlaban na przykład na tydzień, ale i tak kończy się na dwóch dniach, bo mama go wcześniej zwolni z kary. I Tomek ma już do mnie trochę takie podejście: dobra dobra, możesz mi dać karę, a mama i tak mi potem pozwoli. Ale jakoś się uczymy, jak z tym radzić.

Chyba każde rozsądne dziecko, jak jeden rodzic mówi "nie", to idzie zapytać drugiego...

- Rzeczywiście, to chyba nie tylko nasz problem. (śmiech). Nie powiem, że sam nie wykorzystywałem tego, jak byłem mały. Może nie powinienem się dziwić, że teraz Tomek robi tak samo. Choć to naprawdę bywa frustrujące, jak widzę, że robi tak, jak mówi mama.

Słucham cię i mam wrażenie, że Gośka od początku była taką trochę "matką kwoką", która nie zostawia ci za dużo pola do popisu. Nie czułeś się trochę izolowany?

- Z perspektywy czasu trudno mi to ocenić. Ale mnie to było na rękę, że Gośka chciała się nim tak zajmować, że nie chciała go odstępować na krok, że właściwie sama wszystko przy nim robiła. W końcu nie zrobiła tych studiów, bo, jak zostawiała go na weekendy, a on płakał czy chorował, to potem bardzo to przeżywała. Więc przestała jeździć, żeby być z małym.

Wiesz, ja chyba byłem po prostu wygodnicki, bo jednak bardzo dużo zależy od podejścia faceta. Niedawno mojemu kuzynowi urodziło się dziecko i tak mu się przyglądam, jak się angażuje, jak się stara. I on naprawdę chce we wszystkim pomagać - nosi to dziecko na rękach, chce mieć dla niego czas, bawi się z nim. No, ale on ma teraz trzydzieści kilka lat, a dziecko się właśnie urodziło. Ja byłem sam jeszcze trochę dzieciakiem, jak pojawił się Tomek.

Wspomniałeś, że teraz role się odwróciły i to twoja żona więcej pracuje, a tym przejąłeś obowiązki domowe.

- Tak, od kiedy nie pracuję na etacie, to przejąłem większość obowiązków. Staram, żeby wszystko było gotowe, kiedy Gośka wróci z pracy. Tyle, że nie potrafię gotować, więc albo ona robi jedzenie, albo jemy na mieście. Tak z grubsza to mamy taki podział, że Gośka robi kuchnię, a ja myję okna czy wycieram kurze, myję kibel. Gośka z reguły robi pranie, ale ja też się trochę uczę. Kupiliśmy zmywarkę, więc pod tym względem jest łatwiej. Choć i tak wiadomo, że jak raz posprzątam, to po kilku dniach i tak się znowu robi za przeproszeniem syf. W każdym razie na pewno ogarniamy to lepiej niż kiedyś i jak ustalimy, że coś mam załatwić, to zawsze to robię.

Rozumiem, że było inaczej...

- Powiedzmy tak, było z tym gorzej. No dobra, nie będę się krył, umawiałem się, ale nie miałem czasu czy coś, i były z tego drobne niesnaski. Zwłaszcza jak Gośka poszła do pracy. Obrażała się, że przychodzi po 8 godzinach w sklepie i jeszcze czeka na nią robota. W końcu zrozumiałem, że nie mogę być takim pasożytem i oczekiwać, że wszystko będzie robione za mnie. Ona ciężko pracuje i jest nieraz tak zmęczona, że pada z nóg. Ale jak też czasem nie nadążam ze wszystkim.

Na czyją pomoc możecie wtedy liczyć? Badania pokazują, że polskim rodzicom pomagają najczęściej dziadkowie.

- Pod tym względem jesteśmy typowi. Bardzo pomagają nam moi rodzice. Kiedy Tomek się urodził, zamieszkaliśmy u nich w domu. Teraz mieszkamy już sami, ale do tej pory moja mama, która jest już na emeryturze, pomaga. Jak trzeba syna zawieźć na zajęcia albo przypilnować, to zawsze możemy na nią liczyć. Czasem nawet rodzice chcą robić więcej, niż od nich oczekujemy.

A kto "trzyma kasę"? Wspólnie zarządzacie finansami?

- Każdy ma swoje konto, ale nie jest tak, że druga strona nie ma do niego dostępu. Mamy też konto firmowe. Gosia postanowiła, że to ja będę się bardziej zajmował sprawami finansowymi, bo ona ma lżejszą rękę do wydatków. Ale decyzje o finansach podejmujemy wspólnie. Nie ma tu żadnych konfliktów. To chyba jedyna rzecz, która nie wywołuje żadnych kłótni czy nieporozumień.

A co było najtrudniejsze, jak pojawiło się dziecko?

- Wiesz, to była kompletna zmiana. Wiadomo, jak urodził się Tomek, to skończyło się imprezowanie. Myśmy byli jeszcze strasznie młodzi, chcieliśmy się jeszcze wyszaleć, a nie bardzo mogliśmy wyjść gdzieś sami, bo wiadomo, że małe dziecko jest bardzo związane z mamą i trudno to zorganizować. Teraz syn podrósł i możemy to sobie odbić, ale też nie jesteśmy już w takim wieku, że codziennie musimy biegać na imprezy.

A jeśli chodzi o inne kwestie... Wcześniej nie miałem wyobrażeń, jak będzie wyglądało nasze życie rodzinne. Trochę mnie to wszystko zaskoczyło, pojawiła się większa odpowiedzialność. Trzeba było się o wszystko zatroszczyć, zadbać o utrzymanie.

Planowałem iść na studia do innego miasta, ale nie chciałem zostawiać rodziny i przyjeżdżać tylko na weekendy. W końcu skończyłem coś na miejscu, poszedłem do pracy do urzędu. A potem udało nam się rozkręcić własny biznes, nie pracujemy już dla kogoś, tylko dla siebie. A Tomek jest już w takim wieku, że praca nie jest jakimś problemem.

A jak jest z wolnym czasem? Spędzacie go razem?

- Syn jest coraz starszy i dużo czasu spędza z kolegami. Wcześniej staraliśmy się coś robić razem, ale czasem dochodziło do różnych nieporozumień. Jak wychodziłem gdzieś sam, np. pograć w koszykówkę, to Gosia miała mi za złe, że zostaje sama z dzieckiem.

Teraz to w ogóle jest dobry czas, bo ja dużo pracuję w domu, a Tomek ma wakacje. Możemy sobie razem pojechać na basen czy do kina.

Chodzisz z nim grać w piłkę?

- Wiesz, on w piłkę to woli grać już z chłopakami, a nie ze mną. To może też dlatego, że ja nie mam do różnych rzeczy cierpliwości. Z rówieśnikami mu chyba najlepiej, więcej się od nich nauczy niż ode mnie.

Ale jak jeszcze pracowałem na etacie i jednocześnie rozkręcałem biznes, byłem tym wszystkim zmęczony, to wolnego czasu właściwie w ogóle nie było. A czasem chciałem mieć też chwilę dla siebie. Ciężko z tym wszystkim było, ale jest już dużo lepiej. Spędzamy czas razem, jak tylko Gosia wróci z pracy.

Planujecie drugie dziecko...

- Tak i już zastanawiamy się, jak będziemy to wszystko godzić. Ale jest nas dwoje, więc jakoś damy radę. Gośka już zapowiedziała, że jeśli będzie drugie dziecko, to ja będę musiał bardziej się nim zajmować, bo ona nie za bardzo chce sobie zmieniać rytm życia, nie chce rezygnować z pracy. Wiadomo, że tylko przez te pierwsze dwa-trzy miesiące po porodzie ja będę musiał przejąć więcej obowiązków zawodowych. Później te role się odwrócą. Choć zobaczymy, jak to wyjdzie w praktyce. Będę musiał się bardziej sprawdzić. Karmić piersią nie będę, ale tak jak mówiłem, zdaję sobie sprawę, że mogłem więcej uczestniczyć w wychowaniu Tomka, więc przy następnym dziecku będę chciał to sobie odbić.

Choć z drugiej Gośka mnie trochę zniechęca. Mówi, że Tomkowi może być przykro, jeżeli tym dzieckiem będę się zajmował więcej niż kiedyś nim. No, ale zobaczymy, jak to będzie, jeżeli nam się w ogóle uda mieć kolejne dziecko. Zresztą Tomek ma już 10 lat, dużo rozumie. Jego też wykorzystamy do pomocy.

Ty też jesteś ojcem? Od początku uczestniczyłeś w zajmowaniu się swoimi dziećmi czy zostawiłeś to wszystko ich matce? Czułeś, że przerastają cię wyzwania ojcostwa czy świetnie odnalazłeś się w tej roli? Rozważałeś wzięcie urlopu ojcowskiego czy w ogóle nie brałeś tego pod uwagę? Czekamy na Wasze historie. Piszecie do autorek: agnieszka.wadolowska@agora.pl i anna.pawlowska@agora.pl

Więcej o: