Ziobro chce jawności obrad komisji, choć utajnił je PiS. "Powinien mieć pretensje do swoich kolegów"

Zbigniew Ziobro unika spotkania z komisją odpowiedzialności konstytucyjnej. I tłumaczy, że stanie przed nią dopiero, gdy jej obrady będą jawne. Tymczasem Ryszard Kalisz w Poranku Radia TOK FM podkreślił, że to m.in. posłowie PiS, do którego należał Ziobro, głosowali za zamkniętymi posiedzeniami komisji. - Ziobro powinien mieć pretensje do swoich kolegów - mówił poseł.
Zbigniew Ziobro, szef Solidarnej Polski, nie zamierza stawić się w tym tygodniu przed komisją odpowiedzialności konstytucyjnej. Ma ona stwierdzić, czy były minister sprawiedliwości oraz Jarosław Kaczyński, szef PiS i były premier, staną przed Trybunałem Stanu za łamanie konstytucji w latach 2005-2007.

- Nie wiem, dlaczego zmienił zdanie - dziwił się w Poranku Radia TOK FM Andrzej Halicki, przewodniczący komisji odpowiedzialności konstytucyjnej. - Pamiętam jego konferencję, kiedy podkreślał, że z chęcią przed komisją stanie, by wszystkim zarzutom we wniosku dać odpór - tłumaczył polityk PO. Tymczasem Ziobro utrzymuje, że stanie przed komisją dopiero, gdy jej posiedzenia będą otwarte dla mediów. - Ta komisja od zawsze działała jawnie. Nagle z nieznanych mi powodów, ale się ich domyślam, PO przygotowała ustawę, żeby tę komisję utajnić - tłumaczył w piątek w Poranku Radia TOK FM.

"Ziobro powinien mieć pretensje do swoich kolegów"

- Zgadzam się z Ziobro. Uważam, że najlepiej by było, gdyby posiedzenia komisji były całkowicie jawne - przyznał dziś w Poranku Radia TOK FM Ryszard Kalisz. - One nie są tajne. One nie są otwarte dla publiczności. W przypadku procedury sądowej mówi się: "przy drzwiach zamkniętych" - zastrzegł poseł.

- Propozycja, aby posiedzenia komisji odpowiedzialności konstytucyjnej odbywały się przy drzwiach zamkniętych, to propozycja PiS - zauważył Kalisz. - Kiedy PiS pod koniec poprzedniej kadencji miał świadomość, że będą odbywały się tego rodzaju posiedzenia w stosunku do jego czołowych polityków, wniósł propozycję ustawową, by posiedzenia odbywały się przy drzwiach zamkniętych. To zostało przegłosowane, to jest w ustawie o Trybunale Stanu. Ziobro powinien mieć pretensje do swoich kolegów - wyjaśniał poseł.

Halicki: Ta procedura jest potrzebna

Faktycznie, poprawkę do Ustawy o Trybunale Stanu wprowadzającej zamknięte posiedzenia Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, w lutym 2010 r. zgodnie poparli posłowie z PiS i PO. "Przeciw" głosowało kilku posłów SLD, jednak nie było wśród nich Ryszarda Kalisza. Sam Ziobro nie mógł oczywiście głosować nad tą ustawą, gdyż był już posłem do Parlamentu Europejskiego.

Jak zauważa Wojciech Czuchnowski w "Gazecie Wyborczej", poprawka miała wyeliminować "demagogiczne i propagandowe wystąpienia 'pod kamery'". Halicki przyznał dziś w Poranku Radia TOK FM, że zamknięte posiedzenia przysłużyły się komisji. Podkreślił, że dawniej sprawy przed komisją trwały dwie, trzy kadencje. Przed tygodniem komisja zakończyła zaś procedury wobec członków KRRiTV po zaledwie pięciu miesiącach. - Dwudziestu świadków, bardzo sprawna praca komisji w komplecie, nawet z panią poseł Pawłowicz - tłumaczył Halicki. - To znaczy, że kiedy rozmawiamy o meritum, z różnych pozycji i głosując różnie, możemy prowadzić coś konstruktywnie. Do tego potrzebna jest również taka procedura - zastrzegł szef komisji.

"Chciałbym, abyśmy w tej kadencji zakończyli tę kwestię"

Ziobro miał stanąć przed komisją jeszcze 10 lipca, wówczas jednak lider SP swą nieobecność tłumaczył obowiązkami w Parlamencie Europejskim. Czy podobne wybiegi mogą sparaliżować prace komisji i sprawić, że ten nie stanie przed Trybunałem Stanu? - Niezłożenie zeznań też jest aktem. To nie obowiązek, to przywilej osoby objętej wnioskiem - stwierdził Halicki. Dlatego, jego zdaniem, przy użyciu "bogatej dokumentacji" z komisji śledczych ws. śmierci Barbary Blidy czy naciskowej, jego komisja ma zamiar szybko zamknąć sprawę Ziobry. - Chciałbym, abyśmy rzeczywiście działali sprawnie i w tej kadencji zakończyli tę kwestię - zaznaczył Halicki.