Były mąż pani Ewy został ojcem jej nowego dziecka, choć oboje są zgodni, że ojcem jest ktoś inny

Trzy osoby są zgodne. Ojciec, który przyznaje się do dziecka. Matka, która potwierdza, że to on jest biologicznym ojcem. I były mąż tej kobiety, który zaprzecza ojcostwu. A mimo to, USC nadaje dziecku nazwisko właśnie tego ostatniego mężczyzny. Niemożliwe? Przeciwnie, pani Ewa na własnej skórze doświadczyła przepisów Kodeksu rodzinnego.
Pani Ewa ma 28 lat, mieszka pod Lublinem. W ubiegłym roku, 12 października rozwiodła się z mężem, z którym od dwóch lat żyła w separacji.

- W międzyczasie zamieszkałam z innym mężczyzną. Z moim byłym mężem nic mnie już nie łączy poza naszym synem, który ma 9 lat i mieszka ze mną i moim nowym partnerem - tłumaczy. Drugie dziecko, którego ojcem jest jej nowy partner, urodziła 3 lipca. Poszła zarejestrować jego narodziny do USC w Lublinie. Musiała to zrobić w ciągu 14 dni od narodzin, aby mieć prawo do "becikowego".

- Jesteśmy bardzo szczęśliwi natomiast urzędnicy próbują nam to szczęście zachwiać. Jak? Według "prawa" ojcem dziecka jest mój były mąż i to on będzie widniał na akcie urodzenia, bo od mojego rozwodu nie minęło jeszcze 300 dni - relacjonuje pani Ewa. - Nikogo nie interesuje fakt, że jest ojciec, który przyznaje się do dziecka. Jest matka, która wskazuje na biologicznego ojca. Jest także były mąż, który zaprzecza ojcostwu

Nasz mały szkrab nie ma nic wspólnego z byłym mężem. Ale ma jego nazwisko

- Nasz mały szkrab będzie nosił nazwisko mojego byłego męża. W USC zostaliśmy poinformowani, że będziemy musieli zakładać sprawę o zaprzeczenie ojcostwa - tłumaczy kobieta. - I nawet kiedy sąd już sprawę rozstrzygnie zgodnie ze stanem faktycznym, to i tak jego nazwisko już zawsze będzie widniało w akcie urodzenia.

Pani Ewa nie może się nadziwić absurdowi całej tej sytuacji: - Skoro wszyscy wiedzą, czyje jest dziecko, i jednogłośnie to przyznają, to czy jest sens tracić pieniądze podatników na sprawy sądowe? - pyta. Dodaje, że gdyby jej były mąż dostał taką możliwość, to napisałby oświadczenie, w którym zaprzecza, jakoby dziecko było jego. A ona i jej partner poświadczyliby, że to on jest ojcem.

Ale urzędnicy twierdzili, że to nic nie zmieni, bo mają ręce związane przepisami.

Urzędnicy: 300 dni od rozwodu decydują o wszystkim

Jakie to przepisy komplikują tę całkowicie klarowną sytuację? - Według Kodeksu rodzinnego, jeżeli nie minęło 300 dni od rozwodu, to wpisujemy jako ojca dziecka nazwisko byłego męża - wyjaśnia Dariusz Janiszewski, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Lublinie.

Dlaczego 300 dni? Domniemywa się, że ostatnie obcowanie mogło nastąpić tuż przed rozwodem i istnieje prawdopodobieństwo, że były mąż może być ojcem dziecka

Na potwierdzenie, kierownik Janiszewski cytuje artykuł 62., paragraf pierwszy: - Jeżeli dziecko urodziło się w czasie małżeństwa albo przed upływem 300 dni od jego ustania lub unieważnienia, przyjmuje się, że pochodzi ono od męża matki - czyta i tłumaczy swoją decyzję wobec pani Ewy: - Inaczej nie możemy zapisać, nawet gdybyśmy chcieli - wyjaśnia.

- Do tych nieszczęsnych 300 dni brakowało miesiąca - wzdycha pani Ewa. I trochę się dziwi, dlaczego przepisy określają właśnie tę liczbę dni jako granicę nadawania nazwiska byłemu mężowi.

Prawnik pierwszy: "To dobry przepis". Prawnik drugi: "To kuriozalna sytuacja"

- To dobry przepis, jeżeli patrzymy na ogół spraw. Z reguły bowiem mamy sytuację odwrotną, czyli poszukiwanie ojca - mówi Jerzy Bedełek, radca prawny z kancelarii zajmującej się prawem rodzinnym. - Pani Ewie pozostaje zaprzeczenie ojcostwa, a w sytuacji, w której mamy zgodę trzech osób, to jest to formalność. Dodaje, że matka dziecka może zawsze wnieść o zwolnienie z opłat sądowych, jeżeli nie jest w stanie ponieść kosztów sądowych.

Innego zdania jest lubuski adwokat Sebastian Kordel: - Dochodzi do kuriozalnej sytuacji, bo teraz cała trójka musi iść do sądu. To niepotrzebna biurokracja. Te przepisy powinny być już dawno zaktualizowane, są z czasów PRL-u. Kuriozalność tej sytuacji potęguje fakt, że postępowania rozwodowe trwają bardzo długo. Kobieta może w tym czasie zmieniać partnerów i gdy po pięciu latach będzie w ciąży, to i tak będzie musiała ciągnąć do sądu byłego męża, żeby potwierdził, że to nie jego dziecko - wyjaśnia.

Według niego Kodeks rodzinny powinien zostać znowelizowany. - Były mąż powinien złożyć oświadczenie w urzędzie stanu cywilnego, że to nie jego dziecko. Biologiczny powinien natomiast potwierdzić ojcostwo też w oświadczeniu. I to załatwiłoby sprawę - uważa Kordel.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!

Więcej o: