Sprawa śmierci Jasia: najniższe wyroki dla lekarzy w sądzie lekarskim utrzymane

Kary nagany i upomnienia dla dwóch lekarzy zostały podtrzymane, a karę upomnienia dla lekarki podniesiono do nagany. Sprawa czwartego z lekarzy skierowana do Okręgowego Sądu Lekarskiego - oto efekty dzisiejszego postępowania Naczelnego Sądu Lekarskiego w głośnej sprawie śmierci Jasia. 3,5-latek zmarł w 2008 r., ponieważ sześciu kolejnych lekarzy nie potrafiło rozpoznać sepsy.
W Naczelnym Sądzie Lekarskim odbyło się postępowanie przeciwko lekarzom zamieszanym w śmierć 3,5-letniego Jasia Olczaka. Postanowiono utrzymać kary nagany dla dr M. J.-C. i upomnienia dla dr. M. K., chociaż oboje wnioskowali o uniewinnienie. Pierwsza pani doktor została ukarana za to, że chłopca odesłała do innego szpitala, nawet go nie oglądając. Dr K. z kolei za to, że podczas wizyty domowej - według relacji matki - nie zbadał Jasia.

Kara dla dr A. O.-P. - kolejnej lekarki, która miała do czynienia z chorym Jasiem - została podniesiona z upomnienia do nagany. Tymczasem dr O.-P. również wnioskowała o uniewinnienie, choć zarówno kara upomnienia jak i nagany ma małe lub żadne konsekwencje dla lekarza, który ją otrzyma.

"To dla mnie motywacja do dalszej walki"

Sprawa dr. P.Ł., który w pierwszej instancji został uniewinniony, została z kolei skierowana do Okręgowego Sądu Lekarskiego w celu ponownego rozpatrzenia. Jaś trafił do dr. Ł. do szpitala na Litewskiej kilkanaście godzin przed swoją śmiercią. Tymczasem lekarz kazał czekać blisko cztery godziny z podaniem chłopcu antybiotyku.

Wyroki Naczelnego Sądu Lekarskiego są prawomocne. Matka Jasia, która oczekuje odebrania lekarzom, którzy zajmowali się jej synem, prawa do wykonywania zawodu, uważa te wyroki mimo wszystko za postęp. - Są dla mnie motywacją do dalszej walki. Nie mam innego wyjścia - mówi Gazeta.pl Anna Kęsicka.

Lekarze mieli trzy dni na postawienie diagnozy

O sprawie śmierci Jasia szeroko pisaliśmy na łamach portalu. Przypomnijmy. W 2008 r. Jaś przez trzy dni jeździł z rodzicami od szpitala do szpitala, z jednego badania na kolejne. Żaden z lekarzy nie zalecił 3,5-latkowi antybiotyku - mimo jego problemów z chodzeniem, zaczerwienieniem okolic stawu i wskazujących na sepsę wyników badań.

Jak opowiadała nam Anna Kęsicka, kiedy w końcu 28 grudnia o godz. 17 przyjęto go do szpitala, Jaś był już w stanie agonalnym. A z antybiotykiem i tak czekano kolejne 4 godziny. Chłopiec zmarł niedługo później, o 4.45 nad ranem 29 grudnia.

Więcej o: