Ukraina: Szturm na komisariat. Tłum domagał się kary dla milicjanta podejrzewanego o pobicie i gwałt zbiorowy

Mieszkańcy Wradijywki na południu Ukrainy przypuścili szturm na miejscowy komisariat milicji. Obrzucili budynek kamieniami i koktajlami Mołotowa, próbowali wedrzeć się do środka. Domagali się aresztu dla jednego z funkcjonariuszy podejrzewanych o udział w gwałcie zbiorowym i brutalnym pobiciu 29-letniej kobiety. Milicjant został już zatrzymany.
29-letnia Iryna Kraszkowa z Wradijywki w obwodzie mikołajewskim na południu Ukrainy trafiła do szpitala 27 czerwca. Jak poinformowali lekarze, znajdowała się w bardzo ciężkim stanie. - Kobieta ma otwarte złamanie czaszki, rany cięte głowy i szarpane twarzy, liczne siniaki i otarcia - opisywali w rozmowie z mediami.

Zbiorowy gwałt i brutalne pobicie

Iryna Kraszkowa ma 29 lat, jest mieszkanką Wradijywki. Według jej relacji została napadnięta w ubiegłą środę w nocy, gdy wracała do domu. Trzej mężczyźni wciągnęli ją do samochodu i wywieźli do lasu. Tam została brutalnie zgwałcona i pobita. Z ciężkimi obrażeniami trafiła do szpitala.



Kraszkowa o napad oskarżyła trzech mężczyzn: taksówkarza Serhija Riabinenkę, porucznika Dmytra Poliszczuka i starszego sierżanta Jewhena Dryżaka. Dwaj pierwsi zostali zatrzymani wkrótce po zajściu. Dryżak twierdził natomiast, że nie mógł brać udziału w zajściu, bo w tym czasie pełnił dyżur na komisariacie. Jako dowód przedstawił zapis z monitoringu, który potwierdza, że nie opuścił stanowiska pracy. Prokuratura zapowiedziała przeprowadzenie ekspertyzy mającej wykluczyć ewentualne manipulacje nagrania.

Ofiara: Wiem, że tam był

Iryna Kraszkowa podtrzymuje jednak, że to Dryżak był jednym z napastników, a jego alibi jest fałszywe. - Wiem na sto procent, że on tam był. Dlatego, że to właśnie on jako pierwszy mnie zgwałcił i pobił - mówiła w rozmowie z dziennikarzami.

Wśród mieszkańców Wradijywki mało kto wierzy w alibi milicjanta. Większość podejrzewa, że to próby zatuszowania sprawy ze względu na jego koligacje rodzinne. Jewhen Dryżak jest krewnym naczelnika MSW Ukrainy obwodu mikołajewskiego Walentyna Parseniuka. Powiązania z organami ścigania ma też Poliszczuk, który jest bratankiem prokuratora z Mykołajewa.

Tłum chce sprawiedliwości

Ze względu na profesję i powiązania rodzinne podejrzanych mieszkańcy Wradijywki szybko zaczęli przypuszczać, że władze nie będą rzetelne w wyjaśnianiu sprawy. Dlatego już w niedzielę ponad 300 osób pikietowało przed budynkiem sądu okręgowego, w którym miała być podjęta decyzja o zatrzymaniu mężczyzn wskazanych przez ofiarę. Z ogromnym oburzeniem spotkało się pozostawienie na wolności jednego z podejrzanych.

W poniedziałek duża grupa ludzi poszła pod miejscowy komisariat domagać się ukarania Dryżaka. Choć naczelnik komisariatu próbował wyjaśniać sytuację, protestujący nie chcieli go słuchać. Jak napisał w mediach społecznościowych jeden z lokalnych polityków, Arkadij Kornackij, do ataku doszło po tym, jak w oknie budynku pokazał się Jewhen Dryżak.

Koktajle Mołotowa, strzały i gaz łzawiący

Wtedy w okna komisariatu poleciały kamienie. Tłum ruszył do drzwi, próbując dostać się do budynku. Część protestujących obrzuciła budynek koktajlami Mołotowa. przebywający w środku funkcjonariusze zaczęli strzelać. Użyli też gazu łzawiącego. - Rozpętała się prawdziwa wojna - relacjonowali dziennikarze.



Jak informował Arkadij Kornackij, jeden ze szturmujących komisariat został postrzelony w ramię i w nogę. Kilka osób trafiło też do szpitala po ataku gazem łzawiącym. Jedna osoba została też zatrzymana przez funkcjonariuszy.

Pikieta pod komisariatem trwała jeszcze w nocy z poniedziałku na wtorek. Od czasu do czasu w stronę zniszczonego komisariatu leciały petardy i kamienie. Mieszkańcy zapowiedzieli, że nie odpuszczą, dopóki trzeci z podejrzanych o gwałt nie zostanie zatrzymany.

Kornackij podkreślił, że poza rodziną i znajomymi Iryny pod komisariat przyszli ludzie, których bliscy byli bici przez milicję. Pojawili się też krewni kilku młodych mężczyzn, których przedstawiciele lokalnych organów ścigania doprowadzili do samobójstwa torturami i biciem, próbując ich zmusić do przyznania się do przestępstw, których nie popełnili.

Władze uginają się pod presją

Pod presją opinii publicznej władze zdecydowały się wczoraj na zatrzymanie Jewhena Dryżaka. Sąd zdecyduje, czy podejrzany pozostanie w areszcie, czy zostanie zwolniony za kaucją.

To nie pierwsza taka sprawa w obwodzie mikołajewskim, w której głośne protesty okazują się skuteczną formą nacisku na władzę i uniemożliwiają zatuszowanie przestępstwa popełnionego przez reprezentantów uprzywilejowanych grup społecznych. W 2012 r. w Mykołajewie 19-letnia Oksana Makar została brutalnie zgwałcona przez trzech mężczyzn, którzy następnie ją podpalili. Nastolatka w stanie krytycznym trafiła do szpitala, gdzie zmarła po blisko trzech tygodniach.

- Zastrzelcie ich, wykastrujcie i rzućcie ich narządy na pożarcie psom. Nie mam nic więcej do dodania - mówiła Oksana o swoich oprawcach. Tymczasem w związku z wysokimi stanowiskami zajmowanymi przez rodziców dwóch z nich gwałciciele szybko wyszli na wolność, a organy ścigania robiły wiele, by nie znaleźć dowodów ich winy. Jedynie duża determinacja Oksany i jej rodziny oraz zainteresowanie mediów doprowadziły do postawienia sprawcom zarzutów gwałtu, pobicia i morderstwa z premedytacją.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o wydarzeniach na świecie? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!

Więcej o: