Prawnik: Nie łudzę się, że znajdę pracę w zawodzie. Chciałem być kasjerem, magazynierem... Bez odzewu [LIST]

Pracodawcy twierdzą, że brakuje im rąk do pracy. Szukają przede wszystkim osób, które podejmą się pracy fizycznej. Narzekają, że najniższe stanowiska są ciągle nieobsadzone, a chętnych brak. Jak to wygląda od strony pracowników? - Skończyłem prawo, jestem gotowy być magazynierem, kasjerem. Nikt nie chce mnie zatrudnić - napisał Tomasz.
Po opublikowaniu raportu o najbardziej poszukiwanych pracownikach okazało się, że na pierwszym miejscu sa pracownicy fizyczni, a drugie zajmują inżynierowie. To właśnie ich pracodawcy gotowi sa przyjąć w każdej chwili. A przynajmniej tak deklarują.

Postanowiłyśmy sprawdzić, jak wygląda to od strony pracowników. Napisali już do nas inżynierowie, którzy nie mogą znaleźć zatrudnienia. Dziś publikujemy list absolwenta prawa gotowego podjąć pracę fizyczną.

Tomasz: nie mam już złudzeń

Cóż, pragnę dołączyć się do głosu tych młodych oburzonych bezrobotnych po studiach wyższych na polskich uczelniach. Skończyłem prawo na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Samo prawo - bez aplikacji korporacyjnych (na te mnie po prostu nie stać). Od czasu ukończenia studiów poszukuję aktywnie pracy - to administracja publiczna, to urzędy samorządowe, to firmy prywatne. Bez odzewu.

Nie łudzę się już, że w swoim regionie znajdę zatrudnienie w zawodzie. To jednak nie jest sprawą najistotniejszą. O wiele istotniejszy jest fakt, iż nie mogę znaleźć pracy nawet poza swoim zawodem. Próbowałem już słać te świstki, dumnie nazywane curriculum vitae, na stanowiska magazyniera, kasjera, sprzedawcy w markecie budowlanym czy markecie elektronicznym. Znikąd nie spotkał mnie żaden odzew.

Oferty? Własna działalność lub 1000 zł na rękę

Jedyne oferty współpracy zakładają albo założenie własnej działalności gospodarczej (np. agent ubezpieczeniowy, ajent sklepu spożywczego), albo współpracę w ramach umowy cywilnoprawnej (z wynagrodzeniem rzędu 1000 zł netto za pełnoetatową robociznę).

W pierwszym przypadku, bez chociażby minimalnych sum odłożonych na "czarną godzinę" - funkcjonowanie na rynku jako przedsiębiorca jest "porywaniem się z motyką na słońce" (brak koniunktury rynkowej doprowadzi prędzej czy później do stanu, w którym do firmy będzie trzeba dokładać, a międzyczasem urząd skarbowy oraz ZUS zaczną konsumować mnie kawałek po kawałku).

W drugim przypadku, no cóż, pięć lat mąk na studiach prawniczych, ukończenie ich z wynikiem "dobry plus", dziesiątki odbytych szkoleń... i proponowane mi wynagrodzenie jest niższe, aniżeli kasjerów w dyskontach spożywczych. Przyjmując taką, urągającą ludzkiej godności - powiedzmy sobie szczerze, "ofertę", zatraciłbym resztki szacunku do samego siebie.

Pozostaje szara strefa

Przyszłość? Przyszłość rysuje się szaro. Póki co udaje mi się każdy miesiąc przeżyć z różnorakich umów zawieranych z osobami fizycznymi. Tu pojawi się prośba o napisanie opracowania naukowego, tu o sporządzenie prostej opinii prawnej czy pisma procesowego. Rzecz jasna wszystkie te zlecenia to tzw. szara strefa, bowiem żadna instytucja publiczna nie wie o przedmiotowych umowach. Gdyby się dowiedziała, kwoty podatków i składek, jakie musiałbym odprowadzić do budżetu państwa, skazałyby mnie na powolną śmierć głodową. 

Zbyt wykształcony na kasjera, za mało doświadczony na coś więcej

I nie, nie liczę już na Powiatowy Urząd Pracy. Nie liczę też na "dobrodusznych" pracodawców. Ten pierwszy jest instytucją nieefektywną i nieprzystającą do polskich realiów. Ci drudzy? Cóż, już jakieś pół roku temu przestałem liczyć na to, że jakikolwiek pracodawca, widząc ukończone przeze mnie studia prawnicze, zdecyduje się na zatrudnienie mej skromnej osoby u siebie "za kasą". 

Ktoś powie, że nie jestem ambitny... że w siebie nie inwestuję... że pracy jest masę, a ja jestem malkontentem. Tu nie ja jestem problemem. Problem stanowią chore, zahaczające o patologię, wymagania rynku pracy. Zdaniem pracodawców jestem zbyt dobrze wykształcony na pracę fizyczną, jednocześnie posiadając zbyt mało doświadczenia na to, by pracować w zawodzie. Koło w tym momencie się zamyka.

I tak, jako bezrobotny przyszły ojciec bliźniaków głowię się każdego dnia, co zrobić, by jakoś losowi dopomóc. Wyjścia są trzy. Po pierwsze, własna działalność gospodarcza w przedmiocie zbieżnym z moim wykształceniem i zainteresowaniami. Po drugie, ucieczka za granicę. Po trzecie, czego sobie życzę, wygrana w dzisiejszej kumulacji Lotto.

Skończyłeś studia i nie możesz znaleźć pracy odpowiadającej twoim kwalifikacjom? Nie rozważasz nawet zatrudnienia jako pracownik fizyczny? Próbowałeś, ale nie chcieli cię przyjąć? A może jesteś przedsiębiorcą, który bezskutecznie szuka kogoś do pracy? Opisz nam swoją historię i motywację. Czekamy na wasze maile: agnieszka.wadolowska@agora.pl, anna.pawlowska@agora.pl

Więcej o: