Pruski zamek w Berlinie, czyli czy Niemcy kreują nowy obraz przeszłości. "Rozsądni Polacy powinni się zastanowić..."

W Berlinie na nowo stanie dawny zamek Hohenzollernów, barokowa siedziba królów Prus, którzy w XVIII wieku jak rzeżuchę oskubywały (nie tylko) państwo polskie. Jak się do tego odniosą polscy "strażnicy Graala", którzy tak oburzali się filmem "Nasze matki, nasi ojcowie"?
Właśnie położono kamień węgielny pod odbudowę zamku Hohenzollernów. Zamek w czasie wojny cudem ocalał. Jednak w 1950 roku władze NRD wysadziły go w powietrze, uznając za relikt niemieckiego imperializmu. Na jego miejscu powstał Pałac Republiki, jądro komunistycznych Niemiec Wschodnich.

Architektoniczny koszmarek, ważący 36 tys. ton, został rozebrany po tym, jak po zjednoczeniu kraju decyzję o odbudowie podjął niemiecki parlament. Za historyczną fasadą, zwieńczoną kopułą, będą się teraz kryły nowoczesne pomieszczenia, a nie historyczne sale czy komnaty.

60 proc. berlińczyków popiera ideę odbudowy zamku, przy czym największe poparcie posiada ona w grupie wiekowej od 18 do 24 lat. Ale realizacja projektu przedziera się przez gąszcz przeciwności, co świadczy o determinacji zwolenników tej idei.

Potrzebna odbudowa czy marnowanie pieniędzy?

W czasach pustych kas i zaciskania pasa, gdy Angela Merkel dyscyplinuje budżety unijnych bankrutów, rząd w Berlinie na odbudowę wyłoży 478 mln euro. Przeciwnicy projektu mówią o marnotrawstwie pieniędzy podatnika. Wiele elementów zdobiących fasadę trzeba zrekonstruować z głowy, gdyż zniszczeniu uległy historyczne plany budowy, co stanowi nie lada wyzwanie.

Amorficzne jest na razie przeznaczenie odbudowanego zamku. Wiadomo jednak, że to sale koncertowe, teatralne, wystawowe i fora dla debat i prezentacji naukowych mają wabić na swoje podwoje Berlińczyków oraz zapewnić rentowność zamku, a przynajmniej pokryć koszty jego utrzymania. Tyły zamkowe od strony Szprewy, które nie znajdą się na żadnych fotografiach, zamkną się nowoczesną architekturą, przypominającą blokowisko. Bo to rekonstrukcja historycznej fasady i kopuły nad bramą wjazdową stanowi esencję projektu, mającego przywrócić obraz "starego Berlina" i "opatrzyć ranę w pejzażu miasta".

Czyżby kolejny przejaw tęsknoty za cesarskimi Niemcami? I wygodną dla Niemców przeszłością?

"Rewizja historii"

Taki wyborny argument do ręki strażnikom Graala w Polsce, którzy od zjednoczenia Niemiec rejestrują wszystkie drgnięcia na skali relacji naszych zachodnich sąsiadów do swojej przeszłości, dała dopiero co emisja filmu "Nasi ojcowie, nasze matki".

Większościowa interpretacja sugeruje realizację w mocarstwowym Berlinie nowej polityki historycznej. Kiczowaty film bez wątpienia upraszcza skomplikowany polsko-żydowski węzeł gordyjski, redukując AK do formacji antysemickiej. I - jak zaznacza dyrektor Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie prof. Leiserowitz - w uzasadniony sposób narusza wrażliwość Polaków na ich przeszłość.

Także wiodące medium w Niemczech "Deutschlandfunk" stanęło w obronie integralnego obrazu AK, piętnując moralizatorskie zakusy ZDF uczenia Polaków historii. Bo przedstawiona w filmie narracja nie jest w Niemczech ani jedyną, ani wiodącą. Tym bardziej rządową. Dowodów na to nie brakuje. Od publikacji prasowych po telewizyjne, także w inkryminowanym kanale ZDF. Od lat prof. Guido Knopp realizuje tam program ZDF-historia nazywając rzeczy po imieniu, bez uprawiania owej "rewizji historii".

Najbardziej spektakularnego przykładu na odmienną od ostatniej produkcji ZDF dostarcza od dekady niemal prezentowany we wszystkich kanałach niemieckiej telewizji publicznej, a ponadto na specjalnych seansach w niemieckich miastach, uniwersytetach i salach kinowych film Paula Mayera, "Konspiratorki". Dokumentuje on walkę AK z niemieckim, nie nazistowskim okupantem, podkreślając niebywałą rolą kobiet w podziemnych strukturach polskiego państwa podziemnego. Film, wielki hołd "czystego aryjczyka" dla moralnego i zbrojnego wysiłku Polaków w latach okupacji, w polskiej wersji językowej kolportuje od niedawna Muzeum Powstania Warszawskiego.

A rozsądni Polacy...

Nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Także odbudowa dawnego, pruskiego centrum imperialistycznego nie oznacza rewizji historii. Zresztą zamek w Berlinie nigdy nie został zawłaszczony przez hitlerowców. Odbudowa Zamku Królewskiego w Warszawie nie symbolizowała wskrzeszenia idei Polski "od morza do morza". A rozsądni Polacy powinni już teraz zastanowić się nad "obecnością polskiej kultury" w pruskim zamku.

Więcej o: