Spór u Janiszewskiego. "Proszę mi pokazać drugą instytucję, która ws. pedofilii robi tyle ile Kościół"

Biskupi mianowali koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży, który zajmie się programami prewencyjnymi ws. pedofilii. - Chodzi o profilaktykę - mówił w Radiu TOK FM Artur Sporniak z "Tygodnika Powszechnego". - Przygotowywane są precyzyjne normy dotyczące wykrywania i rozliczania pedofilii w Kościele. Nie ma drugiej takiej instytucji, która mogłaby wprowadzić taki program na taką skalę - wskazywał dziennikarz.
Biskupi mianowali ojca Adama Żaka koordynatorem ze strony Episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży. Jezuita ma się zająć programami prewencyjnymi ws. pedofilii. - Nie dlatego, że jesteśmy przekonani, że w Kościele dzieciom grozi jakieś szczególne niebezpieczeństwo. Tylko dlatego, żeby to było środowisko, do którego dzieci i rodzice mogą mieć zaufanie - wyjaśniał ojciec Żak. Co ta nominacja znaczy dla Kościoła i ofiar pedofilii? W programie "Połączenie" Jakub Janiszewski rozmawiał o tym z Arturem Sporniakiem z "Tygodnika Powszechnego".

Jakub Janiszewski: Ze słów ojca Żaka wynika, że jest zagrożenie, ale go nie ma. Jak pan interpretuje te słowa?

Artur Sporniak, "Tygodnik Powszechny": Chodzi o profilaktykę. Ojciec Żak jest od wprowadzania systemu profilaktyki, żeby to niebezpieczeństwo odpowiednio wcześnie neutralizować, żeby dzieci w przestrzeni kościelnej czuły się bezpiecznie, żeby rodzice mieli do Kościoła zaufanie.

Nazwa stanowiska sugeruje, że jakieś niebezpieczeństwo jest.

- Nie skupiałbym się na nazwie. Rozmawiałem z ojcem Żakiem i ciekawa jest historia, jak on został koordynatorem. Do niedawna był doradcą generała jezuitów do spraw Europy Środkowej i Wschodniej i przyglądał się z Watykanu, więc z bliska, jak Stolica Apostolska sobie radzi i wdraża programy profilaktyczne w innych krajach. Ojciec Żak współpracuje z jezuickim Uniwersytetem Gregoriańskim w Rzymie, gdzie opracowano internetowy kurs szkolący pod kątem profilaktyki. To podobno bardzo dobry kurs, ojciec Żak bardzo go chwalił i zaproponował kilku biskupom. Oni się bardzo zainteresowali i wybrali go na pełnomocnika.

Mam przed sobą "Tygodnik Powszechny" z pańskim tekstem zatytułowanym "Przełom". Czytam, że Episkopat kończy prace nad normami postępowania ws. nadużyć seksualnych wobec nieletnich. Zastanawia mnie stwierdzenie "gdy zostaną wprowadzone w życie, Kościół ma szansę stać się liderem w walce z pedofilią w polskim społeczeństwie". Ale najpierw sam musi się z tego rozliczyć.

- Rozlicza się. Sprawy idą dwutorowo. Przygotowywane są precyzyjne normy, które będą dotyczyć wykrywania i rozliczania pedofilii w Kościele. Druga sprawa to profilaktyka, czyli uświadamianie ludzi pracujących w Kościele z dziećmi, ale też rodziców. To dotyczy szerokiego kręgu społeczeństwa. Nie ma drugiej takiej instytucji, która mogłaby wprowadzić taki program na taką skalę.

Nie życzę sobie, żeby instytucja, która najpierw dopuszczała się nadużyć seksualnych na najmłodszych, potem zajmowała się szeroko rozumianą prewencją. Najpierw powinna rozliczyć się z tego, co już się stało. I na to czekamy.

- To jest podejście, z którym się nie do końca zgadzam. Tak to funkcjonuje w mediach, że Kościół to pedofile i musi się rozliczyć.

Nie mówię: "Kościół to pedofile". Słuchał pan wywiadów w Radiu TOK FM? Będzie pan przeczył temu, że są takie przypadki?

- Są takie przypadki i oczywiście będą. Ale chodzi o to, żeby wdrażać takie programy, żeby szybko wykrywać dzieci, które są narażone na okrutne cierpienie. Żeby je ratować. Proszę mi pokazać drugą instytucję, która robi tyle ile Kościół.

Proszę mi pokazać drugą instytucję, która ma na koncie tyle nagłośnionych przez media przypadków pedofilii.

- Proszę spojrzeć w statystyki. Najwięcej przypadków molestowania nieletnich jest wśród wuefistów. Czy nagłaśnia się te przypadki?

Odwraca pan kota ogonem.

- Próbuję złapać odpowiednią proporcję. Mówię, że Kościół, oprócz walki z pedofilami we własnych szeregach, powinien jak najszybciej wdrażać programy, które będą zapobiegać, uwrażliwiać ludzi na ten problem. Jedno z drugim się nie kłóci. Przeciwnie, tworzy razem przestrzeń bezpieczeństwa dla dzieci.

Wystarczy posłuchać ludzi zrzeszonych w Fundacji "Nie lękajcie się", w której są osoby molestowane przez księży. Oni mówią tak: "potwierdza się to, co przewidywaliśmy. Cudu nie będzie. Czeka nas ciężka i długa droga do wywalczenia swoich praw. Nie ma nic o przeszłości. Biskupi chcą ewidentnie odciąć przeszłość grubą kreską. Ale nie damy się zmarginalizować". Kościół nie może się teraz zabierać za prewencję. On musi przejść bardzo długą drogę do zrozumienia tego, co się stało, jak do tego doszło.

- To są równoległe drogi. Dlaczego pan tego nie rozumie? Trzeba wdrażać procedury, które będą bardzo szybko ujawniały takie przypadki, a nie zamiatać po dywan, jak to bywało w wielu przypadkach do tej pory. Ale taką mieliśmy my, Polacy, mentalność. To nie jest wina tylko Kościoła.

Zastanówmy się, co ma być w tych normach, nad którymi prace kończy Episkopat. Coś o nich wiemy?

- Ogólne normy są dość wierną kopią wytycznych watykańskich, które zostały rozesłane do wszystkich episkopatów z nakazem ich wdrożenia. Polski Kościół takie normy opracował. Tam w grę wchodziła też współpraca z organami ścigania, co u nas mocno kulało. To zostało uzupełnione, wysłane w 2012 roku do Watykanu. Watykan odesłał, bo tam były odnośniki do szczegółowych procedur, prosząc o przesłanie norm razem z tymi procedurami. W związku z tym episkopat pracuje nad szczegółowymi normami. One dotyczą trzech sfer. Pierwsza to procedury w razie zgłoszenia o przypadku pedofilii. Żeby nie było prób ukrywania, zaprzeczania. Normy dotyczą współpracy z organami ścigania. Z tego, co wiem, publiczne instytucje, prokuratura, policja, mają o wiele większe możliwości i narzędzia tropienia pedofilii. W związku z tym procedury kościelne będą zawieszane na czas śledztwa świeckiego. Są też normy dotyczące formacji księży, uwrażliwiania ich na ten temat. Oraz prewencji.

Co to dokładnie znaczy?

- Zobaczymy, nie mam wglądu w te dokumenty, episkopat ciągle nad nimi pracuje. Dowiedzieliśmy się po ostatniej konferencji, że zostały one odesłane do poprawek i we wrześniu będą głosowane. Potem zostaną wysłane do Watykanu i gdy uzyskają zatwierdzenie, tzw. rekognicję, zostaną opublikowane. Wtedy będziemy wiedzieć, jakimi normami kieruje się Kościół. Jednak już teraz wiemy, że dość uważnie i precyzyjnie pracuje nad takimi normami. Myślę, że to dobra wiadomość.

Więcej o: