"Trudno mi było wierzyć, gdy czytając wywiad z Kaczyńskim, łapałem się na tym, że to oferta do porozmawiania..."

"Nawet te opinie, którym towarzyszy, mam nadzieję, pamięć praktyk Czwartej RP, dzisiaj są powtórzone przez Jarosława Kaczyńskiego w wersji łagodnej i otwartej, jako bez mała propozycje do dyskutowania, a nie jako żelazne dyrektywy" - pisze na stronie Polityka.pl prof. Wiesław Władyka.
Władyka odnosi się do wywiadu, którego prezes Prawa i Sprawiedliwości udzielił tygodnikowi "Do Rzeczy". Jarosław Kaczyński deklaruje w nim, że "chce uratować Polskę przed dwiema katastrofami" - pogłębiającym się kryzysem gospodarczym i przed zagrożeniem kulturowym. "Samemu mi było trudno uwierzyć, gdy łapałem się podczas lektury tego zapisu rozmowy, że jest ona interesująca, że w przeważającej części jest jakąś ofertą do porozmawiania i podyskutowania" - recenzuje słowa szefa PiS Władyka.

"Nie dyrektywy, lecz propozycje"

Publicysta tygodnika "Polityka" podkreśla, że już wcześniej zdarzało się, że sam Jarosław Kaczyński miał "przenikliwe spojrzenie na wiele kwestii społecznych i politycznych w Polsce". Teraz zaś "łatwo przychodzi zgodzić się z rozwijanymi w tekście wieloma opiniami i sądami na temat chociażby korporacjonizmu wymiaru sprawiedliwości czy administracji państwowej" - podkreśla Władyka.

Autor tygodnika dodaje jednak, że momentami czytając wywiad z Kaczyńskim, "pamięć podpowiada wszystkie niepokoje i wątpliwości, pozwala w wielu wypowiedziach prezesa dostrzec za zasłoną stare i groźne sensy, a też dopowiedzieć niedokończone, a tylko naszkicowane myśli". Przykład? Fragment tekstu, w którym prezes PiS wychwala Fidesz. Władyka też wskazuje, że w całym wywiadzie... nie ma mowy o Smoleńsku, "wrogich mediach" czy "nadmiernego straszenia".

Kaczyński do rzeczy?

Kaczyński w rozmowie z "Do Rzeczy" mówi m.in. o tym, że pozytywnie ocenia zmiany na Węgrzech. - Także w tych wymiarach, które są najbardziej kwestionowane. Tak jak dobrze oceniam początkową deklarację Orbana, którą w moim przekonaniu trzeba umieć powtórzyć także w Polsce: że nie będziemy kolonią - mówi prezes PiS.

Szef Prawa i Sprawiedliwości zadeklarował też, że będzie dążył do zmiany konstytucji. - Przy braku większości konstytucyjnej będziemy musieli przeprowadzić ostry bój, ale będziemy go prowadzić i będziemy proponować zmiany prawne, które będą zmierzały do tego, by przywrócić sądy państwu. Bo one są dzisiaj poza państwem, to jest korporacja pozapaństwowa. To jest właśnie koncepcja państwa, którą wyznaje Tusk - luźnej federacji różnych korporacji i grup nacisku. Chcąc to zmienić fundamentalnie, trzeba jednak nowej konstytucji - podkreśla Kaczyński.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości na Kongresie Katolików zdradził, jak chciałby, żeby polska konstytucja się zaczynała. Od słów "w imię Boga wszechmogącego".