"Wciąż nie wiemy, czy Snowden jest zainteresowany czymś więcej niż męczeństwem i perwersyjnym rodzajem sławy"

Edward Snowden robi z siebie męczennika i wybrał perwersyjny rodzaj sławy. Nadal jednak nie mamy żadnych informacji na temat kontekstu jego działań - pisze Anne Applebaum w komentarzu dla "Washington Post".
Edward Snowden robi z siebie męczennika - uważa Applebaum. Publicystka na łamach "Washington Post" przytacza jego wypowiedź na potwierdzenie swojej tezy: "Jestem gotów poświęcić wszystko, bo moje sumienie nie pozwala mi na to, aby rząd USA zniszczył prywatność, wolność internetu i podstawowych swobód dla ludzi na całym świecie". "A my wciąż nie wiemy, jaki jest kontekst jego działań. Wiemy jedynie, że wybrał rolę męczennika. Rodzaj przewrotnej sławy" - podkreśla komentatorka.

"Chęć bycia sławnym?"

Publicystka twierdzi, że metody działań Snowdena są niespotykane. - Istnieje tradycja ujawniania nieprawidłowości w Stanach Zjednoczonych. Dotyczy nawet ludzi, którzy pracują z tajnymi dokumentami - pisze Applebaum. Sugeruje, że Snowden mógł pójść z dokumentami do członka Kongresu zajmującego się sprawami wywiadu lub napisać do jego prawników.

Mógł też zrobić to, co Jack Goldsmith, któremu praca w Departamencie Sprawiedliwości nie przeszkodziła w walce ze stosowaniem tortur przez administrację George'a Busha. "Snowden wybrał inną ścieżkę. Ukradł masę dokumentów i odleciał do Hongkongu. Pozostawił swój los w rękach rządu, który całkowicie kontroluje internet swojego państwa i nie szczędzi środków, by penetrować nasz" - punktuje Applebaum. Publicystka podkreśla, że sama decyzja Snowdena, aby publicznie wypowiadać się właśnie stamtąd, może świadczyć o tym, że jego chęć zdobycia rozgłosu przeważa nad strachem przed aresztowaniem.

"Męczeństwo i perwersyjny rodzaj sławy?"

Applebaum dodaje, że wciąż nie wiemy nic na temat kontekstu działań Snowdena. "Na razie nie wiemy, czy Snowden jest zainteresowany czymś więcej niż męczeństwem i perwersyjnym rodzajem sławy. Nic nie mówi nam, czy jego działania brały się tylko z chęci chronienia swoich rodaków Amerykanów. Nie wiemy też, czy jego działania pomogły mu osiągnąć to, co sobie zakładał. Dopóki nie dowiemy się czegoś nowego, system śledzenia informacji przez NSA nie zatrzyma się tylko z powodu osobistego poświęcenia Snowdena. Nic nie wskazuje więc na to, że ktoś wybuduje katedrę na jego cześć".