Irlandia: Zmarła, bo odmówiono jej aborcji. Raport wskazuje na błędy szpitala

Irlandzka służba zdrowia opublikowała długo oczekiwany raport dotyczący śmierci kobiety, której odmówiono aborcji. Autorzy raportu wytykają personelowi szpitala, do którego trafiła Savita Halappanavar, m.in. nie przestrzeganie procedur medycznych oraz niewłaściwą ocenę stanu jej zdrowia
W 108-stronnicowym raporcie znalazły się szczegóły dotyczące błędów, jakie mieli popełnić lekarze w szpitalu uniwersyteckim w Galway, do którego trafiła Savita Halappanavar. Największym błędem, zdaniem autorów raportu, było nie przestrzeganie procedur medycznych w momencie zdiagnozowania u niej sepsy, która była przyczyną śmierci. Kolejny zarzut to niezapewnienie kobiecie pomocy podczas poronienia. Wytknięto także niewłaściwą ocenę stanu jej zdrowia, przez co nie można było odpowiednio zareagować, kiedy pacjentka poczuła się gorzej.

Jednak autorzy raportu nie obwiniają w nim konkretnych osób - informuje "The Irish Times". Irlandzkie media, krytykują ministerstwo zdrowia, że opublikowało raport podczas nieobecności w kraju męża kobiety.

"Jesteśmy w katolickim kraju"

Savita Halappanavar w październiku ub.r. została przyjęta do szpitala w zachodniej Irlandii. Skarżyła się na ostry ból pleców. Była wówczas w 17. tygodniu ciąży i zaczęła już ronić. Poprosiła lekarzy o aborcję, ale ci odmówili. - Powiedzieli nam, że jesteśmy w katolickim kraju, a płód nadal żyje - mówił mąż kobiety Praveen Halappanavar w rozmowie z "The Irish Times". - Savita strasznie cierpiała, ale zrozumiała, że straci dziecko - dodał.

Kolejnego dnia znów rozmawiała z lekarzami na temat możliwości przerwania ciąży. - Tak długo, jak u płodu bije serce, nie możemy nic zrobić - odpowiedział jej lekarz. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Kobieta powiedziała, że nie jest Irlandką ani katoliczką (pochodziła z Indii, a w Irlandii pracowała jako dentystka), ale lekarze znów nie podjęli jakichkolwiek działań. Płód usunięto dopiero po tym, jak zatrzymało się jego serce. Savita zmarła kilka dni później z powodu sepsy.

Fala protestów

Po śmierci kobiety szpital wszczął dochodzenie, a w Irlandii wybuchła dyskusja na temat prawa kobiet do aborcji. Jedna z posłanek opozycji Clare Daly ostro skrytykowała bezczynność rządu w sprawie prawa do aborcji. - Pierwszeństwo nad życiem kobiety dano płodowi, który i tak by nie przeżył - stwierdziła. Przed parlamentem protestowały także grupy prokobiece podkreślają konieczność zmiany prawa. - To był nagły wypadek, a lekarze powinni działać w rutynowy sposób. Ale doktorzy w Irlandii nie chcą podejmować oczywistych lekarskich decyzji w obawie przed ostrymi konsekwencjami - powiedziała rzeczniczka jednej z grup walczących o prawo kobiet do wyboru.

Szpitale boją się

Teoretycznie przerwanie ciąży jest możliwe w Irlandii tylko w przypadku zagrożenia życia matki - zdecydował o tym w 1992 roku Sąd Najwyższy, ale w kraju nigdy nie przyjęto odpowiedniej ustawy. Wprowadzona w 1983 roku poprawka do irlandzkiej konstytucji mówi o niezbywalnym prawie do życia od momentu poczęcia. W praktyce szpitale boją się przeprowadzać aborcję w jakiejkolwiek sytuacji.

W 2010 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka potępił Irlandię za zmuszenie chorej na raka ciężarnej do wyjazdu za granicę w celu aborcji.

Więcej o: