"PRISM jak Stasi". Merkel i inni politycy UE zaniepokojeni metodami USA

Sprawa PRISM budzi coraz większy niepokój wśród europejskich polityków. Angela Merkel o bezprecedensowej inwigilacji obywateli przez amerykańskie służby specjalne będzie rozmawiać w przyszłym tygodniu z Barackiem Obamą. Premier Wielkiej Brytanii musiał tłumaczyć się przed parlamentarzystami, że rząd nie korzystał potajemnie z inwigilowania internetu przez Narodową Agencję Bezpieczeństwa USA.
Barack Obama, przyciśnięty do muru przez opinię publiczną po ujawnieniu istnienia gigantycznego rządowego programu inwigilacji obywateli, tłumaczył, że w zaledwie 5 proc. dotyczył on obywateli Stanów Zjednoczonych. Jednak wśród pozostałych 95 proc. są nie tylko potencjalni terroryści z krajów muzułmańskich, a także obywatele państw, które oficjalnie z współpracują z USA na polu pilnowania światowego porządku.

"Nie jesteśmy zadowoleni"

Jak poinformował wczoraj portal Euobserwer.com, dzięki programowi PRISM Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA) oraz FBI otrzymały stały, pełny dostęp do danych także obywateli Unii Europejskiej, gromadzonych przez gigantów nowych technologii: Microsoft i Skype, Yahoo, Google, YouTube, Facebook, AOL i Apple. Na liście krajów będących na celowniku USA najwięcej jest obywateli Niemiec. To szczególnie zaniepokoiło kanclerz Angelę Merkel, która już zapowiedziała poruszenie tej kwestii podczas planowanego wcześniej spotkania z Barackiem Obamą. - Możecie być pewni, że kanclerz będzie o tym z prezydentem rozmawiać - poinformował wczoraj Steffen Seibert, rzecznik kanclerz.

Merkel jest poruszona, bo sama, jako mieszkanka NRD, pamięta, do jakich metod uciekały się wszechmocne ówczesne służby wywiadowcze Stasi - pisze Slate.com. Na panią kanclerz naciska Peter Schaar, szef urzędu odpowiedzialnego w Niemczech za ochronę danych osobistych obywateli. - Nie mogę cieszyć się z faktu, że obywatele amerykańscy są chronieni właśnie w ten sposób. Nie jestem też pewien, czy i oni są z tego powodu zadowoleni. Jestem natomiast przekonany, że my nie jesteśmy - cytuje Schaara "Washington Post". Jego zdaniem "w internecie nie możemy rozgraniczać na ich i na nas, wewnątrz i na zewnątrz naszego kraju". - To międzynarodowa sieć, a dane obiegają cały świat. Niemieccy użytkownicy amerykańskich serwisów, takich jak Facebook i Gmail, muszą zrozumieć, że rząd USA ma dostęp do ich danych - dodał.

"To nie jest demokracja"

Przeciwko PRISM jest także wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Viviane Reding. - Czyste i przejrzyste zasady ochrony danych użytkowników internetu to nie jest żaden luksus, tylko podstawowe prawo - powiedziała na portalu Slate.com. Zasugerowała też, że Komisja może w odpowiedzi na PRISM wprowadzić ściślejszą politykę ochrony danych obywateli państw UE.

Z kolei dla holenderskiej posłanki do Parlamentu Europejskiego Sophii in 't Veld, afera PRISM jest szokiem, który powinien mieć wpływ na reformę ochrony danych w Europie. - Musimy się przebudzić. To poważna sprawa. Rząd wie wszystko o nas, dokładnie wszystko, a my nie możemy poddać tych mechanizmów żadnej demokratycznej procedurze. To nie jest już demokracja - grzmiała w rozmowie telefonicznej z dziennikarzem Slate.com.

Jej zdaniem częścią problemu jest niemoc UE w konfrontacji z rządem USA w sprawie ochrony danych. Wśród krajów, których politycy coraz śmielej domagają się dochodzenia w sprawie PRISM na poziomie UE, obok Niemiec, Holandii są także Belgia i Rumunia.

Brytyjczycy uspokajają

Sprawa PRISM wywołała niepokój także w Wielkiej Brytanii, która, jak wiadomo, blisko współpracuje z USA w kwestii ścigania terrorystów. Nie dotyczy on jednak rządzących. To brytyjscy parlamentarzyści zażądali wyjaśnień po ujawnionych w piątek przez dziennik "Guardian" informacjach, według których brytyjski rząd potajemnie korzystał z danych zebranych z serwerów firm internetowych przez NSA.

Cytowany przez PAP premier David Cameron oświadczył jednak wczoraj, że wywiad Wielkiej Brytanii działa zgodnie z prawem. - Mamy wspaniałe agencje wywiadowcze, które wykonują niezmiernie ważną pracę dla tego kraju, by zapewnić nam bezpieczeństwo, i działają one w ramach obowiązującego prawa - powiedział Cameron dziennikarzom. Również szef brytyjskiej dyplomacji William Hague podkreślił, że brytyjska agencja wywiadu elektronicznego GCHQ nie złamała żadnych przepisów, odmówił jednak odpowiedzi na pytanie, czy Londyn otrzymywał potajemnie zbierane dane.

Więcej o: