Ostry spór w TOK FM o tekst o Fibaku: "Latkowski sięgnął bruku!" "Jesteś świętym Franciszkiem polskich mediów?"

- To nie dziennikarstwo, to bruk! - mówił w TOK FM Waldemar Kumór z "Gazety Wyborczej". - Nie bądź świętym Franciszkiem polskiego dziennikarstwa! Ta publikacja jest wiarygodna. Co pokazała? Przemoc symboliczną wobec kobiet. A nagrania? To stosowana - też przez "GW" - metoda dziennikarska - mówił Roman Kurkiewicz. Sylwester Latkowski, redaktor naczelny "Wprost", odmówił udziału w dyskusji.
- Zaprosiliśmy Sylwestra Latkowskiego, redaktora naczelnego "Wprost", by z nim porozmawiać na temat tekstu o Wojciechu Fibaku, który był otwarciem tygodnika. Zgodził się. Jednak późnym wieczorem Latkowski odwołał swoją wizytę bez podania przyczyny. Nikt inny z "Wprost" nie przyszedł, by zastąpić redaktora naczelnego w tej dyskusji - zaczęła prowadząca program Dominika Wielowieyska.

Mimo naszego zaproszenia, Sylwester Latkowski twierdzi, że to media nie chcą z nim rozmawiać. W TVN opowiadał, że to dziennikarze odwołują rozmowy z nim na temat kontrowersyjnego tekstu. - Panie Sylwestrze, TOK FM pana zaprasza!



"Latkowski zginie od swojej własnej broni! Zostanie nagrany, że wychodzi z toalety, a nie myje rąk"

- Uważam, że artykuł "Wprost" to nie jest dziennikarstwo. To materiał jednoźródłowy. Tego typu tekst powinien być napisany przez dziennikarza śledczego, to powinna być praca wieloźródłowa. A tu ktoś sobie, ot tak, pisze, że ''w Warszawie mówi się, że Fibak jest taki i taki, więc postanawiam to sprawdzić''. Buntuję się przeciwko takiemu dziennikarstwu - powiedział Waldemar Kumór, dziennikarz "Gazety Wyborczej". - Przypomniało mi to metody agenta Tomka. Można sobie usiąść i powiedzieć: "Zapolujemy dziś na Dominikę..." - dodał.

- Druga sprawa to rozmowa Latkowskiego z Fibakiem. Jest cyniczna i oburzająca. Latkowski nagrywa, Fibak nie wie, że jest nagrywany. Latkowski stawia się w pozycji pana Boga, mówi: "Ja się zastanowię, co teraz z tym zrobię, zadzwonię za godzinę..." - mówi Kumór. - Latkowski zginie od tej samej broni - też zostanie nagrany. Że wywozi śmieci do lasu, wychodzi z toalety, a nie myje rąk, lub coś takiego - dodał.

"De facto oglądamy przemoc symboliczną dobrze sytuowanego, białego mężczyzny wobec kobiet"

- Będąc ''adwokatem diabła", mogę powiedzieć, że każdy celebryta musi się z tym liczyć. Nawet jeśli to dziennikarstwo brukowe - dodała Dominika Wielowieyska. - Poza tym to, co robił Fibak, jest jednak na granicy prawa... - Ale skąd to wiesz? Z tej publikacji?! - oburzył się Kumór.

- No, zaraz. Jak to: skąd to wiemy? Z wypowiedzi samego pana Fibaka!- odparł Roman Kurkiewicz, publicysta, były naczelny "Przekroju". - Malina Błańska z "Nie" opisała swoją wizytę u Fibaka oraz wizytę swojej koleżanki, którą spotkało to samo. To są już dwa źródła. Trzecim jest sam Wojciech Fibak. Wielu dziennikarzy pod imieniem i nazwiskiem przyznawało, że wiedziało o tym, co się dzieje, od kilkudziesięciu lat. Nie ma podstaw, by mówić, że to niewiarygodny tekst - uważa Kurkiewicz.

- Możemy rozmawiać o tym, czy to nie w porządku, że redaktor naczelny tygodnika nagrywa Wojciecha Fibaka w tak niewdzięcznej sytuacji i go o tym nie informuje. To jest sprawa. A nie to, że te informacje się niewiarygodne - dodał.

- Z rozmowy z Fibakiem wynika jasno, że on sam ma poczucie, że jest to co najmniej wpadka - podkreśla Kurkiewicz. - Wstrząsające w tym, co mówi pan Kumór jest to, że de facto oglądamy przemoc symboliczną dobrze sytuowanego, białego mężczyzny wobec kobiet, a on to zrównuje z myciem rąk w toalecie. To już nie jest żart, tylko mieszanie pojęć! - mówi Kurkiewicz.

- To ideologiczne brednie ekstrawaganckich lewaków - zaoponował Dominik Zdort z "Rzeczpospolitej". - Żadne z was nie zna pojęć, takich jak przemoc symboliczna, które są fundamentalne dla współczesnej myśli społecznej - odciął się wszystkim obecnym w studiu Kurkiewicz.

"Nie odgrywaj świętego Franciszka"

- Niech Romek nie traktuje mnie jak tarczy! Nie jestem obrońcą sutenerstwa pod żadną postacią. Nie wiem, co robi Wojciech Fibak, nie interesuje mnie to. Chodziło mi o to, że tekst "Wprost" nie jest dla mnie źródłem informacji - odpierał Kumór.

- Chodzi ci o nagranie? To jest powszechna metoda w śledztwach dziennikarskich - stosowana także przez "Gazetę Wyborczą". Nie odgrywaj świętego Franciszka polskich mediów - odparł Kurkiewicz.

A Dominika Wielowieyska dodała: - Przecież nie chodzi o samą metodę, ale o to, jak ją wykorzystujemy. Czy dostajemy sygnał od ofiary o nieprawidłowościach, czy idziemy organizować prowokację. Ta publikacja jest ingerencją w życie prywatne. Na razie nie ma żadnych dowodów na użycie przemocy - szantażu, jakiegokolwiek nakłaniania do tego.

- Pan Latkowski może sobie pisać to, co mu się podoba. My mamy prawo to oceniać. W mojej ocenie to jest bruk, to nie jest dziennikarstwo - dodał Kumór.

Zdort: Czy był w tym interes społeczny?

- Przy publikacjach tego typu zawsze zastanawiam się nad tym, jaki jest interes społeczny - ocenił z kolei Dominik Zdort z "Rzeczpospolitej". - Ja nie wiem, czy jest interes społeczny w docieraniu do informacji o tym, jak złym człowiekiem jest Wojciech Fibak. Gdyby był on zaangażowany w politykę lub publicznie głosił poglądy moralizujące, wtedy powiedziałbym: "Tak, patrzmy mu na ręce".

- Po przeczytaniu tekstu nie mam wrażenia, że to tekst mało wiarygodny. Tylko nie jest to materiał dla poważnej gazety, jaką do niedawna był "Wprost". Ja mogę prywatnie oceniać, że to, o czym pisał "Wprost", jest obrzydliwe. Ale ta sprawa dotyczy pana Fibaka i jego bliskich. I w tym przypadku to, co zrobił "Wprost", jest równie obrzydliwe. Ten tygodnik zniżył się do innej ligi dziennikarskiej - podsumował Zdort.