Po co nam urzędy pracy? Pracodawcy nie szukają tam pracowników, a bezrobotni pracy. "Kuriozalne wymagania"

Naukowcy podszyli się pod nieistniejącą firmę poszukującą pracowników. Potem opublikowali raport "Dlaczego w Polsce nie działa pośrednictwo pracy". Dokument nie zostawia złudzeń - publiczny system pośrednictwa nie jest zainteresowany... ofertami pracy.
Autorami eksperymentu, na podstawie którego powstał raport, są dr Joanna Tyrowicz z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz jej studenci. W lutym wysłali maile z ofertą pracy do wszystkich - ponad 400 - powiatowych urzędów pracy i ich filii. W imieniu fikcyjnej firmy.

- Poszukiwaliśmy osób na stanowisko księgowej, kierowcy z uprawnieniami do kierowania większymi pojazdami, osoby do sprzątania magazynów oraz handlowca. Nie było przeszkód, żeby nasze wymagania spełnić. Poza oczywiście wyższym wykształceniem w przypadku pracy na stanowisku księgowej - tłumaczyła dr Tyrowicz w programie "Połączenie" w Radiu TOK FM.

Większość nie zrobiła nic

Jaki był odzew? - 60 proc. urzędów w żaden sposób nie zareagowało na informację, że poszukujemy pracowników - mówiła Tyrowicz. Ale to nie oznacza, że pozostałe 40 proc. przysłało kandydatury chętnych do pracy. Były za to prośby o wypełnienie formularza Krajowej Oferty Pracy. A to zadanie - oczywiście - do łatwych nie należy. Trzeba m.in. podać zawód według ''Klasyfikacji zawodów i specjalności''. W dokumencie każdy zawód ma numer, grupę elementarną i opis.

- Żeby znaleźć odpowiedni kod, muszę poświęcić kilka godzin. A klasyfikacja w najmniejszym stopniu nie odpowiada temu, jak funkcjonują stanowiska w firmach - uważa dr Joanna Tyrowicz.

Co ciekawe, formalnie urzędy nie muszą wymagać wypełniania formularza Krajowej Oferty Pracy. - Ale aż 59 proc. urzędów, które nam odpowiedziały, domagały się tego dokumentu. I nie kierowały nas na swoje strony internetowe, gdzie można znaleźć formularz... Część np. przysyłała skany, żebyśmy dokument wydrukowali, wypełnili, zeskanowali i odesłali. Tak właśnie wygląda u nas cyfrowa administracja.

Był też jeden urząd, który chciał przysłać swojego pracownika, żeby wypełnił formularz.

Naukowcy z UW dokonali porównania, że o ile na zamieszczenie ogłoszenia w portalach internetowych pracodawca musi przeznaczyć kilkanaście minut, to w przypadku systemu publicznego zajmuje to... kilka godzin.

Kuriozalne wymagania

Autorzy raportu nie mają wątpliwości, że "zakres informacji, których wymagają urzędy, jest kuriozalny". - Trzeba między innymi z góry napisać - bez rozmowy z kandydatem - czy pracownik będzie pracował w trybie zmianowym. Trzeba podać wysokość wynagrodzenia. - A kto zaczyna negocjacje od podania, ile chce zapłacić? - pytała retorycznie ekspertka z UW.

Pokazuje to, gdzie tak naprawdę tkwi problem. Źródłem problemów jest zły system prawny. Bo urzędnicy z powiatowych urzędów pracy robią tylko to, czego się od nich wymaga.

- Od lat nie można się doprosić, żeby przepisy poprawić, żeby tam, gdzie dyrektor urzędu pracy chce coś rozsądnie zorganizować, prawo tego nie uniemożliwiało - stwierdziła dr Tyrowicz.

Co jest najważniejsze?

Na zbytnią biurokrację i złe rozporządzenie narzekają też pracownicy pośredniaków. Oczywiście ci, którzy zdecydowali się odpowiedzieć na e-mail naukowców z UW. Po otrzymaniu informacji o eksperymencie zapytani zostali o najważniejsze - ich zdaniem - problemy.

- Państwo, którzy nie odpowiedzieli w ogóle na nasze maile, zrobili to pewnie dlatego, że muszą wypełniać setki kwitów na potrzeby starosty, wojewódzkiego urzędu pracy, ministra pracy i Bóg wie kogo. A nie ponoszą odpowiedzialności za to, że nie zajmą się ofertą pracy od pracodawcy. Tak mają ustawione bodźce, że jak do urzędu trafi oferta pracy albo osoba bezrobotna, to nic się nie stanie. Ale jak do urzędu trafi kwit, którym nikt się nie zajmie, to dramat. Urzędnicy zajmują się więc tym, czym muszą. A potem wszyscy się oburzają, że osoby bezrobotne przychodzą do urzędu tylko po to, żeby być ubezpieczonym, a nie szukać pracy - podsumowała dr Joanna Tyrowicz.

Zastanawiając się nad tym, po co nam tak niesprawny system, warto pamiętać, że według kwietniowych danych bezrobocie wynosi 14,3 proc. A to oznacza, że bez pracy jest ponad 2,1 mln Polaków.