Studia? Prof. Hartman: "Baranem wchodzisz, baranem wychodzisz. Ja sam byłem profestytutką..."

"Opowiadasz o 'słabym kapitale społecznym' grupie 'studentów politologii' w Gorzowie, którzy nie czytają żadnych gazet, nie mówiąc już o książkach? Mówisz o stratyfikacji społecznej 'studentom socjologii' w Grójcu, którzy już na pierwszy rzut oka nie są podmiotem, lecz przedmiotem socjologicznego namysłu? Jeśli tak, to jesteś profestytutką. Kalasz inteligencję jak miłość, dajesz zaliczenia jak nie powiem co i bierzesz stówkę z hakiem za godzinę" - pisze w najnowszej "Polityce" prof. Jan Hartman.
Hartman w najnowszym wydaniu "Polityki" pisze o roli wykładowcy na studiach. Pisze, i to bardzo gorzko. "Myślących i wykształconych studentów nie ubyło. Tylko że występują w rozproszeniu, ukryci w tłumie wlewającym się z ulicy. Wprawdzie i dawniej bywało, że prości ludzie masowo szli na studia. Ale wtedy kazało im się czytać 50 stron dziennie i robiło ze dwa porządne egzaminy. Dziś tego nie ma. Baranem wchodzisz, baranem wychodzisz. Żadna siła tego nie zmieni, bo student nasz pan" - podkreśla filozof.

"Profestytutki. Kalanie inteligencji jak miłości..."

Zdaniem Hartmana obecnie wykładowcy często na wykładach mówią do siebie, licząc, że ktoś ich zrozumie i skorzysta z przekazywanej wiedzy. Ale - co podkreśla autor tygodnika - to tylko iluzja. "Za to grzechem śmiertelnym jest prostytucja akademicka polegająca na ordynarnym frymarczeniu oświeceniową i XIX-wieczną umysłowością inteligencką" - uważa filozof. Czyli? "Opowiadasz o 'słabym kapitale społecznym' grupie 'studentów politologii' w Gorzowie, którzy nie czytają żadnych gazet, nie mówiąc już o książkach? Mówisz o stratyfikacji społecznej 'studentom socjologii' w Grójcu, którzy już na pierwszy rzut oka nie są podmiotem, lecz przedmiotem socjologicznego namysłu? A może coś o problemie bezzałożeniowości do 'studentów filozofii' w Koszalinie, którzy myśleli, że przyszli studiować sens życia? Jeśli tak, to jesteś profestytutką. Kalasz inteligencję jak miłość, dajesz zaliczenia jak nie powiem co i bierzesz stówkę z hakiem za godzinę" - pisze Hartman.

Sam jednak przyznaje, że był - jak sam określa - "profestytutką", ale... się nawrócił - zamiast "robić z siebie idiotę" wybrał inną metodę - "wcielam się w rolę nauczyciela gimnazjalnego. I znowu gra muzyka!" - konstatuje felietonista "Polityki".

Cały komentarz w najnowszym wydaniu tygodnika.