Całe nasze życie na podglądzie. Czy wszechobecne kamery to większe bezpieczeństwo?

- Krąży mit, że tam, gdzie są kamery, nie ma przestępców. Ale prawdziwy przestępca z kamerą sobie poradzi, np. założy kaptur. A przestępca z przypadku, np. po pijanemu dewastujący przystanek, z kamerą się nie liczy, bo robi, co mu strzeli do głowy- mówi w rozmowie z Ewą Siedlecką ekspert monitoringu Paweł Wittich.
Zwolennicy monitoringu zyskali właśnie ważny argument: zamachowcy z Bostonu zostali schwytani dzięki zdjęciom z miejskich kamer. Co prawda niewiele było na nich widać, ale sprawa była tak nagłośniona, że zgłosili się ludzie, którzy rozpoznali zamachowców.

Co naprawdę mogą kamery monitoringu? - Renomowani producenci kamer od pewnego czasu oferują algorytmy wykrywające podejrzane zachowania, ale nie ma sensu ich stosować w każdym miejscu. Z sukcesem można je wykorzystać w budynku lub na zamkniętym obszarze, ale w mieście komputery mają ogromne problemy z odróżnieniem normalnego zachowania od nietypowego - mówi Wittich.

- Komputer nie zinterpretuje nietypowego zachowania tak precyzyjnie jak człowiek. Algorytmy, które mu zaprogramowano, wykryją zagrożenie dopiero wtedy, gdy np. padną pierwsze ciosy w bójce. Przeszkolony operator wcześniej potrafi ocenić, czy grupa mężczyzn wraca spokojnie do domu, czy szuka kłopotów. Można wtedy wysłać patrol i uspokoić sytuację. Człowiek potrafi przewidzieć zagrożenie, kamera nie - dodaje.

Cały wywiad przeczytasz w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

Więcej o: