"Nie jestem lewakiem, jestem Polakiem bezprzymiotnikowym". Tak było na "marszu lemingów"

Różowe baloniki, ulotki zrzucane z samolotu i czekoladowy orzeł przed Pałacem Prezydenckim - tak wyglądał marsz "Orzeł Może". Niektórzy nazwali go marszem lemingów. Sprawdziliśmy, czy rzeczywiście na warszawskim Nowym Świecie pojawiły się dzisiaj lemingi.
Drugiego marca w Dniu Flagi "Gazeta Wyborcza" i radiowa Trójka zorganizowały marsz pod hasłem "Orzeł Może" . W pochodzie Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem przeszło ponad dwa tysiące osób. Na koniec akcji w obecności prezydenta Bronisława Komorowskiego, który objął akcję patronatem, odsłonięto orła z białej czekolady. Niektórzy złośliwie określają dzisiejszą imprezę "marszem lemingów".

Dlaczego ludzie przyszli na marsz "Orzeł Może"? Czym dla manifestujących jest Święto Flagi? Czy czują się lemingami? Zapytaliśmy kilku uczestników dzisiejszego marszu.

Dorota i Stanisław z Warszawy: Fajnie i bez polityków

Dziś jest Święto Flagi, więc przyszliśmy w jakiś sposób to uczcić. Flagę powiesiliśmy dziś też na balkonie, więc tradycji stało się zadość. Teraz będziemy szli pod Pałac Prezydencki. Czekamy, aż ruszy cały pochód.

Fajnie, że ktoś pomyślał i coś takiego zrobił: na wesoło, spontanicznie, na luzie. I bez polityków. Ten dzień powinien być wesoły, radosny. Niestety, pogoda nie dopisała, ale wszyscy i tak są zadowoleni. Jest dużo zabawy przy łapaniu ulotek. Jest bardzo przyjemnie. Są dni wolne, więc trzeba coś z czasem zrobić. Zobaczymy, czy będzie ten czekoladowy orzeł do podziału. Widzieliśmy go już w telewizji, jak go robili, wyglądało to bardzo ciekawie.

Bogumiła, Krystyna i Donata: U nas tylko tragedie, znicze

Jesteśmy zachwycone organizacją i pomysłem na rzucanie ulotek, które każdy posprząta. To bardzo sympatyczne i spontaniczne, wszyscy są tu ze szczerej chęci.

Taki sposób świętowania jest cudny, jakaś odmiana. U nas w Polsce to nic, tylko tragedie i posypywanie głowy popiołem. Ważne jest, żebyśmy się jako Polacy nauczyli takie święta obchodzić radośnie, a nie tylko znicze i dramaty.

Ja przyjechałam ze Szczecina, żeby uczestniczyć w tym pochodzie. Jak widać, to nie jest tylko regionalne wydarzenie. Przecież to Święto Flagi. Jesteśmy przygotowane, mamy biało-czerwone dodatki. Wywieszamy też flagi na domach. To dla nas nie tylko zabawa, ale po prostu ważne święto.

Janusz i Danuta: Szkoda, że tak mało ludzi

Przyszliśmy świętować Święto Flagi. Flaga to atrybut państwa, a państwo powinno być silne, zwarte i gotowe, jak to mówiono przed wojną. I dlatego trzeba to akcentować. Nawet jak każdy inaczej rozumie patriotyzm.

Poza tym chcieliśmy zobaczyć ten pochód, jak to wszystko będzie wyglądać. Niestety, wygląda to bardzo skromnie. Mało osób przyszło, a szkoda. Większość to dzieci. Może dobrze, że przychodzą, bo uczą się czegoś, ale nie wiem, na ile są świadome, co to za święto. Chociaż od czegoś trzeba zacząć

Małgorzata: Różowe to są majtki Dody, to profanacja

Robią tutaj ludziom wodę z mózgu. Nie wiem, co to w ogóle jest. Jakieś różowe baloniki, jak na marszu Amazonek. Jestem oburzona, to mi się w ogóle nie kojarzy z Dniem Flagi. To jest jakiś różowy durny kolor. A różowe to mogą być majtki Dody, a nie Święto Flagi. Sama idea świętowania jest dobra, ale ta oprawa to profanacja. Trójka zrobiła sobie jakieś różowe baloniki z ohydną wroną.

Czy orzeł może? Orzeł może wszystko. Święto Flagi jest przepięknym świętem, wywiesiłam w domu flagę, mimo że nie mam balkonu. Moi znajomi też wywieszają, to jest wspaniałe święto. Te flagi na samochodach, kotyliony, to wszystko jest naprawdę piękne. Ale to, co się dzieje tutaj, to jakieś święto nie wiadomo czego.

Weronika: Nie wiem za bardzo, jakie święto jest 2 maja 2013

Nie do końca wiem, co się świętuje 2 maja. Pierwszy raz jestem na jakimś marszu, namówili mnie znajomi. Przyszliśmy tu całą ekipą, na miejscu dostaliśmy transparenty.

Przyszliśmy tutaj świętować dzień radości. Uważamy, że trzeba być pogodnym i wesołym. Fajnie, jak inni ludzie są pogodni. Im więcej uśmiechów, tym lepiej. Moim zdaniem to właśnie bardziej święto radości niż patriotyzmu. Chociaż jest tutaj Orzeł Biały, więc na pewno organizator chciał jakoś do patriotyzmu nawiązać. Myślę, że chodzi o to, żebyśmy jako Polacy przestali być ponurzy.

Wojciech Ossowski z Watsonem: Jestem Polakiem bezprzymiotnikowym

Przyszedłem na spacer z psem, więc może nie jest to najlepsza przyczyna, ale jestem. To jest Watson. Watson jest optymistą z założenia, więc też świętuje. Nie wiem, czy orzeł może, ale Watson daje radę.

W internecie jest dyskusja, czy ten marsz jest polityczny, czy nie jest. Uważam, że w jakimś sensie jest to polityczne. Ja jestem człowiekiem starszej daty, pamiętam zupełnie inną rzeczywistość medialną. Wtedy jak artysta przyjeżdżał, to był obiektywnie artystą wielkim lub nie. Dzisiaj, kiedy radio chwali wykonawcę, to go medialnie sponsoruje, a reszta stacji stara się tego artystę pomniejszać. Nie ma już jednego celu, czegoś, co regulowałoby nasze życie społeczne, czegoś nadrzędnego.

Teraz mówimy "optymizm". I od razu jedni mówią, że optymizm jest lewicowy, a inni - że prawicowy. Każdy próbuje sobie zawłaszczyć część naszej rzeczywistości. Ja mówię: nie. Jestem optymistą ponadpartyjnym. Nie jestem lemingiem, nie jestem żadnym lewakiem. Jestem Polakiem bezprzymiotnikowym.

Więcej o: