Edukacja seksualna od przedszkola? Tak zaleca WHO. "Ministerstwo chowa głowę w piasek"

Wprowadźmy edukację seksualną od przedszkola - proponuje Światowa Organizacja Zdrowia. - To są ważne tematy, a Ministerstwo Edukacji chowa głowę w piasek - uważa Aleksandra Dulas z fundacji Spunk, która prowadzi w łódzkich szkołach zajęcia z edukacji seksualnej. Przyznaje jednak, że są zapisy w programie, które budzą kontrowersje.
Rekomendacje WHO "Standardy edukacji seksualnej w Europie" przetłumaczono właśnie na język polski. Z tej okazji eksperci, przedstawiciele Ministerstwa Edukacji i Ministerstwa Zdrowia spotkali się na tematycznej konferencji w Warszawie. Najwięcej kontrowersji wzbudziła propozycja rozpoczęcia edukacji seksualnej już w wieku czterech lat, ponieważ - jak tłumaczą twórcy - człowiek rodzi się już jako istota seksualna.

"Dziecko powinno wiedzieć, skąd się wzięło"

- Dziecko w tym wieku powinno wiedzieć, skąd się wzięło na świecie, powinno wiedzieć o swojej integralności cielesnej, umieć bronić się przed niekomfortowymi sytuacjami - uważa Aleksandra Dulas z fundacji Spunk, która uczestniczyła w konferencji. Jej zdaniem spore kontrowersje wzbudza kwestia masturbacji. W wytycznych edukacji seksualnej zapisano temat: "radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja we wczesnym dzieciństwie".

"Rozmawianie o masturbacji z dziećmi może być trudne"

- Rozmawianie z dzieckiem o masturbacji, zwłaszcza jeżeli się go dobrze nie zna, może być trudne - nie ma wątpliwości Dulas. - O tym powinni rozmawiać z dzieckiem rodzice. Masturbacja z jednej strony może nic nie znaczyć, ale nadmierna może oznaczać, że dziecko jest zestresowane i w ten sposób próbuje sobie ten stres rekompensować. Jeśli jednak jest w grupie dziecko, które się nadmiernie masturbuje, to w tej grupie należy o tym bezwzględnie porozmawiać.

Według wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia najpóźniej 12-latek powinien wiedzieć, jak stosować antykoncepcję. - Zanim nastolatek podejmie decyzję o współżyciu, musi wiedzieć, jak się zabezpieczyć, nie odwrotnie - mówi Dulas. - Umówmy się, jeżeli dziecko ma siedem lat i wie, co to jest prezerwatywa, to też nic mu się nie stanie, tym bardziej że widzi ją w każdym kiosku czy markecie przy kasie; gdy zapyta o nią, to co odpowiemy? Że to guma do żucia?

Zajęcia z edukacji seksualnej fundacja Spunk prowadzi w łódzkich szkołach za miejskie pieniądze. Taką decyzję podjęli radni. - Uczniowie najmniej są zainteresowani dosłowną seksualnością. Pytają o rozwój dziecka, o to, jak przebiega ciąża, są zainteresowani samym faktem zapłodnienia - zauważa Dulas. - Lekcje dla czterolatków z bananem i prezerwatywą? Nie. Im to jest do niczego potrzebne - stwierdza.

''Nie mam złudzeń. Ministerstwo milczy''

Zajęcia z młodzieżą prowadzi też Grupa Edukatorów Seksualnych "Ponton", która także uczestniczyła w konferencji. W oświadczeniu dotyczącym rekomendacji WHO czytamy: "Ważne jest, by od samego początku edukować i wychowywać, wspierać dzieci w zrozumieniu procesów w nich zachodzących. Dokument postuluje potrzebę wyposażenia w wiedzę i umiejętności, które pozwolą na zrozumienie swojej seksualności i podejmowanie odpowiedzialnych decyzji o swoim życiu seksualnym w przyszłości, stawianie granic i tworzenie zdrowych, bezpiecznych relacji. (...) Dokument postuluje również współpracę między rodzicami, opiekunami, placówkami edukacyjnymi i organizacjami zajmującymi się edukacją seksualną, tak by edukacja i wychowanie uzupełniały się i w sposób jak najbardziej efektywny pomogły zbudować pozytywną, zdrową seksualność".

Zdaniem Aleksandry Dulas z fundacji Spunk Ministerstwo Edukacji nieprędko jednak wprowadzi do szkół i przedszkoli edukację seksualną: - Nie mam złudzeń. Ministerstwo milczy, mam wrażenie, że chowa głowę w piasek i czeka, aż zamieszanie minie. Musi minąć całe pokolenie, żebyśmy zaczęli wszyscy mówić o seksie otwarcie.