Wyprawa do Afryki, organizowana pod szyldem UJ, kończy się w sądzie. Uczelnia umywa ręce

Mieli wyjechać do Afryki - teraz o swoje muszą walczyć w sądzie. Wyprawa organizowana pod szyldem Uniwersytetu Jagiellońskiego została odwołana, a jej uczestnicy od miesięcy nie mogą odzyskać swoich pieniędzy.
To była dobra okazja, przyznaje Aleksandra Duliniec, jedna z uczestniczek wyprawy. Razem z mężem i koleżanką zapłacili po 5,3 tys. złotych za 14 dni w RPA i Zimbabwe. - Zwiedzanie Johannesburga, Parku Narodowego Krugera, wodospadów Wiktorii zapowiadało się bardzo atrakcyjnie - wymienia. - Wyprawę razem z Afrykańskim Kołem Naukowym UJ współorganizował rząd Zimbabwe, podobno miała promować turystykę wyjazdową do tego kraju.

Dwa tygodnie przed wylotem dostali maila z informacją, że w Zimbabwe jest susza, brak dostępu wody i liczne przypadki zachorowań na cholerę. - Zaproponowano nam przesunięcie wyjazdu z grudnia na lipiec 2013 roku. Ten termin nam nie pasował, postanowiliśmy zrezygnować z wycieczki - twierdzi Berenika Dumas.

I tu zaczęły się schody. Zażądali zwrotu wpłaconych pieniędzy. Koło naukowe odpowiedziało, że odda całą kwotę, ale prosi o cierpliwość. - Pan Errol Muzawazi, główny organizator i członek AKoN-u, zasłaniał się umowami z kontrahentami w Afryce, twierdził, że gotówka, którą wpłaciliśmy jest zamrożona na ich kontach, ale obiecał, że do końca grudnia zwróci nam pieniądze.

- Czekaliśmy cierpliwie, ale w połowie stycznia nasza cierpliwość się wyczerpała. - denerwuje się Aleksandra Duliniec. - Pan Muzawazi przestał odpowiadać na nasze maile, dlatego postanowiliśmy poprosić o pomoc UJ.

Maile do prorektora i biura rektora wysyłali codziennie. I listy polecone też. Bez odpowiedzi. - Dopiero pod koniec marca jeden z pracowników biura rektora odpisał lakonicznie, że uczelnia nie bierze odpowiedzialności za działalność swojego studenta, bo przekroczył uprawnienia. Byliśmy zaskoczeni, to nie był pierwszy wyjazd w tamte strony organizowany przez koło, a do tej pory UJ chętnie się nimi chwalił - mówi Dumas.

Uczelnia od sprawy się odcina. - To była wycieczka komercyjna, firmowana przez Koło Naukowe UJ, które, zgodnie ze statutem uczelni, nie miało prawa organizować tego typu wyjazdu - tłumaczy Katarzyna Pilitowska, rzeczniczka uniwersytetu. - Wątpliwości powinna wzbudzić już umowa, którą uczestnicy podpisali z panem Muzawazim. Nie było na niej żadnych danych Afrykańskiego Koła Naukowego UJ, użyta pieczątka uczelni nie tylko nie miała jej herbu, ale nawet nie była w języku polskim - dodaje.

Przelali pieniądze na prywatne konto studenta

Okazało się też, że konto, na które uczestnicy przelali pieniądze, było prywatnym kontem pana Muzawaziego: - Władze uczelni nie zostały poinformowane o charakterze tego wyjazdu, student wykorzystał naszą markę i wiarygodność, a nie miał do tego żadnego upoważnienia. Jako uczelnia możemy organizować jedynie wyprawy naukowe i badawcze, na których nie zarabiamy.

Aleksandra z mężem i Berenika z prośbą o pomoc w odzyskaniu pieniędzy napisali do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego. - Pismo otrzymaliśmy i czekamy na wyjaśnienia ze strony uczelni - twierdzi w rozmowie z TOK FM Piotr Odorczuk, kierownik biura prasowego UM. - Taka instytucja jak UJ nie jest wpisana na naszą listę organizatorów turystyki, a to oznacza, że nie ma prawa organizować komercyjnych wyjazdów. Niestety, w praktyce nie mamy narzędzi, żeby sprawdzić faktury czy dokumenty, w takich przypadkach musimy wierzyć na słowo.

Errol Muzawazi od kilku tygodni przebywa w Zimbabwe. Przestał odpisywać na maile. Opiekun Afrykańskiego Koła Naukowego też jest nieosiągalny. - Nieoficjalnie wiemy, że pan Errol organizuje kolejną wyprawę w lipcu, nie wiemy, ile osób jest w takiej sytuacji jak my, próbowaliśmy znaleźć innych poszkodowanych, ale bezskutecznie - twierdzą.

Z panem Muzawazim, rzeczywiście ciężko się skontaktować. Jego numer komórkowy nie działa. W odpowiedzi na maile odsyła do swojego prawnika, a ten milczy. - Na razie nie mam oficjalnego upoważnienia od mojego klienta do wypowiadania się w tej sprawie - odpowiada mecenas Andrzej Kozyra.

Z pomocy prawnika postanowili skorzystać także uczestnicy niedoszłej wyprawy. - Czujemy się oszukani, zarówno przez uczelnię, jak i przez pana Muazwaziego - mówi Filip Duliniec. - Liczymy, że uda się rozwiązać tę sprawę polubownie i odzyskamy nasze pieniądze. To w końcu kilkanaście tysięcy złotych.

Przeciwko Errolowi Muzawaziemu, który nadal jest studentem prawa UJ, toczy się postępowanie dyscyplinarne. - Chcemy jak najszybciej wyjaśnić tę sprawę - zapewnia Politowska. W najgorszym przypadku grozi mu relegowanie z uczelni.