"Żydzi tego nigdy by nie zrobili w Rumunii czy Francji. Zrobili to w Polsce". "Marek Edelman. Życie. Do końca" [FRAGMENT]

Kiedyś na pytanie dziennikarza: "nie męczą Pana te ciągłe rocznice?" Marek Edelman odpowiedział: "Męczą mnie państwo, bo jesteście marudni. Codziennie przychodzi tu parę takich typów, pytają o to samo. Nasila się to w okolicach kwietnia. To szczyt sezonu". - Jak lekarz ma mówić o historii tak, żeby jeszcze z tego wyniknęła jakaś lekcja? Ano z dystansem - piszą w 700-stronicowej biografii Edelmana Witold Bereś i Krzysztof Burnetko. Nowe, poszerzone wydanie książki właśnie trafiło do księgarń.
Hanna Krall pierwszy raz spotyka Marka Edelmana 40 lat temu. Wtedy wiedza o powstaniu w getcie warszawskim jest znikoma. O tym, że Edelman w ogóle żyje, pracuje i działa w opozycji, wiedzą nieliczni. Krall początkowo chce napisać reportaż o pionierskiej operacji serca w Łodzi. Profesor Jan Moll opowiada jej, na czym polega zrobienie "by-passu w stanie ostrym". Ale dziennikarze wszystko przekręcają, więc gotowy tekst ma jej sprawdzić najbliższy współpracownik profesora - dr Edelman. Idą na kawę. Krall wiedziała wtedy tylko tyle, że to lekarz. I że był jednym z przywódców powstania w getcie.



"Zastanawiam się, co by tu powiedzieć, i zaczynam, że moja redakcja, czyli ? Polityka ?, mieści się na dawnym terenie getta. ? Pan był w getcie, prawda? ?- mówię. ? Byłem ?. - odpowiada. ? Ja pracuję blisko ulicy Anielewicza. Znał Pan może tego Anielewicza osobiście? ? ? Znałem ?. Zapytałam: ? Jaki on był? ? ? Chodził w harcerskim mundurku, grał na bębnie i lubił dowodzić ?. Nie wierzyłam własnym uszom... Pomyślałam: On mówi o legendarnym przywódcy powstania, swoim dowódcy... Mówi, jak było, nic go nie obchodzi, jak ? należy ?mówić. Jeśli jest w nim więcej takich zdań...". Krall pisze "Zdążyć przed Panem Bogiem" - najsłynniejszą książkę o powstaniu w getcie.

"Głupoty opowiadacie". "Nic nie rozumiecie". "Marudzicie"

Anegdotki ilustrujące, jak Edelman reagował na głupie pytania dziennikarzy, Bereś i Burnetko przywołują nie bez powodu. Wiedzą, co czuła Hanna Krall. Oni też nie mieli z nim lekko. "Głupoty opowiadacie". "Nic nie rozumiecie". "Marudzicie" - powtarzał im. "Zastanówcie się: co wy wiecie o wojnach napoleońskich? Co bym wam nie próbował powiedzieć, to i tak nie zrozumiecie tego i nie poczujecie naprawdę. Więc rozmowy o moim życiu, to tylko taka zabawa, taka wymiana myśli..." - mówił im przekornie. Ale pierwsza biografia Edelmana powstała.

"Powstanie w getcie to była nie tylko żydowska sprawa!"

"Marek Edelman. Życie. Do końca" - to jedyna biografia bohatera dwóch powstań warszawskich, opozycjonisty, który związał się z ruchem demokratycznym już w latach siedemdziesiątych, lekarza specjalizującego się w rewolucyjnych metodach operacyjnego leczenia "beznadziejnych" przypadków chorób serca. Biografia socjalisty - antykomunisty. Polskiego Żyda, który nigdy nie chciał wyjechać z jego kraju. W nowym, poszerzonym wydaniu biografii pojawiła się - nieznana do tej pory - rozrachunkowa rozmowa dwóch bojowców Żydowskiej Organizacji Bojowej. W 1993 r. Edelman rozmawiał Kazikiem Ratajzerem o kwietniowym powstaniu:

"- Kazik, nam zależało na tym, żeby to nie była czysto żydowska sprawa, bo wtedy nie miała żadnych szans. Więc każdy kontakt z AK, nawet jako plotka, był nam potrzebny! (...) Rozumiesz? Dzięki temu powstanie w getcie to była nie tylko żydowska sprawa! To było powstanie polskich Żydów! Nie Żydów rumuńskich, francuskich czy izraelskich!

- Polskich Żydów.

- Polskich Żydów.

- Ale Żydów.

- Tak, ale polskich. Bo to jest specjalna kategoria Żydów. I ja uważam, że to było - jak powiedział Wałęsa w swoim czasie - najbardziej polskie z polskich powstań. Bez szans, na polskiej ziemi, polscy obywatele. Może obywatele gorszej kategorii, jak uważał ten czy inny, ale polskiej kategorii. Przecież Antek [Icchak Cukierman - jeden z przywódców ŻOB - red.], taki półkomunista, wszystko jedno zresztą, mówił po polsku, Słowackiego czytał i Mickiewicza recytował. Rozumiesz? To była ich - i nasza - krew! Żydzi tego nigdy by nie zrobili w Rumunii, Francji czy Anglii. Zrobili to w Polsce. To była wielka społeczność, żydowska społeczność, ale w Polsce. Koniec".

Poniżej - fragment książki "Marek Edelman. Życie. Do końca" Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki. W wersji elektronicznej książkę można kupić TUTAJ

1943, kwiecień. KARUZELA PO POLSKIEJ STRONIE MURU

Edelman: Mur sięgał do wysokości pierwszego piętra - więc widzieliśmy wszystko po drugiej stronie. W dodatku tuż przy murze stała wysoka kamienica - co prawda miała ślepą ścianę wychodzącą na aryjską stronę, ale my wybiliśmy w niej dziurę, by widzieć, co się tam dzieje. A tam trwało normalne życie i ludzie się bawili...



A co w tym czasie dzieje się po drugiej stronie muru? Pierwszy dzień świąt Wielkiej Nocy 1943 roku jest charakterystyczny jeszcze z jednego ważnego powodu - to właśnie wtedy na placu Krasińskich, tuż przy murze oddzielającym miasto od getta, staje słynna później karuzela.

Poeta Czesław Miłosz, późniejszy laureat literackiej Nagrody Nobla, jest świadkiem tej sytuacji. W wierszu Campo di Fiori będzie potem opisywał, jak przy muzyce kręciły się na karuzeli dziewczyny. Po latach potwierdzi: "Tramwaj na dość długo zatrzymał się przy placu Krasińskich i widziałem kręcącą się karuzelę łańcuchową i wzlatujące na niej pary. Słyszałem też komentarze do tego, co działo się za murem getta, w rodzaju: ? O, spadł ?. Nie wymyśliłem więc tej sceny".

Jest i wiele innych relacji potwierdzających to, że wielu mieszkańców miasta bawiło się w tym czasie, jak gdyby nigdy nic.

Na przykład Adina Blady-Szwajger wspomina widok, który ujrzała z aryjskiej strony, kiedy już tam się przebiła: "Poszłam na plac Krasińskich, stanęłam obok karuzeli z pękiem kaczeńców w obu rękach i uśmiechałam się. Karuzela się kręciła i dzieci się śmiały, i ja się do nich też uśmiechałam, i grała jakaś muzyka, a może mi się tylko zdawało? Słońce świeciło, a tam były jakieś dymy i strzały. Tylko ludzie mówili o tych chorągwiach, ale ja nic nie widziałam, chociaż naprawdę nie miałam ani jednej łzy. Choćbym i mogła, tobym nie płakała, bo było tak, jakby wszystkie łzy, które miałam kiedykolwiek, już dawno, może przed laty wyschły".

Edelman: - Nie słuchajcie tych obrzydliwości, to się nie nadaje do druku. Bo naród polski, jak wiadomo, jest tolerancyjny. Nigdy tu nie było niczego złego przeciw mniejszościom narodowym czy innym religiom. To jest nadzwyczajny naród. Kazimierz Wielki przyjął Żydów, hołubił ich i naród do dzisiejszego dnia ich kocha. No i koniec. I po co o tym mówić?

To nieważne, ilu cieszyło się z tego, co się dzieje z gettem. Pewnie ich była tylko garstka. Gorzej, że obok zawsze stoi milczący i przerażony tłum gapiów. I on nadal milczy, nawet wtedy, gdy widzi jednego łajdaka, który krzyczy: "Łapcie go, tam ucieka Żydek!". A zresztą, czy to tak ważne, czy karuzela się akurat kręciła, czy tylko bawiono się na huśtawkach? Ważne jest, że po prostu się bawiono - a my się cały czas baliśmy, czy w ogóle ktoś widzi to, co robimy w getcie... Ja w każdym razie pamiętam dokładnie te dziewczyny siedzące na krzesełkach...

Żydzi byli oddzieleni od Polaków, ale widzieli z okien, że idzie polskie dziecko i je bułkę. Ona była sucha, może miała w środku otręby, ale była. A dziecko Żyda leżało spuchnięte i nie miało nawet tych otrębów. A jak umarło, to je wynoszono na ulicę i przykrywano papierem, bo nie było z czego zapłacić za pogrzeb. Jeżeli tu cię zabijali, a za murem kręciła się karuzela, to gdzie było normalniejsze życie? Tam. I takiego normalnego życia nie mógł zrozumieć człowiek, który siedział zamurowany w piwnicy. I nie mógł zrozumieć zagrożenia polegającego na tym, że można być wywiezionym na roboty albo nawet do Oświęcimia.

Bo nawet w Oświęcimiu Polacy mieli ileś procent szansy, żeby przeżyć - Żydzi nie.


Polski historyk Tomasz Szarota, choć przytacza wiele głosów wsparcia dla powstańców publikowanych w prasie podziemnej, zauważa, że postawa warszawiaków wobec żydowskiego zrywu była bardzo zróżnicowana: "Nie wolno nam zapominać o haniebnych zachowaniach jednostek, o ludziach cieszących się, że ? Żydki się palą ?, i o tym, że stanowczo zbyt rzadko na takie odezwanie z oburzeniem reagowano. Moim zdaniem bardzo trafna jest analiza postaw warszawiaków dokonana w odezwie wydanej 1 maja 1943 roku przez przebywającego po stronie aryjskiej jednego z działaczy socjalistycznego Bundu: ? Reakcja ludności polskiej - stwierdzał on - na rozgrywające się wypadki nie jest jednolita. Drobnomieszczaństwo i lumpenproletariat, zatrute propagandą oenerowsko-hitlerowską, odnoszą się obojętnie, a nawet z kpinami, do tragedii żydowskiej.

Organizacje niepodległościowe pragnęłyby przyjść z pomocą oblężonym, niestety nie jest to jednak obecnie możliwe. PPR, jak zwykle, zachęca naród polski do ogólnego powstania, obiecując pomoc czerwonej armii. Jeżeli jednak chodzi o pomoc powstańcom getta, to jak dotąd, wbrew oczekiwaniom, pomoc ta nie nadeszła. Spodziewano się, że samoloty sowieckie zbombardują dzielnicę niemiecką i zrzucą oblężonym posiłki oddziałów spadochronowych, a przynajmniej żywność i amunicję ?".

Jeszcze bardziej znaczący jest artykuł z tamtych czasów z "Nurtu Młodych", pisma skrajnej prawicy; kto wie, czy nie o wiele bardziej hańbiący niż opis postawy lumpenproletariatu bawiącego się na placu Krasińskich: "W pierwszych dniach akcji Żydzi wywiesili na placu Muranowskim flagę polską i syjonistyczną. To podkreślenie patriotyzmu polskiego jest co najmniej śmieszne, jeżeli nie cyniczne. Oczywiście nie pochwalamy masowych mordów hitlerowskich dokonywanych czy to na Żydach, czy na innych narodowościach, ale uważamy, że ? naród wybrany ?ideologie, sympatie, nadzieje i interesy związał raczej z czerwonym sztandarem znad Wołgi aniżeli z polskim Orłem Białym. Wiemy wszyscy doskonale, jak postępowali Żydzi z Polakami na ziemiach okupowanych przez Rosję. Wiemy, jakie nieobliczalne straty poniósł naród polski za przyczyną tych właśnie Żydów i dlatego też los, jaki ich spotyka, straszny z punktu widzenia czysto ludzkiego, wydaje się jednak sprawiedliwym.

Dziejowa Nemezis każe zawsze płacić za zbrodnie i winy, a karze również całe narody". Znany polski publicysta Jacek Żakowski po latach nawiąże w swoim komentarzu do sławnego napisu malowanego na murach w czasie okupacji "Pawiak pomścimy!", a odwołującego się do mordów popełnianych przez hitlerowców na Polakach w więzieniu Pawiak: "Napis ? Pomścimy getto ?nie przetrwał - możliwe, że go w ogóle nie było".

---------------

19 kwietnia, w dniu 70. rocznicy powstania w getcie warszawskim, ukazuje się drugie wydanie książki "Marek Edelman. Życie. Do końca" - poprawione i poszerzone o 200 stron. M.in. o sensacyjne, nieznane materiały podziemnej prasy Bundu z getta, prasy, którą drukował, redagował i kolportował Marek Edelman. Są tam relacje z okupacji, porażające zeznania ocalałych z Zagłady i reportaże z getta, ujmująca publicystyka polityczna z okresu wybuchu wojny hitlerowsko-sowieckiej, a także opis ostatniego okresu życia Edelmana. W wersji elektronicznej książkę można kupić TUTAJ.

Więcej o: