Skąd się biorą smoleńskie teorie spiskowe? "Polacy wolą wierzyć, że inni chcą nam zaszkodzić" [WYWIAD]

Co trzeci z Polaków uważa, że w Smoleńsku mogło dojść do zamachu - wynika z badań. Dlaczego tak wielu z nas wierzy w teorie spiskowe? - Mamy skłonność do popadania w pewien rodzaj paranoi. Łatwiej uznać, że jesteśmy kryształowo czyści, a inni na wszelkie sposoby próbują nam zaszkodzić. Lech Kaczyński nie podobał się Moskwie, nic dziwnego więc, że próbowano go wyeliminować - mówi nam prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.
Coraz więcej Polaków wierzy w zamach w Smoleńsku. Od listopada zeszłego roku odsetek osób biorących pod uwagę możliwość zamachu na prezydencki samolot wzrosła o 7 punktów procentowych - do 33 proc. Co prawda nadal 51 proc. pytanych przez CBOS w zamach nie wierzy, ale ta grupa zmniejszyła się od ostatniego badania o 5 punktów.

Mielna Bryła, Gazeta.pl: Od katastrofy smoleńskiej minęły trzy lata i mimo raportu Millera, mimo komunikatów prokuratury dotyczących kolejnych ustaleń, coraz więcej Polaków nie wyklucza zamachu. Z czego wynika ta łatwość w przyjmowaniu za wiarygodne teorii spiskowych?

Prof. Janusz Czapiński: - Jest kilka czynników, które się na to składają. Pierwszy to brak zaufania do państwa, służb państwowych i polityków, zwłaszcza tych rządowych. Raport Millera jest sygnowany przez rząd, raport MAK - też przez rząd, tyle że rosyjski, na co się jeszcze nakładają uprzedzenia Polaków wobec Moskwy. Nic zatem dziwnego, że cokolwiek by w tym raporcie nie było, jakkolwiek by nie był rzeczowy, to dosyć łatwo w świadomości Polaków podważyć jego wiarygodność.

Drugi czynnik to ranga tego wydarzenia. To jest generalna prawidłowość: im większa tragedia, tym silniejsza motywacja, żeby znaleźć jakieś racjonalne jej wyjaśnienie. Generalnie w takiej sytuacji odrzucamy zbieg okoliczności, losowość. I teraz jest pytanie, czy ci, którzy posługują się jakimiś socjotechnikami, będą w stanie dostarczyć takiego racjonalnego, spójnego wyjaśnienia tej tragedii. Propozycje zawarte w teoriach spiskowych są taką ofertą. Ci, którzy nie wierzą w losowość, uzyskują dzięki nim równowagę ducha, ponieważ nie wali im się spójny obraz świata. Lech Kaczyński nie podobał się wielkim tego świata, nie podobał się Moskwie, no więc nic dziwnego, że próbowano go wyeliminować i zrobiono to z powodzeniem.

Trzeci czynnik, który dotyczy sporej grupy Polaków, to skłonność do popadania w pewien rodzaj paranoi. Łatwiej jest Polakom uznać, że my jesteśmy kryształowo czyści, a inni mają niecne intencje i na wszelkie sposoby próbują nam zaszkodzić. Jeśli władze rosyjskie są w świadomości Polaków jednym z największych wrogów Polski, to stosunkowo łatwo jest im przyjąć taką paranoidalną wizję czystego narodu polskiego i brudnych agresorów.

Jak złożymy te wszystkie czynniki, to mnie przestaje dziwić wzrost poparcia dla smoleńskich teorii spiskowych.

Ale nie tylko w Polsce pojawiają się teorie spiskowe. Pamiętamy przecież, że było ich sporo np. po zamachu z 11 września i zabójstwie prezydenta Kennedy'ego. Czy Polacy są jednak bardziej podatni na takie teorie?

- Polacy sądzą, że naród polski przez całą historię zawsze był zagrożony - i biologicznie, i kulturowo, i w sensie godności, jaka przysługuje każdemu narodowi. Oczywiście mamy też przekonanie o tym, że jesteśmy mali i że w związku z tym dosyć łatwo jest nam zagrozić, odebrać cześć, przedstawić w negatywnym świetle na arenie międzynarodowej. W związku z tym jesteśmy gotowi na przyjęcie takich koncepcji, które się wpisują w naszą nie najlepszą samoocenę.

Oczywiście, w Stanach Zjednoczonych też były liczne grupy, które wierzyły w teorie spiskowe. Ale Amerykanom stosunkowo łatwo pogodzić się z oferowanymi przez władze wyjaśnieniami różnych zdarzeń. Tego typu tragedie - jeśli mają miejsce na terenie kraju, w którym społeczeństwo ma mocno ugruntowaną i dobrą samoocenę - nie prowadzą do podziałów społecznych, one nie owocują konfliktami, także politycznymi, jak to jest w Polsce.

A czy myśli pan, że za kilka, kilkadziesiąt lat liczba osób wierzących w zamach w Smoleńsku zmaleje?

- Problem w tym, że nigdy nie doczekamy się bezapelacyjnych dowodów przemawiających za jedną lub drugą wersją. Nigdy. Pozostaniemy w sferze posmoleńskiej mgły poznawczej, czyli będą jedynie wierzący w jedno i wierzący w drugie.

Sądzę, że dojdziemy do pewnego stanu równowagi, jeżeli chodzi o podział polskiego społeczeństwa i z tym będziemy żyli. Tak jak żyjemy dzisiaj z ogromnymi, choć już niezbyt gorącymi podziałami na zwolenników tezy o pięknie i sensowności powstania styczniowego i tych, którzy podważają racjonalność działań Polaków w tamtym czasie. Tak samo będzie ze Smoleńskiem. Za 50 lat będziemy nadal mieli podział na tych, którzy wierzą, że była to katastrofa lotnicza, i tych, którzy będą przekonani, że dokonano zamachu na polskiego prezydenta. I nikt nie będzie w stanie w tej sprawie czegokolwiek zmienić.

Przeczytaj także: Katastrofa w Smoleńsku to tragiczny wypadek. Nie zamach [FAKTY] >>

Więcej o: