Machulski: O Smoleńsku można by co najwyżej zrobić film a la Borat czy Monty Python

- O Smoleńsku można by co najwyżej zrobić film a la Borat czy Monty Python o tym, jak bardzo nabzdyczony i dumny prezydent średnio ważnego kraju środkowoeuropejskiego uparł się, by lądować we mgle na kartoflisku - mówi w rozmowie z ?Newsweekiem? reżyser Juliusz Machulski.
Machulski uważa, że Smoleńsk to słaby materiał na kino, chyba że zrobimy "film a la Borat czy Monty Python jak bardzo nabzdyczony prezydent uparł się, by lądować we mgle na kartoflisku". - A potem, już po tragedii, poplecznicy tego prezydenta nie dopuszczają myśli, że to, co się stało, było wynikiem głupoty i braku wyobraźni, tylko wymyślają inne przedziwne teorie - mówi Machulski.

"Z katolicyzmem, który straszy piekłem"

Reżyser "Seksmisji" i "Vabanku" opowiada o braku poczucia humoru Polaków. - Podstawowym kłopotem nie jest brak poczucia humoru u tak zwanych zwyczajnych ludzi, tylko u twórców. W ogóle u tych, którzy występują w przestrzeni publicznej - sugeruje.

Zdaniem Machulskiego może to wynikać z tego, że "my tak naprawdę jesteśmy bardzo niepoważnym krajem". - Z kompleksami. Z katolicyzmem, który straszy piekłem. Poza tym wydaje mi się, że nasze państwo nie ma autorytetu. Obama może trzymać rękę w kieszeni i żartować, bo i tak wszyscy będą go szanować. A to dlatego, że za nim stoi urząd, który ma kapitał prestiżu i powagi. A u nas raczej tej powagi trzeba sobie dodać. Nie wszyscy wiemy, dlaczego przewodniczący jakiejś tam partii jest bardzo ważny, więc on musi być tak poważny, że aż śmieszny - mówi reżyser.

Cały wywiad czytaj w najnowszym "Newsweeku" .

Więcej o: