Nazistowskie bagno w niemieckich służbach specjalnych: ciężkie przestępstwa, sute wypłaty

Skandal w niemieckich służbach specjalnych. Wzywanie do popełnienia morderstwa, handel bronią, uszkodzenie ciała, budowa bomb, podpalenia. Takie przestępstwa ma na swoim koncie co czwarty z tajnych współpracowników służb, którzy w ostatnich latach byli aktywni w środowisku neonazistowskim w Niemczech.
Szokujący bilans ujawnił magazyn telewizyjny "Raport z Moguncji" ("Raport Mainz"). Miesiącami dziennikarze magazynu analizowali działalność 50 tajnych agentów kontrwywiadu. Dwunastu z nich, czyli co czwarty, popełniło w czasie swojej pracy na rzecz kontrwywiadu przestępstwo. Przynajmniej sześciu z nich służby ochrony konstytucji ostrzegły, że może im grozić sprawa karna. Z reguły do niej nie dochodziło.

Tysiące euro za bezkarność

Piętnastu z pięćdziesiątki agentów otrzymało za swoją działalność wysokie honoraria w granicach kilkudziesięciu tysięcy euro. Najwyższe wynosiło 180 tys. euro. Siedmiu z tych agentów przeznaczyło te pieniądze na działalność środowisk neonazistowskich. Co najmniej sześciu z nich było zaangażowanych w obserwację środowiska związanego z neonazistowską bojówką Narodowosocjalistyczne Podziemie (NSU). Ich działalność nie przyniosła żadnych efektów. Nie zdołali zapobiec ani morderstwom, ani napadom rabunkowym.

Na członkach NSU ciąży zarzut morderstw na co najmniej dziesięciu osobach. Osiem z nich było tureckiego pochodzenia, jedna greckiego, jedną ofiarą morderstwa była niemiecka policjantka. 17 kwietnia br. rozpoczyna się w Monachium proces neonazistowskiej terrorystki Beate Zschäpe i czterech osób podejrzanych o współudział w morderstwach i wspieranie działalności NSU.

Szokujące szczegóły

Wielomiesięczne dochodzenie prowadzone przez dziennikarzy wykazało szereg dalszych osobliwych faktów. I tak na przestrzeni kilku lat przeciw jednemu z tajnych agentów służb specjalnych z Turyngii w 35 przypadkach zostało wszczęte śledztwo. Żadna z tych spraw nie trafiła przed sąd, wszystkie zostały umorzone. Koszty adwokata pokrywały służby ochrony konstytucji.

Innemu tajnemu współpracownikowi służb specjalnych w Nadrenii Północnej-Westfalii te same służby sfinansowały zakup broni. Wielu z tych wziętych pod lupę tajnych agentów na własną rękę angażowało się w infiltrowanych przez neonazistów środowiskach muzycznych i sportowych, przede wszystkim tzw. sportów walki. Angażowali się głównie w Nadrenii Północnej-Westfalii i Brandenburgii - dla neonazistów są to najważniejsze landy dla rekrutacji narybku.

"Przerażający bilans"

Zespół "Raportu z Moguncji" przedstawił wyniki swojej pracy dwóm znawcom materii. Jeden z nich to renomowany kryminolog, dyrektor Instytutu Badań Kryminologicznych Dolnej Saksonii Christian Pfeiffer. Drugi to Winfried Ridder, były szef referatu w Federalnym Urzędzie Ochrony Konstytucji. Obydwaj specjaliści intensywnie zajmują się problematyką neonazizmu, a w kontekście morderstw popełnionych przez NSU, także związkami tajnych agentów ze środowiskiem neonazistowskim. Obydwaj byli zaskoczeni efektami pracy dziennikarzy.

- Jestem zdruzgotany ilością i kalibrem czynów przestępczych popełnionych przez tajnych agentów albo - jak w wielu przypadkach - przez nich zainicjowanych, powiedział Winfried Ridder. Dodał, iż jest "rzeczywiście zdziwiony", że "polityka nie zareagowała w inny sposób na takie perwersje".

Christian Pfeiffer mówi o "przerażającym bilansie". Tajni współpracownicy służb specjalnych wyrządzili niewymierne szkody, ich działalność "niczego pożytecznego nie przyniosła" i pod znakiem zapytania stawia metody pracy agentów.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''



Więcej o: